Powołanie Ezechiela cz.1

•2010/03/30 • 1 komentarz

Biblia pełna jest różnego rodzaju powołań. Mamy np. powołanie Mojżesza przy palącym się krzewie, Giderona, kiedy Bóg mówi do niego, że jest potężnym wojownikiem oraz Jeremiasza, który próbuje uciec od swojego powołania zasłaniając się młodym wiekiem. Jest również Izajasz, który widząc Bożą świętość dostrzegł potrzebę oczyszczenia z grzechów i jak tylko dotknięty został węglem z ołtarza, a jego wina została usunięta powiedział do Boga „Oto jestem, poślij mnie!”. Oprócz tego jest także powołanie Maryi i wiele, wiele innych, ale jednym z najbardziej „dziwnych” powołań w Piśmie Świętym jest powołanie Ezechiela.

Za jego czasów Izrael odstąpił od Pana. Cały naród był w opłakanym duchowo i moralnie stanie. Był to czas ogromnej potrzeby przebudzenia i odnowienia i pośród tego wszystkiego Bóg powołał Ezechiela by był Jego prorokiem.

Ezech. 2:1-2:„I rzekł do mnie: Synu człowieczy! Stań na nogi, a będę z tobą rozmawiał! A gdy przemówił do mnie, wstąpił we mnie Duch i postawił mnie na nogi, i słyszałem tego, który mówił do mnie. I rzekł do mnie: Synu człowieczy! Posyłam cię do synów izraelskich, do narodu buntowników, którzy zbuntowali się przeciwko mnie, zarówno oni jak i ich ojcowie odstąpili ode mnie i odstępują aż do dnia dzisiejszego, Do synów o zuchwałej twarzy i nieczułym sercu – do nich cię posyłam, a ty mów do nich: Tak mówi Wszechmocny Pan, A oni – czy będą słuchać, czy nie – bo to dom przekory – poznają, że prorok był wśród nich. Ale ty, synu człowieczy, nie bój się ich i nie bój się ich słów, chociaż cię otaczają ciernie i mieszkasz wśród skorpionów; nie bój się ich słów i nie drżyj przed ich obliczem, gdyż to dom przekory! Lecz mów do nich moje słowa – czy będą słuchać, czy nie – gdyż są przekorni. Ty zaś, synu człowieczy, słuchaj, co Ja mówię do ciebie! Nie bądź przekorny jak dom przekory! Otwórz swoje usta i zjedz, co ci podaję! A gdy spojrzałem, oto ręka była wyciągnięta do mnie, a w niej zwój księgi. I rozwinął go przede mną. A był zapisany z jednej i z drugiej strony. Były zaś na nim wypisane skargi, jęki i biadania. I rzekł do mnie: Synu człowieczy! Zjedz to, co masz przed sobą; zjedz ten zwój i idź, a mów do domu izraelskiego. A gdy otworzyłem usta, dał mi ten zwój do zjedzenia. I rzekł do mnie: Synu człowieczy! Nakarm swoje ciało i napełnij swoje wnętrzności tym zwojem, który ci daję! Wtedy zjadłem go, a on był w moich ustach słodki jak miód.” (BW)

Ezech. 3:14-21 „A Duch podniósł umie i porwał z sobą. I szedłem w zaprawionym goryczą podnieceniu ducha, a ręka Pana mocno mi ciążyła. I przybyłem do Tel-Abib do wygnańców mieszkających nad rzeką Kebar, i przebywałem tam osłupiały siedem dni wśród nich. A po upływie siedmiu dni doszło mnie słowo Pana tej treści: Synu człowieczy: Na stróża domu izraelskiego cię powołałem! Ilekroć usłyszysz słowo z moich ust, ostrzeż ich w moim imieniu. Jeżeli powiem do bezbożnego: Na pewno umrzesz, a ty go nie ostrzeżesz i nic nie powiesz, aby bezbożnego ostrzec przed jego bezbożną drogą tak, abyś uratował jego życie, wtedy ten bezbożny umrze z powodu swojej winy, ale Ja uczynię cię odpowiedzialnym za jego krew. Lecz jeżeli ty ostrzeżesz bezbożnego, a on nie odwróci się od swojej bezbożności i od swojej bezbożnej drogi, wtedy on umrze z powodu swojej winy, a ty uratujesz swoją duszę. Gdy zaś sprawiedliwy odwróci się od swojej sprawiedliwości i popełni bezprawie – a Ja doprowadzę go do upadku i on umrze, to jeżeli nie ostrzeżesz go, wtedy on umrze z powodu swojej winy, i nie będzie się pamiętało jego sprawiedliwych czynów, których dokonał, lecz ciebie uczynię odpowiedzialnym za jego krew. Lecz jeżeli ty ostrzeżesz sprawiedliwego, aby sprawiedliwy nie zgrzeszył, i on nie zgrzeszy, to na pewno pozostanie przy życiu, ponieważ dał się ostrzec, a ty uratowałeś swoją duszę.” (BW)

Duchowy klimat naszych czasów (rebelii przeciwko Bogu, przestępstw i grzechów) bardzo przypomina ten, w którym Ezechiel żył. Kiedy studiowałem powołanie Ezechiela to zobaczyłem w nim 4 elementy, które uznałem za ważne i jak najbardziej aktualne w dzisiejszych czasach:

Po 1) Bóg daje informacje (My zdecydowanie tego potrzebujemy!)

Bóg informuje proroka o duchowym stanie ludzi, do których został powołany by im usłużyć. Przygotowuje go by nie był zaskoczony, jeśli nie zostanie przyjęty, ponieważ posłany jest do upartego ludu. My dziś potrzebujemy dokładnie takiej samej świadomości. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że kiedy będziemy dzielić się Słowem Bożym to raz ludzie to przyjmą, a innym razem odrzucą. Nasze powołanie to iść i głosić ewangelię, a to czy ludzie to przyjmą czy też nie to w pewnym sensie nie jest już nasza sprawa. Oczywiście my chcemy by jak najwięcej ludzi usłyszało i przyjęło ewangelię, ale my osobiście nikogo do niczego nie jesteśmy wstanie zmusić. Nasza główna odpowiedzialność to nie przekonywanie ludzi, ale przekazanie im treści ewangelii.

W praktyce to oznacza, że za każdym razem, kiedy z kimś podzieliłeś się dobrą nowiną to wygrałeś (zrealizowałeś to, do czego Bóg Cię posłał)! Czy to nie jest cudowna perspektywa? Załóżmy, że poszedłeś na misję uliczną lub podzieliłeś się z kimś ewangelią przy jakiejkolwiek innej okazji i 5 razy pod rząd zostałeś całkowicie wyśmiany i ludzie powiedzieli Ci „nigdy byśmy w to nie uwierzyli!” to pomimo tego nadal wracając do domu jesteś zwycięzcą! Dlaczego? Ponieważ Jezus poprosił Cię byś przekazał ludziom treść ewangelii i Ty to zrobiłeś!

Za każdym razem, kiedy zasiałeś ziarno zrobiłeś to, o co Jezus Cię prosił. Nie pozwól by diabeł przygniótł Cie tekstami w stylu „nikt tego nie przyjął, a to co robisz jest bezsensu”. To nie Twoja sprawa czy ktoś to przyjmie czy też nie, Ty nie będziesz z tego rozliczony. Za to na pewno zdasz sprawę z tego czy uczyniłeś ewangelię dostępną dla ludzi czy też nie.

My wiemy, że Słowo Boże jest żywe! To ziarno, które Ty zasadziłeś może zacznie rosnąć w tej osobie za rok od teraz albo 5 lub 10 lat. GŁOSZĄC EWANGELIĘ po prostu ZAINSTALOWAŁEŚ BOMBĘ ZEGAROWĄ w tej osobie. My nie wiemy na ile nastawiony jest zapalnik, ale wiemy jedno, że Słowo Boże nie wróci do Boga puste, ale pomyślnie wykona to, do czego zostało posłane (Iz 55.11). Wcześniej czy później to Słowo, które zasadziłeś ożyje!

Pomimo tego, że ktoś mógł być jak kamienna ściana, gdy z nim rozmawiałeś o Jezusie to wracając do domu możesz uśmiechnąć się powiedzieć „hahaha on nie wie, co zostało zainstalowane w jego sercu”.

Głosząc zrobiłeś dokładnie to, o co zostałeś poproszony, więc nie bój się ani NIE PODDAWAJ SIĘ Z POWODU OPORU!

Bóg dał prorokowi informację, że to nie będzie proste, ale pomimo to ma pójść i mówić niezależnie od tego czy to, co mówi zostanie przyjęte czy też nie. Zaraz po tym zdarzeniu dzieje się coś bardzo szczególnego i nigdzie indziej w Biblii nie widzimy tego przedstawionego w taki sposób. Dzieje się coś, co nazwałbym zmianą serca.

Po 2) Zmiana serca

Zmiana serca nawiązuje do tego, co stało się ze zwojem. Jest to bardzo dziwne zdarzenie. Prorok przed sobą widzi zwój zawieszony w powietrzu. Kiedy zostaje on rozwinięty zapisane na nim są „skargi (w języku hebr. lamentacje), jęki i biadania”. Potem Bóg mówi do Ezechiela by zjadł ten zwój a potem poszedł do ludzi, do których został posłany i mówił Słowo Pańskie.

W tym tekście mamy do czynienia z pewnego rodzaju symboliką. Nie chcę przez to powiedzieć, że to zdarzenie nie miało miejsca, ale raczej chcę zaznaczyć, że to, co się wydarzyło musi coś oznaczać, ponieważ w przeciwnym razie nie znalazłoby się to w Biblii. Jestem w 100% przekonany, że ten zwój reprezentuje Boże serce dla tego ludu. Treścią zwoju są Boże lamentacje, Jego jęki i biadania. Są to uczucia, których doświadczał spoglądając na swój lud, z którym zawarł przymierze, a który zbuntował się przeciwko niemu.

Czy to nie jest interesujące, że Bóg nie czułby się komfortowo wysyłając swojego reprezentanta, który nie nosiłby tego samego ciężaru w sercu, który On sam nosi? Bóg najpierw chciał by Ezechiel stał się uczestnikiem Jego własnego serca zanim pozwoliłby mu pójść do grupy ludzi, do której został posłany.

Myślę, że w ten sam sposób Bóg chce umieścić w Twoim sercu swój zwój dla Twojego narodu, czyli Jego jęki, biadania i lamentacje nad grzechami i nad buntem kraju.

To, o czym teraz piszę jest jedną z trudniejszych rzeczy do przekazania, ponieważ nie da się do tego podać punktów lub kroków, które powinieneś zrobić by ta rzecz stała się rzeczywistością w Twoim życiu. To jest duchowy proces, to jest coś, co dzieje się w Twoim pokoju modlitewnym podczas Twojego osobistego czasu z Bogiem. Kiedy Ty wołasz „Boże daj mi swoje serce dla mojego narodu!”.

Bóg nie pozwolił Ezechielowi pójść i po prostu mówić prawdę, ale raczej powiedział mu „za nim pójdziesz otwórz swoje usta, ponieważ potrzebujesz mieć moją pasję, moje serce. Chce dać do Twojego wnętrza mój ciężar i mój smutek, który mam z powodu grzechów Twojego ludu. Chcę zareplikować moje serce w wewnątrz Twojego”.

Jeśli pójdziesz będąc zmotywowanym przez inspiracje z zewnątrz, to po jakimś czasie ta inspiracja się skończy. Powoli okaże się, że jesteś coraz mniej i mniej zmotywowany, a opór który spotykasz wywiera na Ciebie coraz większy wpływ. Jednak, kiedy masz Boży zwój w Twoim wnętrzu to możesz iść i iść i iść, ponieważ będziesz motywowany od środka!

To niekoniecznie musi być od razu cały naród, ale to może być ta szczególna grupa ludzi, do której Bóg Ciebie powoła. Niektórzy z was pracować będą z dziećmi, inni z młodzieżą jeszcze inni z imigrantami, a ktoś może w służbie zdrowia itd.. Jedni będą mieli pasję by pomóc narkomanom, inni alkoholikom jeszcze inni by pracować ze starszymi ludźmi. Można by tak wymieniać bez końca, ale z jakąkolwiek grupą ludzi będziesz pracował proszę módl się by Boży zwój został umieszczony w Twoim sercu dla tej właśnie grupy ludzi.

Módl się o kopię Bożego serca w Twoim sercu. Jeśli jej nie masz to się nie przejmuj, bo to nie oznacza, że coś z Tobą jest nie tak albo, że jesteś mało duchowy, po prostu zacznij prosić Boga a On Ci ją da. Być może masz już w sercu pasję do danej grupy ludzi, ale widzisz, że Bóg zacznie Cie prowadzić w nowym kierunku do czegoś, do czego być może w ogóle nie jesteś podpalony. Wtedy to jest najlepszy czas by zacząć wołać do Boga o to by dał Ci swoje serce do tego, co zaplanował dla Ciebie.

Kiedy On to zrobi pojawi się pasja i to zadanie, które masz przed sobą nie będzie dla Ciebie tylko „przykrym” obowiązkiem, ale stanie się czymś, co kochasz i za czym tęsknisz i dla czego żyjesz. Ten zwój, który potrzebujesz mieć w swoim sercu Pan dla Ciebie ma. Możesz go znaleźć sam na sam z Bogiem w Twoim pokoju modlitwy. Jeśli tego naprawdę pragniesz On Ci go da!

Być może to nie stanie się w jeden dzień, ale mimo to On umieści ten zwój w Twoim sercu. Dlatego jeśli nic się nie zmieni na drugi dzień to się nie zniechęcaj! To może być proces nawet kilku miesięcy, ale na końcu tego procesu Twoje serce będzie biło tym samym rytmem, co Boże. Wtedy jesteś gotowy na identyfikację, czyli element nr 3, ale o tym już w następnym wpisie.

Jesteście światłością świata

•2010/03/08 • 3 komentarzy

Mat. 5:14 „Wy jesteście światłością świata; nie może się ukryć miasto położone na górze.” (BW)

Słowo w greckim oryginale przetłumaczone w tym fragmencie, jako „światłość” nie odnosi się do samego światła, ale bardziej do źródła, z którego pochodzi światło. Jest to bardzo specyficzne źródło światła jak np. świeczka lub lampa.

Chciałbym to stwierdzenie Jezusa połączyć z wersetem, o który już wcześniej pisałem we wpisie „Dokąd idzie Jezus?”, kiedy opisywałem znaczenie 3 podobieństw z ewangelii Łukasza 15 rozdziału. Werset ten wzięty jest z podobieństwa o zagubionej monecie i chciałbym byśmy dziś skupili naszą uwagę na jednym szczególe.

Łuk. 15:8 „Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata z domu i nie szuka staranne, aż ją znajdzie.” (BT)

Już wcześniej ustaliliśmy, że ta kobieta w tym podobieństwie reprezentuje Boga a zaginiona moneta, reprezentuje osobę, która jest zgubiona (bez Boga). Co robi Bóg, kiedy coś ginie? On zapala światło! Jezus powiedział w ewangelii Mateusza 5.14, że „wy jesteście światłością świata”, wiec to my jesteśmy tym źródłem światła, które Bóg zapala! JESTEŚMY ŚWIATŁEM W BOŻEJ RĘCE.

To światło ma cel, jesteśmy światłem by znaleźć zgubioną monetę. Jest powód, dla którego Duch Święty daje swój ogień do Twojego życia. Nie robi tego po to byśmy po prostu „poczuli” się dobrze. On robi to by uczynić Twoje życie cieplejszym i by światło w Tobie świeciło jaśniej tak by Bóg mógł wziąć Ciebie w swoje ręce i znaleźć kolejną zagubioną monetę.

KIEDY MASZ W SOBIE OGIEŃ BOŻY TO DUCH ŚWIĘTY MOŻE JAŚNIEĆ W TOBIE PRZEZ WSZYSTKO, CO ROBISZ.

Chciałbym z wami podzielić się jedną ciekawą historią. W jednej ze szwedzkich szkół średnich grupa ewangelizacyjna New Generation składająca się z uczniów tej szkoły chciała wykorzystać walentynki, jako wymówkę do głoszenia ewangelii. Pomyśleli sobie, że w walentynki powinno się mówić o miłości i przyjaźni, a przecież Jezus jest źródłem miłości i najlepszym przyjacielem, więc to o Nim powinno być mówione.

Ta grupa nastolatków przekonała dyrektora szkoły by pozwolił im przykleić papierowe serduszka na szafce każdego z uczniów (w szwedzkich szkołach każdy uczeń ma swoją własną szafkę gdzie trzyma swoje rzeczy). Wycieli 1300 papierowych serduszek i na każdym z nich własnoręcznie napisali unikalną wiadomość w stylu „Bóg Cię kocha”, „Miej udany dzień”, „Bóg Cie słyszy, kiedy się modlisz”, „Jesteś kimś ważnym” itp.. W dzień walentynek pojawili się wcześniej w szkole i na każdej z szafek przykleili jedno serduszko.

Członkowie grupy NG byli bardzo zadowoleni widząc reakcję innych uczniów. Jedni byli bardzo szczęśliwi i uznali to za świetny pomysł, a inni bardzo źli (jak zazwyczaj bywa kiedy chrześcijanie coś robią ;) ). Jakiś tydzień później Monika – liderka grupy NG dostała e-mail od dziewczyny z 3 klasy, w którym informowała ona Monikę o tym, co wydarzyło się tego dnia w jej życiu.

Rozpoczęła e-mail słowami: „Chce napisać Ci coś, o czym nie mogłaś wiedzieć” i w dalszej części listu podzieliła się tym, jak kilka miesięcy wcześniej wybrała sobie dzień walentynek, jako dzień, w którym zamierzała popełnić samobójstwo. Napisała, że nie miała już powodów by żyć, nie widziała żadnego celu i po prostu chciała już ze sobą skończyć. Dla ironii wybrała dzień, w którym świętuje się miłość i przyjaźń, ponieważ sama uważała, że nigdy nie doświadczyła prawdziwej miłości ani przyjaźni.

Opisała, że wszystko miała już zaplanowane. Przygotowała w domu, w swoim pokoju wszystko, co potrzebowała by popełnić samobójstwo. Zamierzała pójść do szkoły i przeżyć ten dzień tak samo anonimowo jak każde inne walentynki do tej pory, a potem wrócić do domu, zamknąć się w pokoju i zabić.

W walentynki w drodze do szkoły pomyślała sama do siebie „jeśli dziś dostanę jakiś znak, albo wskazówkę która powie mi, że moje życie jest warte życia to zmienię moje zdanie, ale czemu miałoby to się zdarzyć dziś skoro nigdy wcześniej się to nie wydarzyło?”. Potem weszła do szkoły i zdała sobie sprawę z tego, że na wszystkich szafkach wiszą papierowe serduszka. Podchodząc do swojej szafki zobaczyła, że na tym serduszku jest coś napisane i ku jej zaskoczeniu przeczytała słowa „TWOJE ŻYCIE MA ZNACZENIE”.

Kilkukrotnie przeczytała wiadomość z serduszka, a potem zdecydowała się sprawdzić, co jest napisane na szafkach pozostałych uczniów. Idąc wzdłuż korytarza czytając setki serduszek zdała sobie sprawę z tego, że jej było jedyne z taką treścią. Wszystkie pozostałe miały inne przesłanie. Dziwnym trafem „zdarzyło się ;) ”, że to właśnie serduszko zostało przyklejone do jej szafki.

Cóż za niesamowitego Boga mamy!!! On widział tą nastolatkę, kiedy nikt inny na nią nie zwracał uwagi. On wiedział, że ma tylko jedną szansę by uratować jej życie. Chwała Panu za to, że miał grupę młodych ludzi w szkole! Dzięki Bogu, że mógł zainspirować ich by zrobili te serduszka. Co by się stało gdyby pomyśleli sobie „eeeee nie ma sensu tego robić i tak nikt tego nie przeczyta”? Całe szczęście, że tak nie pomyśleli! Delikatny Duch Święty przez ogień, który umieścił w sercach tych młodych ludzi poprowadził ich by napisali te właśnie słowa na tym serduszku i przywiesili to serduszko na odpowiedniej szafce.

Bóg ich poprowadził! Kiedy masz Boży ogień w środku to On Cię weźmie w swoje ręce i pójdzie z Tobą szukać zagubionej monety! Poprowadzi Cię, kiedy mu się poddasz.

Ta nastolatka odczytała to zdarzenie, jako „znak” nie wiedziała, od kogo ponieważ nie znała Jezusa, ale zdecydowała, że nie popełni samobójstwa. Tydzień po walentynkach wysłała e-maila do liderki grupy NG w jej szkole kończąc go zdaniem „Monika co Ty wiesz czego ja nie wiem? Co Ty masz w sobie, czego ja nie mam?”

Później ludzie z grupy NG zaprzyjaźnili się z tą nastolatką i w konsekwencji po 4 miesiącach (na początku wakacji) przyprowadzili ją po Pana Jezusa. Jednak to nie koniec tej historii, ponieważ jej rodzice byli bardzo zagorzałymi ateistami (całym swym sercem nienawidzili wszystkiego, co chrześcijańskie) i nie mogli zaakceptować myśli, że ich córka się nawróciła.

Jednak Bóg wszystko wcześniej już zaplanował i przygotował. Kilka tygodni po tym jak ta nastolatka przyjęła Jezusa miała wziąć udział w wymianie studenckiej ze studentami z USA. „Zdarzyło się”, że wylądowała w rozpalonej i wypełnionej Duchem Świętym chrześcijańskiej rodzinie! Miała możliwość spędzić tam cały rok, chodząc do kościoła i budując w spokoju swoją relację z Panem.

Czy to nie jest niesamowite? Dla mnie to jest piękna historia o tym jak Pan może pokierować naszymi krokami, kiedy jesteśmy wypełnieni Duchem Świętym i poddajemy się mu.

KIEDY OGIEŃ DUCHA ŚWIĘTEGO PŁONIE W TWOIM SERCU TO BÓG MOŻE CIĘ WZIĄĆ W SWOJĄ RĘKĘ JAK LAMPĘ ZA POMOCĄ, KTÓREJ ZNAJDZIE ZAGUBIONĄ OSOBĘ.

Jesteście solą ziemi cz.2

•2010/03/01 • Dodaj komentarz

W nawiązaniu do wpisu „Jesteście solą ziemi”, chciałbym dodać jeszcze kilka myśli dotyczących drugiego rowu w byciu solą. Czyli przed nami ciąg dalszy tego, co robić, gdy „sól nie wchodzi w kontakt z tym, co ma zachować od zepsucia”?. Wiem, że to, co dziś napiszę dla wielu z Was nie będzie wielkim odkryciem, ponieważ tak naprawdę to są tylko „podstawy”. Jednak zdaję sobie również sprawę z tego, że są osoby, które naprawdę mogą mieć w tej dziedzinie problem. Dlatego właśnie chce poświęcić trochę więcej czasu temu tematowi.

Julia, córka jednego z nauczycieli ze Szkoły Biblijnej w wieku 12 lat zapragnęła uczyć się hip-hopu. Tata zapisał i przywiózł ją na kurs. Dlatego, że mieszkał za miastem postanowił nie wracać do domu, ale po prostu poczekać na nią 45 min do końca zajęć. W ten oto sposób znalazł się w poczekalni z kilkoma innymi ojcami dwunastolatek, które podzielały pasję jego własnej córki.

Od samego początku było coś, co łączyło ich wszystkich, ponieważ każdy z nich znalazł się w takiej samej sytuacji. Dla taty Juli najbardziej naturalną rzeczą na świecie było po prostu odwrócić się w stronę siedzącego obok niego sąsiada i powiedzieć „…więc wydaje mi, że Ty też masz dwunastoletnią córkę którą kręci hip-hop?”. Kiedy usłyszał odpowiedz „TAK” to od razu coś między nimi zaskoczyło. Nawiązała się rozmowa i po chwili tata Juli mógł zaproponować: „Słuchaj skoro mamy jeszcze 40 minut czekania, to może pójdziemy na kawę piętro niżej widziałem fajne miejsce?”

5 minut później siedzieli razem popijając kawę i rozmawiając na różne tematy. Podczas tego czasu w całkiem naturalny sposób nauczyciel ze Szkoły Biblijnej miał okazję podzielić się ewangelią o Jezusie. A dlaczego? Ponieważ jednym z pierwszych pytań, na jakie musiał odpowiedzieć było „A Ty, czym się zajmujesz?”

Co było tym kluczem? Co było tym wielkim „duchowym” momentem? Co było tym aniołem Gabrielem otwierającym „drzwi”? Po prostu fakt tego, że TYCH DWÓCH panów COŚ ŁĄCZYŁO. Z drugiej jednak strony gdyby tata Juli zapytał przypadkowego przechodnia na ulicy czy pójdzie z nim na kawę to wszyscy wiemy, jaka byłaby odpowiedz.

JEŚLI JEST tylko punkt kontaktu COŚ, CO WAS ŁĄCZY TO bez żadnego problemu MOŻESZ PODZIELIĆ SIĘ PANEM Jezusem Z INNĄ OSOBĄ W KILKA MINUT.

To są „podstawy”, ale my chrześcijanie czasem potrafimy je strasznie skomplikować i uczynić bardzo „duchowymi”. Jeśli naprawdę chcesz być solą, która wchodzi w kontakt z tym, co ma zachować od zepsucia TO MOŻESZ NIĄ BYĆ! Nic nie stoi na przeszkodzie byś mógł poznać nawet setki nowych ludzi!

W dzisiejszych czasach mamy Internet. Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które może sobie usiąść na kanapie z laptopem i prowadzić dyskusje w czasie rzeczywistym z ludźmi z innych kontynentów. Jeśli nie wykorzystamy możliwości i okoliczności, które zostały nam dane to, co powiemy Św. Piotrowi lub Św. Pawłowi, kiedy ich spotkamy w niebie?

Możemy korzystać z Internetu, e-maili, blogów, facebook’a, twitter’a, my space’a, gadu-gadu, naszej-klasy, czatów, skype’a itp. Jeśli mamy możliwości to wykorzystajmy je na chwałę Pana!

Dziś znalezienie grupy ludzi o podobnych zainteresowaniach do Twoich nie stanowi problemu. Wystarczy, że się z nimi połączysz i ich poznasz. Dzięki temu punktowi kontaktowemu ewangelia będzie mogła trafić od jednej osoby do drugiej w bardzo prosty i efektywny sposób. O to właśnie chodzi w ewangelizacji.

Każdy z nas indywidualnie powinien wyjść do ludzi, którzy są dookoła nas z ewangelią. Jeśli dookoła Ciebie nie ma wystarczająco niewierzących osób to, to jest Twoja odpowiedzialność by zwiększyć tą grupę i wyjść do ludzi. Może się modlisz „Boże! Ja mam tylko chrześcijańskich znajomych ZRÓB COŚ!” i być może On patrzy z nieba na Ciebie i mówi „a czemu Ty nie chcesz nic z tym zrobić?”.

Nie mówię tu byś nie miał chrześcijańskich przyjaciół. Osobiście uważam, że tą grupą ludzi, której powinieneś pozwolić być najbliżej Twojego serca powinni być ludzie, którzy będą w stanie się za Ciebie modlić.

Naprawdę desperacko potrzebujesz mieć blisko siebie dobrą i silną grupę chrześcijańskich przyjaciół. Ludzi, którzy będą nosić Cię w modlitwie. Ludzi gotowych dla Ciebie rozmontować dach domu byś tylko mógł otrzymać swój cud od Jezusa (Mar 2.4-12). Ludzi, którzy będą nad Tobą czuwać byś nie pobłądził i którzy będą w stanie Ci powiedzieć prawdę. Ludzi, którzy Ci usłużą, pocieszą Cię w Duchu Świętym, ale również napomną i poprawią, ponieważ każdy z nas tego potrzebuje. Jeśli nie masz takiej grupy osób, to modle się dziś za Ciebie by Bóg Ci ją dał.

Prócz tej kluczowej grupy ludzi powinieneś mieć wokoło siebie DUŻO osób, które nie znają Pana, ale są Twoimi znajomymi. Dzięki temu będziesz mógł przelewać na nich ewangelie miłości. Będą mogli doświadczyć tego, jaki jest Pan przez to, że znają Ciebie, przez to, że widzą kim jesteś i jak ich traktujesz. Módl się o nich i niech Twoje życie będzie dla nich dobrym świadectwem.

Być może powiesz „ale oni nie są zainteresowani”, „są wrogo nastawieni do mnie”, „ moi sąsiedzi mnie nie lubią” to w takim wypadku zrób projekt zdobycia sąsiadów dla Pana. Spraw by Cię polubili. Zrób co w Twojej mocy by utrudnić im nie lubienie Ciebie.

Ostatnio słyszałem świetną historię na ten temat. Obok domu liderki uwielbienia z kościoła Livets Ord wprowadzili się nowi sąsiedzi. Okazało się, że ci nowi sąsiedzi są ateistami, a do tego słyszeli różne dziwne historie dotyczące kościoła, z którego była ta liderka. Maria, bo tak jej było na imię, postanowiła wraz z mężem zrobić projekt „zdobycia sąsiadów dla Jezusa”.

Upiekli jabłecznik i zanieśli go do sąsiada mówiąc „Bardzo się cieszymy, że teraz tu będziecie mieszkać i gratulujemy nowego domu! Jak się macie? Czy jest coś, w czym moglibyśmy wam pomóc?”. To co zrobiła nasza wierząca para, to po prostu starali się być najlepszymi sąsiadami. Dzięki temu obie pary miały możliwość lepiej się poznać i polubić. Pewnego razu, gdy Maria siedziała razem z sąsiadką w swojej kuchni usłyszała pytanie „Co myślisz, że stanie się z nami kiedy umrzemy?”.

Po około 6 miesiącach od przeprowadzki Ci ateiści oddali swoje życie Jezusowi. Dzięki temu jednemu pytaniu sąsiadka naszych bohaterów miała możliwość usłyszeć na temat Jezusa i nieba. Gdyby jednak Maria wraz z mężem nie podjęli decyzji o wyjściu do ludzi dookoła nich, to prawdopodobnie to pytanie by nigdy nie zostało zadane.

Dlatego właśnie nie poddawajcie się. Zróbcie to, co w waszej mocy by pomóc ludziom dookoła Was. Bądźcie dobrym świadectwem przez sposób, w jaki żyjcie i przez słowa Waszych ust wtedy właśnie sól zacznie mieć zabezpieczający efekt.

Jesteście solą ziemi

•2010/02/25 • Dodaj komentarz

Chciałbym dziś skomentować jedną z najbardziej znanych przypowieści, którą Jezus powiedział, a która dotyczy ewangelizacji.

Mat. 5:13 „Wy jesteście solą ziemi; jeśli tedy sól zwietrzeje, czymże ją nasolą? Na nic więcej już się nie przyda, tylko aby była precz wyrzucona i przez ludzi podeptana.” (BW)

By właściwie zrozumieć, co Jezus ma na myśli, kiedy nazywa nas solą musimy najpierw zrozumieć, jaka funkcję sól pełniła 2000 lat temu. W naszym dzisiejszym mniemaniu to po prostu przyprawa, która ma poprawić smak jedzenia. Jednak za czasów Jezusa sól używana była by zabezpieczyć przed zepsuciem. Wtedy nie istniały lodówki i zamrażarki, więc jeśli ktoś zakupił mięso lub rybę, to dla zachowania świeżości tych produktów obkładał je solą. W ten sposób konserwował je i zabezpieczał przed zepsuciem.

Do tego właśnie Jezus się odwołuje, kiedy mówi, że my jesteśmy solą świata.
NASZA OBECNOŚĆ w tym świecie POWINNA ZABEZPIECZYĆ społeczeństwo PRZED ZEPSUCIEM!
Ludzie, którzy są blisko naszego życia powinni być zachowani od zepsucia z powodu kontaktu, który mają z nami.

Dzieje się to przeważnie w 2 sposoby:

a) Masz duchowy wpływ gdziekolwiek się znajdujesz

Dlatego że jesteś chrześcijaninem i Duch Święty mieszka w Tobie to, kiedy Ty wchodzisz do pokoju to sam Bóg wchodzi tam razem z Tobą. Twoja obecność albo raczej obecność Jezusa w Tobie będzie miała automatyczny wpływ na ludzi gdziekolwiek się udasz. Naprawdę wierzę w to, że sama obecność Pana w nas jest w stanie wywrzeć kolosalny wpływ na otoczenie.

Dlatego właśnie, jeśli w jakiejś szkole grupka chrześcijan podejmie decyzję, że odważnie staną za Panem, zaczną się modlić i zaczną żyć na serio z Bogiem, wtedy ich obecność w szkole sprawi, że wiele złych rzeczy po prostu się nie wydarzy. Wierzę, że sama ich obecność w szkole może sprawić, że ktoś nie popełni samobójstwa. Dlaczego? Ponieważ kiedy oni tam są to Jezus też tam jest. Ponieważ my jesteśmy jego świątynią. My nosimy duchowy wpływ.

Jakiś czas temu pastor młodzieżowy, który był na misji ulicznej zobaczył młodego człowieka ubranego jak satanista. Pomyślał sobie, że może wykorzysta tą sytuację i poszedł bliżej. Stanął jakiś metr od niego i po prostu pił swoją kawę.

Nagle ten młody człowiek zaczął się wiercić, czuć się nieswojo i dziwnie zachowywać. Kiedy patrzył w stronę pastora zaczęły pojawiać mu się dziwne grymasy na twarzy, więc pastor spytał się go: „czy wszystko w porządku?” a tamten odpowiedział mu: „nie, właśnie nie wiem, co się ze mną dzieje”. Wtedy z uśmiechem na twarzy nasz wierzący kolega powiedział do młodzieńca „Jeśli chcesz wiedzieć czemu się dziwnie czujesz to chciałbym Ci powiedzieć że Bóg żyje we mnie i On kocha Cie bardzo, ale Ty pewno nie żyjesz blisko z Nim”.

Ten młody człowiek nie oddał swojego życia Jezusowi, ale naprawdę uważnie wysłuchał tego co mu pastor chciał przekazać. Zwróćcie uwagę na to, że zanim cokolwiek zostało powiedziane to ten satanista doświadczył czegoś. Poczuł Bożą obecność i to przykuło jego uwagę.

Jako wierzący, który żyje blisko z Panem nosisz duchową moc w środku i po prostu przez to, że gdzieś się pojawiasz to ochraniasz rzeczy dookoła Ciebie.

b) Twoje świadectwo

Sposób w jaki mówisz Słowo Boże i dzielisz się Nim z innymi ludźmi.

W BYCIU SOLĄ ZIEMI SĄ DWA ROWY:

Bardzo często w naszym życiu problem sprawia nam zachowanie idealnego balansu, tak by nie przesadzić w żadną ze stron.

Dr Lester Sumrall powiedział, że „jedyny czas, kiedy chrześcijanin wydaje się iść środkiem drogi jest tylko wtedy, kiedy ten chrześcijanin jest w drodze z jednego rowu w drugi” :) .

Jak chodzi o bycie solą ziemi to chciałbym zasugerować, że są dwa ekstrema, dwa rowy po obu stronach właściwej drogi.

1) Sól zwietrzała

Sól straciła swoją moc. Staliśmy się jak każdy dookoła. To jest rów, w którym poszliśmy na kompromis, w którym jesteśmy tak bardzo zdesperowani by być jak cała reszta otaczającego nas świata, że nie mamy już nic do zaoferowania temu światu. Przestaliśmy być solą.

Teraz w chrześcijaństwie stało się to modne. Staramy się być tak bardzo podobni do świata, tak bardzo wpasowani, że w konsekwencji rozmydlamy nasze przesłanie i pozbywamy się wszystkiego, co mogłoby wywołać kontrowersje.

W tym rowie jest wielu ludzi dookoła nas, wielu grzeszników i zgubionych ludzi. Jednak nie mamy dla nich żadnego przesłania, ponieważ spojrzą na nas i powiedzą „hej przecież jesteś taki sam jak ja”.

2) Sól nie wchodzi w kontakt z tym, co ma zachować od zepsucia

Moc, która jest w soli uwolniona jest tylko wtedy, kiedy dotyka rzeczy, które ma zabezpieczyć.

W tym rowie jesteśmy pełni przesłania i mamy potencjał by zmienić życie innych, ale nie ma w około nas ludzi, z którymi moglibyśmy się tym przesłaniem podzielić.

Dlatego musimy mieć punkt kontaktu. Musimy zrobić jeden krok na zewnątrz z naszej strefy „wygody chrześcijańskiej” i skontaktować się z ludźmi dookoła nas, tak byśmy mogli coś zachować od zepsucia.

Wydaje mi się, że czasem jak o te sprawy chodzi to robimy się nadmiernie „duchowi”. Modlimy się na spotkaniach modlitewnych „Boże daj mi punkt kontaktu! Otwórz drzwi o PANIEEE!”, a czemu po prostu sami nie otworzymy tych „drzwi” i nie wyjdziemy do ludzi? To jest takie proste a my to tak bardzo komplikujemy.

Czasem wydaje mi się, że wierzymy, że być może sam anioł Gabriel przyjdzie ciągnąc za sobą grzesznika i powie „oto odpowiedz na Twoją modlitwę” a Ty stojąc w swoich drzwiach lśniący od Bożej chwały odpowiesz „Oooo wreszcie przyszedłeś… oczekiwałem Cię!”.

Wiem, że teraz trochę przesadzam, ale faktem jest to, że wielu ludziom wydaje się, że grzesznicy tylko wtedy się nawrócą, kiedy przyjdą do kościoła podczas wizyty słynnego ewangelisty. Dlatego potem spędza się czas na modlitwie wołając do Pana „Ojcze sprowadź tu tłumy! Sprowadź do drzwi naszego kościoła tysiące grzeszników!”. Co stanie się, kiedy tysiące grzeszników się nie pojawiają? No cóż to przecież musi być wina Boga ;) , ponieważ modliliśmy się do Niego by sprowadził ich a oni się nie pojawili. To jest bardzo wygodne, ponieważ zdejmuje całą odpowiedzialność z naszych barków i przenosi ją na Boże.

Sól musi wejść w kontakt z tym co ma zachować od zepsucia.

W JAKI SPOSÓB TY MOŻESZ WEJŚĆ W KONTAKT Z CZYMŚ, CO MASZ ZACHOWAĆ OD ZEPSUCIA?

Dam wam bardzo dobre pytanie – podpowiedz:
CZYM SIĘ INTERESUJESZ? (Poza Bogiem!!!)

Np. piłką nożną, autami, gotowaniem itp.

I wiecie co? To jest wasz pierwszy punkt kontaktu! Są również inni ludzie zainteresowani gotowaniem, autami, piłką nożną lub czymkolwiek, czym wy też się interesujecie! Kiedy spotkasz tych ludzi to od razu jest między wami nić porozumienia, ponieważ macie coś, co was łączy. Nie trzeba tego bardziej komplikować! Nie trzeba tego bardziej „uduchowiać”.

Zadaj sobie pytanie „Co mnie interesuje?”, „Co lubię robić?”, „Co sprawia mi radość?”, a potem znajdź grupę ludzi podzielającą Twoje zainteresowania. Oni przyjmą Cię z otwartymi ramionami, ponieważ macie coś co was łączy i to są właśnie te „otwarte drzwi”!

3 rzeczy, które walczą z Bożym sercem dla niezbawionych cz.4

•2010/02/21 • Dodaj komentarz

Dziś chciałbym się z wami podzielić trzecią i ostatnią rzeczą, która walczy z Bożym sercem dla niezbawionych:

3) Pusta religia

Chciałbym być dość dokładany w wyjaśnieniu, co to dla mnie oznacza, ponieważ tak łatwo jest powiedzieć „Pusta religia? … aaaa tak znam tych ludzi! To przecież Ci z kościoła po drugiej stronie ulicy!” i w ten sposób wrzucić wszystkich ludzi z danego kościoła czy denominacji do jednego worka z napisem „PUŚCI” lub „DUCHOWO MARTWI”, a TO JEST NIE W PORZĄDKU! Proszę Cię nigdy tak nie rób.

Jeśli natomiast całą denominację lub cały kościół nazwiemy pustym i martwym to, to jest bardzo niebezpieczne stwierdzenie, ponieważ może się okazać, że w tym właśnie oświadczeniu wystąpiliśmy przeciwko samemu Bogu i Jego dzieciom. Nikt nie dał nam prawa by wychodzić z takim osądem. Zanim wytkniemy kogoś palcem, to lepiej sami zastanówmy się czy oby na pewno wszystko z nami samymi jest w porządku. Bożych ludzi można znaleźć w każdym kościele i denominacji.

Chciałbym wam pokazać kilka wersetów z ewangelii wg św. Mateusza. W wersetach tych Jezus konfrontuje się z faryzeuszami. Słowa, które padają z Jego ust, w których opisuje on tę konkretną grupę ludzi wywołują w czytającym ogromną chęć nie znalezienia się w gronie, do którego słowa te są adresowane ;) .

Mat 23.23-28 „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że dajecie dziesięcinę z mięty i z kopru, i z kminku, a zaniedbaliście tego, co ważniejsze w zakonie: sprawiedliwości, miłosierdzia i wierności; te rzeczy należało czynić, a tamtych nie zaniedbywać. Ślepi przewodnicy! Przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda. Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że oczyszczacie z zewnątrz kielich i misę, wewnątrz zaś są one pełne łupiestwa i pożądliwości. Ślepy faryzeuszu! Oczyść wpierw wnętrze kielicha, aby i to, co jest zewnątrz niego, stało się czyste. Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że podobni jesteście do grobów pobielanych, które na zewnątrz wyglądają pięknie, ale wewnątrz są pełne trupich kości i wszelakiej nieczystości. Tak i wy na zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, wewnątrz zaś jesteście pełni obłudy i bezprawia.” (BW)

Nikt z nas nie chciałby usłyszeć takich słów od Jezusa. Bardzo rzadko w Biblii możemy znaleźć Jezusa wyrażającego się w tak bardzo dosadny sposób. Powstaje pytanie: co Mu tak bardzo przeszkadzało w tych ludziach? Co Jezusa zaniepokoiło do tego stopnia, że posłużył się tak dobitnymi słowami? Pamiętajcie, że Ci ludzie czytali te same pisma co Jezus. Do nich tak samo jak do Jezusa zwracano się rabbi. W tamtych czasach zewnętrznie nie byłoby między nimi żadnej różnicy, oni wyglądali i ubierali się podobnie.

To, co JEZUSOWI NIE PODOBAŁO SIĘ w tej grupie ludzi to nie to, jakie pisma czytali lub to, że chodzili do synagogi, ponieważ Jezus robił te same rzeczy, ale to, ŻE ŻYLI PODWÓJNE ŻYCIE.

ONI BYLI KIMŚ INNYM W ŚRODKU NIŻ TO, CO POKAZYWALI PUBLICZNIE.

Gdybyśmy prześledzili w ewangeliach sytuacje, w których Jezus konfrontował się z faryzeuszami zobaczylibyśmy, że hipokryzja jest problemem, do którego Jezus ciągle wraca. Faryzeusze na zewnątrz zachowywali się naprawdę dobrze, ale zapomnieli by również zadbać o swoje wnętrze. Do takiego miejsca doprowadza pusta religia. To jest styl życia, w którym uwagę przykłada się do tego, co zewnętrzne za cenę wewnętrznego życia z Bogiem.

KAŻDY Z NAS MOŻE WPAŚĆ W TĄ PUŁAPKĘ. Musimy rozumieć, że faryzeusze to nie tylko grupa ludzi żyjąca 2000 lat temu, ale że każdy z nas może stać się jak faryzeusz. W jaki sposób? Przez to, że nasze zaufanie położymy w tym, co zewnętrzne. Przez to, że zrobimy wszystko by dobrze wypaść przed ludźmi, ale zapominamy o wewnętrznym życiu z Panem. Kiedy oddzielimy wewnętrzne życie od zewnętrznego i uczynimy je dwoma zupełnie innymi rzeczami, wtedy wpadamy w tą samą pułapkę!

Pomiędzy Starym Testamentem a Nowym Testamentem jest 400 lat przerwy. Okres ten wielu teologów nazywa cichymi latami, ponieważ nie było wtedy proroctw. Podczas tych 400 lat Izrael był najeżdżany przez inne narody. Podczas jednej z takich okupacji naród był w tak bardzo opłakanym duchowo stanie, że zaczął odchodzić od wiary w Boga. Wtedy właśnie ta grupa, która nazwała się faryzeuszami powstała, jako ruch odnowy. Ren ruch nakłaniał ludzi by wrócili do czytania Pism Świętych, do modlitwy, do życia dla Boga.

Faryzeusze nie rozpoczęli, jako „ci źli”, ale jako ruch przebudzeniowy.

Kilka set lat później widzimy, że z jakiś powodów ich wewnętrzne życie przestało odzwierciedlać to, co zewnętrze życie sobą prezentowało. Swoją uwagę i zaangażowanie przyłożyli do zewnętrznego, a o wewnętrznym zapomnieli, o to właśnie Jezus ich oskarżał.

Oni płacili dziesięciny, ale zapomnieli o miłosierdziu. INNI ludzie PRZESTALI BYĆ dla nich WAŻNI. Przestali im pomagać i usługiwać. Przestali dostrzegać potrzeby w ich życiu. INNI ludzie STALI SIĘ DLA NICH PROBLEMEM. Ich zewnętrze życie było w porządku, ponieważ Jezus powiedział, że powinni dalej tak robić, ale nigdy za cenę ich wewnętrznego życia.

Musimy zdać sobie sprawę z tego, że każdy z nas może wpaść w tą pułapkę.

W ewangeliach Jezus konfrontował się z faryzeuszami aż 64 razy! Dlaczego Duch Święty zainspirował autorów by właśnie te zdarzenia stały się tak wielką częścią Nowego Testamentu? Można by nawet żartobliwie rzec, że Jezus spędza więcej czasu na konfrontowaniu się z faryzeuszami niż na uzdrawianiu chorych i wypędzaniu demonów :) . Prawie chce się powiedzieć, że Jezus Chrystus przyszedł na ziemię by skonfrontować się z faryzeuszami.

Dlaczego to jest zawarte aż 64 razy w Biblii? Myślę, że jest to tam po to byśmy mogli się coś z tego nauczyć. Byśmy nie stali się jak faryzeusze. Byśmy nie prowadzili podwójnego życia. Byśmy nie stali się tak bardzo zajęci chodzeniem do kościoła i robieniem naszych „chrześcijańskich obowiązków”, że zapomnimy o współczuciu, miłosierdziu i sercu dla niezbawionych ludzi.

Nie bądźmy „ze złota” tylko tam gdzie ludzie mogą zobaczyć, ale w środku również, wtedy właśnie będziemy naprawdę autentyczni.

Martwa religia powie „Musisz być „ze złota” tylko tam gdzie ludzie zobaczą, musisz być tylko „pokryty złotem” by dobrze wypaść przed ludźmi” i to jest pułapka, w którą faryzeusze wpadli.

Bóg patrzy na serce!

Nie zaspakajaj się tym, że żyjesz wspaniałe życie przed ludźmi, ale staraj się i módl się byś żył prawdziwe życie przed Bogiem.

3 rzeczy, które walczą z Bożym sercem dla niezbawionych cz.3

•2010/02/14 • 1 komentarz

W nawiązaniu do dwóch poprzednich wpisów o tym samym tytule chciałem napisać o kolejnej rzeczy, która walczy z Bożym sercem dla niezbawionych:

2) Duch tego świata (duchowy klimat czasów, w jakich żyjemy)

Kiedy piszę duch tego świata to nie mam na myśli jakiegoś pojedynczego ducha jak np. ten lub tamten demon, ale bardziej chodzi mi o ogólny duchowy klimat świata.

Już wcześniej o tym wspomniałem we wpisie pt „O kochaniu własnego życia”. Komentując 2 Tym 3.1-4 napisałem, że samolubne życie będzie najbardziej dominującym nastawieniem w czasach, w których żyjemy. Dodatkowo podzielę się z wami jeszcze jednym wersetem na ten temat.

W 24 rozdziale ewangelii wg świętego Mateusza Jezus w swoim nauczaniu skupia się na czasach ostatecznych i jedną z rzeczy, którą mówi to:

Mat 24.12 „a ponieważ wzmoże się nieprawość, OZIĘBNIE MIŁOŚĆ WIELU.” (BT)

Będziemy żyć w czasach, w których tendencją będzie to, że miłość wielu oziębnie. My po prostu musimy się upewnić, że jesteśmy świadomi tego faktu byśmy nie zostali zainfekowani przez otoczenie. Dobrą wiadomością jest to, że im będzie ciemniej i ciemniej tym łatwiej będzie rozpoznać tych, którzy są w ogniu dla Pana. W zimnym świecie to, co jest ciepłe będzie jeszcze bardziej widoczne, a to daje nam niesamowitą szansę ewangelizacyjną.

Tu gdzie teraz jestem w Uppsali, kiedy Word of Life angażuje się w pracę socjalną w mieście to ludzie są coraz bardziej i bardziej zaskoczeni. Pojawiają się pytania w stylu „dlaczego wy to robicie, przecież nikt wam za to nie płaci?” wtedy odpowiedz jest bardzo prosta „nie robimy tego dla pieniędzy”. Ludzie zaskoczeni taką odpowiedzią dalej pytają „dlaczego spędzacie dni, miesiące i lata na ciężkiej pracy nie oczekując niczego w zamian?” i tu znowu odpowiedz jest prosta „ponieważ to jest styl życia jaki reprezentował Jezus Chrystus”.

4 miesiące temu Björn Bladbäck jeden z członków Word of Life dostał nagrodę w wysokości 10.000 szwedzkich koron i został w Uppsali publicznie ogłoszony bohaterem, ponieważ brał udział w misji ulicznej przez ostatnich 15 lat. Podczas tego czasu miał okazję pomóc bardzo wielu ludziom. Potrafił wbiegać w sam sierotek bójek, w które zaangażowane mogły być nawet miejscowe gangi i w bardzo odważny sposób stanąć pomiędzy poszkodowanymi a napastnikami, pokazując w ten sposób miłość Jezusa Chrystusa.

Teraz, kiedy otrzymał nagrodę i gazety zaczęły o nim pisać wszyscy chcieli wiedzieć dlaczego wybrał taki styl życia skoro równie dobrze mógł zostać w domu i oglądać TV. Björna praktyczna miłość okazała się naprawdę mocnym świadectwem dla wielu ludzi w mieście (Tak przy okazji to wynajmuje od niego pokój i mieszkam z nim pod jednym dachem ;) ).

Świat jest teraz bardzo zimny, dlatego ludzie, którzy popłyną pod prąd będą łatwo dostrzeżeni. Jezus powiedział „miłość wielu oziębnie” potraktujmy to jako przypomnienie dla nas byśmy nie pozwolili by nasze życie również oziębło.

3 rzeczy, które walczą z Bożym sercem dla niezbawionych cz.2

•2010/02/06 • 2 komentarzy

W nawiązaniu do tego co napisałem w poprzednim wpisie o cielesności chciałbym podzielić się z wami jeszcze jedną ciekawą historią.

Stina lat 17 zdecydowała się założyć grupę New Generation w swojej szkole. Nie miała ona ani osobowości ewangelisty ani nie była ona osobą, której łatwo przychodziło rozmawianie z ludźmi. Była jedną z najbardziej nieśmiałych osób w swojej szkole (zgodnie z jej własnym opisem siebie samej), co w pewnym sensie stanowiło dużą przeszkodę, ponieważ zadaniem NG jest wychodzenie z ewangelią, czynienie jej widoczną i dostępną. Stina nie wiedziała jak to zrobić, a dodatkowo była śmiertelnie przerażona.

Sposób, w który założyła grupę jest sam w sobie cudem. Wiedziała, że niedaleko miejsca gdzie mieszka NG będzie miało konferencję. Bardzo chciała w niej wziąć udział, ponieważ chciała się spotkać z Bogiem i chrześcijańską młodzieżą, ale z drugiej strony wiedziała, że w trakcie konferencji prowadzący będą zachęcać uczestników by zaczęli grupy NG w swoich szkołach i by w swoim życiu wychodzili z ewangelią do innych ludzi.

Stina była wewnętrznie rozdarta, ponieważ chciała Bożej obecności, chciała wziąć udział w konferencji, chciała spotkać się z innymi wierzącymi, ale nie chciała zakładać ewangelizacyjnej grupy w szkole. Rozmawiała o tym ze swoją przyjaciółką i razem podjęły decyzję, że wezmą udział w konferencji, ale również obiecały sobie nawzajem, że cokolwiek by prowadzący powiedzieli to one nie zaczną grupy NG.

Jednak pierwszego wieczoru konferencji obie nastolatki zdecydowały, że rozpoczną grupę ewangelizacyjną. Bóg dopadł je już pierwszego wieczoru! Pomimo decyzji Stina dalej była strasznie przerażona, nie wiedziała jak sobie z tym poradzi, ponieważ zdawała sobie sprawę z tego, że nie ma do takiego zadania odpowiedniej osobowości. Jej cielesność krzyczała „NIE RÓB TEGO!”, ale pomimo to się nie poddała!

Zebrała kilku chrześcijan ze swojej szkoły i wspólnie ustalili, że zrobią pierwszą wspólną akcję ewangelizacyjną. Mieli wypiec 400 cynamonowych bułeczek (szwedzki przysmak do kawy ;) ) i rozdać je w piątek w szkole w imieniu Jezusa. Na bułeczkach miały być karteczki z napisem „Niech Cię Bóg błogosławi – posmakuj i zobacz, że Pan jest dobry”. W czwartek wszyscy mieli spotkać się w domu Stiny i tam wszystko przygotować.

Niestety czwartkowego popołudnia każdy po kolei dzwonił do Stiny i ja przepraszał, że nie da rady pomóc w przygotowaniach z różnych powodów („pochorowałem się”, „mam za dużo do robienia”, „mam pracę domową”, „nie mogę przyjść”, „nie czuje się za dobrze” itp.). W konsekwencji 17 latka została sama! Nikt by jej nie obwinił, jeśliby się zniechęciła i odpuściła sobie. Na szczęście dla niej to nie było opcją! To było zbyt ważne, to miało być deklaracją, którą ona chciała przekazać, to miał być krok, który wiedziała, że musi podjąć.

Poszła do swojego pokoju i płakała przez 1 godzinę z powodu paniki, a potem sama upiekła 400 cynamonowych bułeczek! Zajęło jej to wiele godzin. Następnego dnia poszła do szkoły z siatkami pełnymi cynamonowych bułeczek. Wszystko w niej krzyczało „NIE RÓB TEGO!”, „nie mam odwagi”, „jestem zmęczona”, „nie dam rady”, ale pomimo tego ona to zrobiła! Rozstawiła stolik z dużym napisem „Niech Cię Bóg błogosławi. Jestem chrześcijanką. Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś na temat Boga to spytaj mnie.”

Opowiadała, że kiedy wręczała pierwszą bułeczkę to miała wrażenie jakby ważyła, co najmniej ze 100 kg. Powiedziała, że się pociła i trzęsła. Była to dla niej najbardziej nienaturalna rzecz, jaką mogła zrobić. Jednak stopniowo jak dzień mijał to w jej oczach cynamonowe bułeczki stawały się coraz lżejsze i lżejsze. Pod koniec dnia nastolatka ta stała i odważnie rozdawała swoje wypieki z radością mówiąc „Choć poczęstuj się… i NIECH CIĘ BÓG BŁOGOSŁAWI!”

W ciągu zaledwie kilku godzin ta dziewczyna przeszła ze stanu zawstydzonej, nieśmiałej i bardzo introwertycznej nastolatki do odważnej i pewnej siebie ewangelistki. Jak dokonała się ta zmiana? Czy jakiś pastor pomodlił się o nią?

Nie, po prostu ona POWIEDZIAŁA „NIE” swojej CIELESNOŚCI!

Ona dopięła decyzję, której część jej nie chciało podjąć.

Kiedy usłyszałem tą historię to, to co dotknęło mnie najbardziej to jak ten dzień się zakończył. Stinie zostało 80-90 cynamonowych bułeczek, więc zastanawiała się co z nimi zrobi. Nagle przypomniała jej się samotna i bardzo biedna staruszka, którą wszyscy unikali a która żyła niedaleko jej domu. Nastolatka pomyślała, że jej da resztę wypieków. Dzień wcześniej taka myśl by nawet jej przez głowę nie przeszła, ale nagle ta dziewczyna zasmakowała innego rodzaju życia z powodu tego, że powiedziała „NIE” swojej cielesności.

Stina udała się do mieszkania tej staruszki i zapukała do drzwi całkowicie nieznajomej osoby i powiedziała „Dzień dobry! Mam na imię Stina, jestem chrześcijanką i upiekłam pani trochę cynamonowych bułeczek”. Nagle staruszka się rozpłakała. Nikt nigdy jej nie odwiedzał, nikt nie chciał z nią rozmawiać, każdy jej unikał. Usiadły razem, rozmawiały kilka godzin i Stina miała okazje opowiedzieć tej pani o Bożej miłości, o tym że życie może mieć cel.

Po dzień dzisiejszy nasza bohaterka regularnie odwiedza tą starszą panią i pomaga jej w każdy możliwy sposób. Od sprzątania aż po modlitwę. Dla mnie to jest piękna historia mówiąca o tym co może się stać kiedy zagłodzisz swoją cielesność i przestaniesz ukrywać się za wymówkami w stylu „ja nie umiem”, „to nie moja osobowość” itp.

Kiedy poddasz się duchowi to Twój duch urośnie a razem z tym i jego wpływ na Twoje życie.

3 rzeczy, które walczą z Bożym sercem dla niezbawionych cz.1

•2010/01/17 • 4 komentarzy

Od razu chce zaznaczyć, że te 3 rzeczy to nie diabeł, demony i zwierzchności! Czasem za bardzo obwiniamy diabła. Prawda jest taka, że diabeł jest mniejszym problemem niż nam się czasem wydaje. Nie wiem jak w waszej, ale w mojej Biblii jest jasno napisane, że DIABEŁ ZOSTAŁ raz na zawsze POKONANY!

Po Jezusa dziele na Kalwarii diabeł nie jest największym problemem. Oczywiście dalej nazwany jest księciem tego świata i dalej ma wpływ, szczególnie na ludzi, którzy nie przyjęli Jezusa Chrystusa. Jednak jak chodzi o Ciebie i o mnie to zostaliśmy wykupieni krwią baranka, staliśmy się dziećmi Bożymi i diabeł nie jest naszym największym problemem. Biblia mówi „przeciwstawcie się diabłu, a ucieknie od was” (Jak 4.7) więc tak naprawdę jak wielkim problemem on może dla nas być jeśli ucieknie od nas kiedy mu się przeciwstawimy?

Nie chce przez to powiedzieć, że nie będziemy mieli problemów lub że nie doświadczymy w życiu ataków, ale tylko to, że diabeł nie jest naszym największym zmartwieniem. Przedstawię wam nasz największy problem:

1) Cielesność

To ta część Ciebie, na którą nowonarodzenie nie wpłynęło. To te wszystkie brudy, które dalej ze sobą nosisz. Stary sposób myślenia, różnego rodzaju nawyki i wszystkie temu podobne rzeczy, które dalej są w Tobie i są w opozycji do Twojego nowonarodzonego ducha.

Gal 5.16-17 „Mówię więc: Według Ducha postępujcie, a nie będziecie pobłażali żądzy, cielesnej. Gdyż ciało pożąda przeciwko Duchowi, a Duch przeciwko ciału, a te są sobie przeciwne, abyście nie czynili tego, co chcecie.” (BW)

Duch, ta część Ciebie, która jest pełna Boga, która inspiruje Cię byś podnosił ręce i mówił „Boże chce żyć moje życie dla Ciebie!”. To pragnienie pochodzi z Twojego ducha, w którym zamieszkuje Duch Święty.
Jednak każdy z nas ma również cielesność, czyli tą część nas, która nie chce robić tego, co duch chce byśmy robili.

JESTEŚ CHODZĄCYM KONFLIKTEM ;) ponieważ masz nowonarodzonego ducha, który chce szukać Boga i jednocześnie masz cielesność, która nie chce go szukać, ale chce szukać spełnienia dla siebie samej.

Zawsze będziesz miał w swoim wnętrzu ten głos, który będzie chciał Cię odciągnąć od radykalnego, pełnego ognia życia skupionego na Jezusie. Przykra wiadomość to taka, że cielesności nie da się wypędzić. Wesoła to, to że jednak można sobie z nią poradzić, ponieważ CIELESNOŚĆ MOŻNA ZAGŁODZIĆ.

Rzeczy w Twoim życiu robią się silne przez to, że dajesz im pokarm. Jeśli chcesz coś zagłodzić to musisz po prostu przestać to karmić. Ta sama zasada dotyczy Twojej cielesności. Jeśli będziesz zaspakajać jej żądze to urośnie w siłę. Jej głos i wpływ na Twoje życie stanie się silniejszy.

Powiedzmy, że np. dziś wieczorem jest w mieście ewangelizacja uliczna i coś w Twoim wnętrzu chcę udać się w to miejsce. Oczywiście czytałeś wpisy o ewangelizacji na tym blogu i Duch Święty zainspirował Cię do działania. Czujesz w środku, że chcesz wyjść do ludzi, pomoc komuś, być dla kogoś błogosławieństwem, sprawić, że ewangelia stanie się dostępna dla innych. Nagle jednak okazuje się, że w Twoim wnętrzu podnosi się inny głos który mówi „Aleeeee to był długiiii dzieeeeń! Mam paczkę chipsów, puszeczkę pepsi, wygodna kanapę i fajny telewizor! Już dziś poczytałem Biblię, więc jestem wierzący, teraz zasłużyłem sobie na odpoczynek.”

Oczywiście nie chce przez to powiedzieć, że w ogóle nie powinieneś mieć czasu na kanapie przed telewizorem (chociaż to też zależy od tego co chcesz oglądać i jak długo), ale mówię o sytuacji w której coś w Twoim wnętrzu pragnie służyć innym ludziom i zrobić coś fajnego dla Pana, ale inny głos Cię od tego odciąga. Np. chcesz pójść na spotkanie modlitewne lub w niedziele rano do kościoła, ale zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteś bardzo, bardzo zmęczony i wolałbyś jednak się zrelaksować w łóżku.

Jeśli w takiej sytuacji jednak wybierzesz by nie iść za głosem Twojego ducha, to tym wyborem dokarmisz cielesność. Ulegasz temu głosowi wewnątrz Ciebie, który pragnie byś zajął się samym sobą, zamiast kimś innym! Ta decyzja nie robienia tego co pragnie Twój duch spowoduje, że następnym razem w tej samej sytuacji Twoja cielesność będzie mówić mocniejszym głosem. Stanie się tak, dlatego, że poprzednim razem dałeś jej tego, co chciała – nakarmiłeś ją! Gdy cielesność rośnie w siłę to również jej autorytet i poziom głośności w danej dziedzinie w Twoim życiu rośnie, a to z kolei sprawia, że głos Twojego ducha staje się słabszy.

Jednak, kiedy obudzisz się w niedziele rano i zdasz sobie sprawę z tego, że faktycznie jesteś zmęczony i że w ogóle nie masz ochoty wstawać z łóżka i iść do kościoła, to nie zadawaj sobie pytania „czy ja czuje, że chce iść?”, „czy jestem na 100% pewny, że tego chce?”, „czy jestem uczciwy sam ze sobą?”. Jako chrześcijanin nie zadajesz sobie tych pytań, po prostu idziesz, ponieważ rozwijasz właściwe chrześcijańskie nawyki, święte nawyki. Mówisz „to jest to, co ja robię i robić będę, ponieważ jestem chrześcijaninem”.

Może rano Twoja Biblia wygląda na najbardziej nudną rzecz na świecie i wszystko inne wydaje się być lepszą alternatywą niż przeczytanie 2 lub 3 rozdziałów, ale jeśli ulegniesz głosowi ducha to nie tylko wybierzesz właściwą rzecz, ale również wzmocnisz głos ducha w swoim życiu i zagłodzisz cielesność. Następnym razem, kiedy będziesz w tym samym wewnętrznym rozdarciu to Twój duch będzie silniejszy, a cielesność słabsza.

To powinien być nieustanny proces w naszym życiu! Kiedy Twoje dni na tej ziemi dojdą do końca to powinieneś móc znaleźć się w miejscu gdzie dalej masz cielesność, ale jest ona tak zabiedzona i wychudzona, że duch całkowicie nad nią dominuje!

Nie powinniśmy naszego życia opierać na uczuciach, ponieważ one czasem nas poprowadzą we właściwą stronę, a czasem wręcz przeciwnie. Jako chrześcijanie powinniśmy być emocjonalnie uwolnieni tak byśmy mogli śmiać się, płakać i okazywać uczucia, ale NIE POWINNIŚMY POZWOLIĆ BY TO UCZUCIA PROWADZIŁY NASZE ŻYCIE.

Jeśli naprawdę chcesz żyć życie dla innych to czasami naprawdę będziesz czuł się źle. Podejmiesz właściwe decyzje, ale nie będziesz czuł się dobrze z nimi, ponieważ Twoja cielesność będzie krzyczeć i piszczeć „NIE, NIE RÓB TEGO!”. Jeśli jesteś prowadzony tylko i wyłącznie przez to, co czujesz to czasami pójdziesz w niewłaściwą stronę. Przypomina mi się tu historia jednego z bardzo kluczowych wolontariuszy na rzecz pracy z New Generation, który przyłączył się do NG, kiedy organizacja miała zaledwie kilka miesięcy.

Zadzwonił do biura NG w Uppsali i powiedział Joakimowi Lundqvistowi (który prowadzi to biuro):

Dzwoniący: „Chce przeprowadzić się do Uppsali i pomóc wam z tym projektem odnośnie szkół, z tym NG.”
Joakim: „Ale co masz namyśli przez pomoc? Ile czasu jesteś wstanie na to przeznaczyć?”
Dzwoniący: „Pełen etat”
Joakim: „Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że nie mam pieniędzy by płacić Ci za Twoją pracę?”
Dzwoniący: „Nie o to się pytałem, ale o to czy mogę przyłączyć się na full time”
Joakim: „Ok. z największą przyjemnością”

W końcu ten człowiek pojawił się w pracy i przez cały rok pracował nie tylko na pełen etat, ale również zostawał nadgodziny. Bardzo często około 20:00 Joakim na siłę musiał go odciągać od biurka ponieważ gdyby tego nie zrobił to tamten by został i pracował dalej. Sypiał na materacu w mieszkaniu kolegi i całkowicie żył przez wiarę.

Później dopiero Joakim dowiedział się, co stało się w życiu tego młodego człowieka zanim zadzwonił do biura NG. Zatrudniony był w sieci marketów ICA (największej sieci w Szwecji, coś w stylu Tesco) niedaleko Göteborgu na zachodnim wybrzeżu. Pracował w ICA od 15 roku życia (mając 21 lat zgłosił się do NG), na początku tylko w wakacje i weekendy a potem na pełen etat. Z powodu swojego chrześcijańskiego wychowania i charakteru stał się bardzo popularny. Nigdy nie udawał, że jest chory, kiedy mu się nie chciało przyjść do pracy. Zawsze wykonywał swoją prace lepiej niż inni, przychodził zanim inni się pojawili i zostawał, kiedy reszty już nie było. Pracował ciężko, nie pił alkoholu na imprezach firmowych, był zawsze bardzo efektywny i trzeźwo myślący, dlatego też szefowie go dostrzegli i awansowali.

W roku 2002 korporacja ICA wybrała tego młodego człowieka, jako jednego z tych, których chciała wysłać zagranicę do Francji na dwuletnie szkolenie liderów. Korporacja chciała zainwestować ogromne sumy pieniędzy w niego i w garstkę innych jemu podobnych ludzi, by przygotować liderów jutra dla koncernu ICA.

Nasz bohater otrzymał propozycję zrobienia naprawdę błyskawicznej kariery i zasiadania w przyszłości w przywództwie koncernu. W tym samym jednak momencie Bóg powiedział mu by, jako wolontariusz zajął się NG nie oczekując w zamian żadnego wynagrodzenia finansowego. Po spędzeniu czasu na modlitwie i upewnieniu się, że to faktycznie jest Boża wola dla niego w uprzejmy sposób odrzucił wcześniej zaproponowaną mu ofertę.

Powiedział „naprawdę bardzo dziękuje, ale nie jestem zainteresowany”, więc spytano się go jeszcze raz czy oby na pewno rozumie co odrzuca a on odparł „tak wydaje mi się, że wiem co”. Nawet zwołano specjalne zebranie zarządu tylko po to by poruszyć temat tego młodego chłopaka! Zaproszono go na to spotkanie i po ponownym wytłumaczeniu mu jak błyskotliwą karierę zrobi, jak wiele pieniędzy zarobi, jak bardzo oni naprawdę chcą zainwestować w jego życie i przyszłość on odpowiedział: „bardzo dziękuję, ale nie”.

Następne pytanie, jakie mu zadali było „ile pieniędzy Ci płacą w tym NG?”, a on odpowiedział „nic, ale w tym wszystkim nie chodzi o pieniądze”. Poczym złożono mu kolejna ofertę „cokolwiek chcesz, jako miesięczną wypłatę po prostu nam teraz powiedz, a my Ci to damy”, więc uprzejmie im odpowiedział „proszę zrozumcie, że tu nie chodzi o pieniądze. Jestem chrześcijaninem i jeśli będę w stanie przedstawić chociaż jednej osobie tego Jezusa, który całkowicie zmienił moje życie to, to będzie dla mnie więcej warte niż jakiekolwiek pieniądze, które mi zaproponujecie.” W tym momencie kilku członków rady zaczęło ocierać łzy, a nasz młody bohater dodał „dziękuję wam tak bardzo, naprawdę doceniam waszą wiarę we mnie, ale po prostu nie wydaje mi się, że to jest Boża droga dla mojego życia, dlatego jeszcze raz wam bardzo dziękuje”, po czym odwrócił się i wyszedł z tamtego pomieszczenia jako najszczęśliwsza osoba na świecie. Dlaczego? Ponieważ podążał za Bożym planem do swojego życia.

Będą ludzie, którzy są powołani po to by zaakceptować takie oferty, dlatego też nie chce byście mnie źle zrozumieli. Po prostu dla tego konkretnego młodzieńca w tym momencie jego życia to nie była Boża droga, ale na pewno pokusa była wielka! Na pewno cielesność w nim krzyczała „PO PROSTU WEŹ TO i załóż, że to jest Boże błogosławieństwo, zinterpretuj to jako dobrą rękę Boga dającą Ci wiele wspaniałych pieniędzy które potem będziesz mógł rozdać biednym”.

Te wszystkie argumenty musiały zalewać jego wnętrze, ale głos jego ducha powiedział „niewłaściwa rzecz, niewłaściwy czas, niewłaściwy sposób, to co jest dla Ciebie na dziś to pracować jako wolontariusz w NG i żyć przez wiarę bez żadnej wypłaty.” Trudno jest nawet oszacować liczbę tysięcy młodych ludzi, którym do dnia dzisiejszego nasz bohater pomógł by mogli odważnie stać dla Jezusa Chrystusa i uczynić ewangelię dostępną w ich szkołach. Był całkowicie kluczową osobą w tej pracy. Po 2-3 latach dopiero organizacja była wstanie zapłacić mu dobrą pensję, ale jemu to nie przeszkadzało. Był jedną z najszczęśliwszych osób w tej pracy.

Twoje życie będzie pełne decyzji, których część Ciebie nie chce podjąć. To jest zwykłe, naturalne, oryginalne chrześcijańskie życie. Pełne decyzji, które zagłodzą twoją cielesność i wzmocnią ducha.

Za każdym razem, kiedy wyłączasz TV, ponieważ Twoje serce Ci mówi, że nie powinieneś oglądać tego rodzaju programu gdyż jesteś dzieckiem Bożym i powinieneś oglądać tylko to co jest czyste, to wtedy sprawiasz, że głos ducha staje się silniejszy. Nawet jeśli nikt tego nie widział, nawet jeśli część Ciebie naprawdę chciała to dalej oglądać, to następnym razem kiedy będziesz w identycznej sytuacji będzie Ci łatwiej poddać się duchowi! Będzie Ci łatwiej powiedzieć „NIE” cielesności.

Boże narodzenie

•2009/12/24 • Dodaj komentarz

 „Albowiem tak Bóg umiłował świat,
że Syna swego jednorodzonego dał,
aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął,
ale miał żywot wieczny.” (BW)
Jan. 3.16

„A Syn Boży na to się objawił,
aby zniweczyć dzieła diabelskie.” (BW)
1 Jan 3.8

Pan Jezus urodził się by pokonać:

- grzech,
- chorobę,
- śmierć,
- przekleństwo,
- ubóstwo,
- wstyd,
- odrzucenie

i dać nam w zamian:

- przebaczenie,
- zdrowie,
- życie,
- błogosławieństwo,
- obfitość,
- chwałę
- i akceptację.

Jezus urodził się by zademonstrować Bożą miłość i dobroć!

Dlatego życzę Tobie by te Święta bardziej przybliżyły Cię do naszego Pana Jezusa
By Duch Święty otworzył oczy Twojego serca byś mógł poznać i zobaczyć jak wielka, wspaniała i piękna jest Jego miłość do Ciebie
By całe Twe serce wypełnione było całkowicie pełnią Bożą.

On tak bardzo Cię kocha, że oddał swojego jedynego Syna za Ciebie!

Wesołych Świąt!

O kochaniu własnego życia

•2009/12/16 • Dodaj komentarz

Jeśli chcemy podążać za Jezusem, to musimy zdać sobie sprawę z tego, że będą rzeczy w naszym życiu, które będą zwalczały tą decyzję. By być rybakiem ludzi, by podążać za Jezusem, by zdobywać dusze, by żyć dla innych, to nie będą proste decyzje, ponieważ świat dookoła nas będzie aktywnie walczył przeciwko nim. Z tego właśnie powodu nasz wybór podążania za Jezusem musi być mocno w nas ugruntowany. To zawsze będzie walka, ponieważ będziemy zmuszeni by płynąć w przeciwnym kierunku do reszty świata, by płynąć pod prąd. Można to zobaczyć czytając poniższy fragment, w którym apostoł Paweł pokazuje styl życia, który będzie dominowały ludzkość w czasach ostatecznych.

2 Tym. 3:1-4 „A to wiedz, że w dniach ostatecznych nastaną trudne czasy: Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, chełpliwi, pyszni, bluźnierczy, rodzicom nieposłuszni, niewdzięczni, bezbożni, Bez serca, nieprzejednani, przewrotni, niepowściągliwi, okrutni, nie miłujący tego, co dobre, Zdradzieccy, zuchwali, nadęci, miłujący więcej rozkosze niż Boga,” (BW)

Jeśli taki styl życia dominować będzie ludzi ze świata, to dokładnie odwrotny do tego, powinien dominować nasze życie, ponieważ jesteśmy dziećmi Boga. Musimy płynąć w przeciwnym kierunku, bo tylko to może zagwarantować nam, że nie zostaniemy zainfekowani duchem tego świata, że nie zostaniemy urobieni przez diabła by wpasować się do powyższego wersetu. Podejmij dziś decyzję, że nie będziesz płynął z nurtem wyżej wymienionego wersetu, ale w przeciwną stronę!

W wersecie tym, samolubstwo jest, jako pierwsze na liście. Dlatego też jestem przekonany, że samolubne życie będzie najbardziej dominującym nastawieniem w czasach, w których żyjemy. Nie wydaje mi się, że musze was do tego przekonywać. Wystarczy tylko włączyć telewizję, spojrzeć na to, co dziś media promują, lub zastanowić się nad tym, jak ludzie sami siebie dziś postrzegają. Wszystko dotyczy: „MNIE”, „MOJEGO szczęścia”, „MOJEJ wolności”, „JA zdobywam moje cele”, „JA realizuje moje marzenia”, nawet jeśli to miałoby się stać kosztem wszystkich innych dookoła.

Ludzie są bardziej zainteresowani wypełnieniem swoich własnych marzeń, niż marzeń współmałżonka lub dzieci. To właśnie samolubstwo bardziej niż cokolwiek innego jest powodem wielu rozwodów, nieszczęść i tragedii. To jest duchowy klimat, w którym żyjemy i pomimo którego dalej mamy służyć Bogu.

Musimy mieć świadomość, że klimat, w którym żyjemy wpływa na nas, dlatego ciągle musimy badać swoje życie by być pewnym, że nie jesteśmy zainfekowani tego rodzaju zachowaniem. Ze nie rozwijamy w sobie samolubnego, skoncentrowanego na samym sobie „chrześcijańskiego życia”. Powtórzę to, co już wcześniej pisałem. Prawdziwe CHRZEŚCIJAŃSTWO zawsze SKONCENTROWANE jest NA INNYCH ludziach.

Nie staniesz się twórcą historii przez zdobycie wiedzy biblijnej. To Bóg zrobi z Ciebie twórcę historii, kiedy Ty podejmiesz decyzję, że będziesz żył dla kogoś innego! Kiedy Ty zdecydujesz, że oddasz swoje życie dla kogoś.

To nie stanie się przez to, że ktoś nałoży na Ciebie ręce, pomodli się w imieniu Jezusa i uwolni Cię od samolubstwa :) . To jest proces, czyli seria podejmowanych przez Ciebie decyzji, które powinieneś podjąć pomimo tego, że część Ciebie wcale tego nie chce.

Pastor młodzieżowy Joakim Lundqvist, który od roku 2002 pracuje, jako lider New Generation, opowiadał na zajęciach w Szkole Biblijnej historię o 16latce imieniem Sara. Chcę się z wami podzielić tą historią.

Ani Sara, ani jej rodzice nie mieli nic wspólnego z chrześcijaństwem. Jako nastolatka lubiła spędzać czas pijąc i imprezując. Została nabrana przez swoich chrześcijańskich znajomych, że w Uppsali będzie duża impreza i podstępem zastała zaciągnięta na konferencję młodzieżową, na której też oddała swoje życie Jezusowi.

Po konferencji wróciła do swojego miasta na południu Szwecji. Z powodu tego, że chciała żyć życiem dla innych rozpoczęła w swojej szkole grupę NG. Ta dziewczyna zrobiła zwrot o 180 stopni! Od kompletnego ateizmu do życia w ogniu dla Jezusa i to w jeden weekend! W 6 miesięcy sama przyprowadziła do Boga około 30 osób ze swojej szkoły. To się nazywa przebudzenie!

Do głównego biura NG, w którym pracował Joakim zaczęły trafiać informację o nastolatce o imieniu Sara, która zaraz po przyjęciu Jezusa zaczęła zdobywać swoją szkołę dla Niego. Jednak radość nie trwała długo. Jakiś czas później do Joakima zadzwonił jej pastor młodzieżowy i powiedział, że u 16latki zdiagnozowano raka. Na nieszczęście został wykryty zbyt późno, zdążył się rozprzestrzenić w jej ciele i sytuacja była naprawdę poważna.

Pastor Lundqvist był zdewastowany tą informacją, poprosił o telefon do Sary, po czym do niej zadzwonił. To miała być jego pierwsza rozmowa z nastolatką. Oczywiście bardzo się tym przejął, ponieważ nie wiedział, w jakiej sytuacji psychicznej będzie ta dziewczyna. Jak się trzyma? Co zostało z jej odwagi? Co zostało z jej wiary?

Zadzwonił do niej, przedstawił się i naglę usłyszał po drugiej stronie słuchawki „WWOOOWWWW HALLELUJAH! To niesamowite! Pastorze mam Ci tyle wspaniałych rzeczy do opowiedzenia!”. Po czym zaczęła opowiadać świadectwa o tym jak ludzie się nawracają i jak Bóg dokonuje cudów. Joakim był zszokowany i nie do końca dowierzał czy do właściwej Sary się dodzwonił.

W końcu po 30 minutach opowiadania przez nią świadectw, powiedział jej: „Sara to wspaniałe historie, ale wiesz zadzwonił do mnie Twój pastor młodzieżowy i powiedział mi też że masz jakieś złe wiadomości. Joakim nie był pewien czy 16latka tymi wszystkimi świadectwami po prostu nie odpychała od siebie myśli o tym, w jakiej sytuacji się znalazła. Czy być może nie chce stanąć twarzą w twarz z rzeczywistością.

Sara odpowiedziała na to „aaaa oooo masz na myśli raka?”, Joakim przytaknął „Tak, to mam namyśli. Jak się z tym trzymasz?”, a ona odpowiedziała:

„Wiesz pastorze ludzie w moim kościele powiedzieli mi jakieś rzeczy o uzdrowieniu, o tym że Bóg może uzdrowić ludzi itp., ale ja zbyt dużo o tym jeszcze nie wiem. To wszystko jest jeszcze dla mnie takie nowe. Dlatego myślę, że być może Bóg chce mnie uzdrowić, być może zrobi to i to było by wspaniałe, ale ja patrzę na to w ten sposób, że nawet jeśli umrę i pójdę do nieba z powodu tej choroby to moją największą troską jest to by zabrać ze sobą największą ilość ludzi jaką się da.”

Usłyszeć coś takiego od 16latki, która jest dopiero 6-7 miesięcy w Panu może przyprawić o łzy. To jest ten rodzaj chrześcijaństwa, który zdobędzie świat! Całkowity brak samolubstwa. „Ja i tak idę do nieba. Czy pójdę tam teraz czy później… to ważniejsze dla mnie jest by zabrać ze sobą ilu się tylko da i to jest moją główną troską”. To jest oryginalna wersja chrześcijaństwa.

Mam dobre wiadomości dla was: Sara wciąż żyje! 7-8 miesięcy po tej rozmowie telefonicznej Pastor Lundqvist odwiedził ją by oglądać jak zorganizowała „dzień dla Jezusa” w szkole. Stał na końcu audytorium wypchanego uczniami podziwiając jak nastolatka wszystko zorganizowała i poprowadziła. Zakończyła dzień stojąc całkowicie sama na scenie. Będąc chrześcijanką zaledwie rok, wzięła mikrofon do ręki i dzieliła się przed całą szkołą dobrą nowiną o Jezusie Chrystusie i jej osobistym świadectwem tego jak ją zbawił.

W reku trzymała kartkę i jak już kończyła mówić o Jezusie dodała „Wiecie co? Mam kartkę w moim ręku i założę się, że wszyscy wiedzieliście o tym, że zdiagnozowano u mnie raka 7-8 miesięcy temu. To jest dokument, który dostałam od mojego lekarza wczoraj. To są najnowsze wyniki moich prześwietleń, które pokazują, że rak całkowicie zniknął z mojego ciała. A to dowodzi, że Bóg jest realny”.

To co dotyka moje serce bardziej niż sam fakt tego, że Bóg w niesamowity sposób ją uzdrowił jest jej nastawienie. Podczas procesu walki z rakiem, nie przestała żyć życiem dla innych, a przecież mogła naprawdę umrzeć. Nikt z nas nie obwiniłby jej gdyby w tej sytuacji skupiła się na samej sobie, ale mimo to ona tego nie zrobiła. Dalej głosiła ewangelię i zdobywała ludzi dla Jezusa.

Ta nastolatka jest pięknym przykładem tego, że można żyć w samolubnym świecie jednocześnie nie będąc zainfekowanym jego samolubstwem.

2 skrzydła ewangelii cz.2

•2009/12/14 • Dodaj komentarz

W nawiązaniu do wpisu z zeszłego tygodnia „2 skrzydła ewangelii” w którym pisałem, że świat nie tylko musi usłyszeć ewangelię, ale również zobaczyć ją w naszym życiu, chciałbym podzielić się z wami jeszcze jedną ciekawą historią.

Sarah 16latka z Anglii, usłyszała świadectwo dziewczyny ze Szwecji, która wraz ze swoją grupą New Generation zrobiła listę 10 najgorszych, najbardziej nieprzyjemnych i złych uczniów ze szkoły. Następnie cała grupa zaczęła się modlić o pierwszą osobę na liście. Przyjęli strategię, że nie zaczną się modlić o następną osobę dopiero wtedy, gdy poprzedzająca ją osoba na liście się nawróci. W wyniku, czego po pół roku grupa była już na osobie z nr 8!

Młada Sarah zainspirowana tą historią postanowiła zrobić tak samo. Jedyny problem, jaki miała to, to że była zupełnie sama, ale to jej nie powstrzymało! Zrobiła listę pięciu najbardziej niemiłych, chamskich i złych uczniów w szkole. Wśród tych osób znaleźli się dwaj chłopacy, którzy wyjątkowo efektywnie uprzykrzali jej życie. Robili to tylko i wyłącznie z tego powodu, że była chrześcijanką. Znęcali się nad nią, kłamali o niej, nawet bili ją. Za każdym razem, kiedy ją widzieli starali się jakoś ją poniżyć.

To łapie mnie za serce, kiedy myślę, że ta dziewczyna zamiast nienawidzić lub po prostu unikać tych chłopaków zdecydowała się umieścić ich na swojej liście modlitewnej. W ciągu roku 4 osoby z 5 na liście przyjęły Jezusa w tym tych 2 chłopaków!

Sposób, w który Sarah dowiedziała się, że chłopak, który się nad nią najbardziej znęcał, został chrześcijaninem, był bardzo niezwykły. Chłopak ten podczas przerwy w szkole, szedł w jej stronę i szesnastolatka szykowała się już na kolejną dawkę pomiatania, ale zamiast tego on po prostu spytał ją: „Sarah czy przyszłabyś w niedziele do mojego kościoła, ponieważ będę miał tam chrzest i chciałbym byś tam była”. Czy umiesz sobie wyobrazić zdziwienie na jej twarzy?

W niedziele rano siedziała w ławce kościoła oglądając jak jej były prześladowca stoi w kolejce do chrztu. Tuż zanim dał się ochrzcić spytał się czy mógłby coś powiedzieć, więc dano mu do reki mikrofon i powiedział:

„Gdyby nie jedna dziewczyna z mojej szkoły, to nie stałbym dziś tutaj przed wami. Zrobiłem wszystko, co mogłem by zabić blask w jej oczach. Zrobiłem wszystko, co mogłem by zgasić miłość w jej życiu. Biłem ją, znęcałem się nad nią, poniżałem ją, kłamałem o niej, tylko po to by zmusić ją do nienawidzenia mnie. Chciałem by zaczęła się odgrywać, nienawidzić mnie, walczyć ze mną, źle o mnie mówić. Chciałem by zrobiła coś, co udowodniłoby mi, że jej wiara nie jest prawdziwa, ale nie udało mi się. Nie mogłem pokonać miłości w niej, nie mogłem zgasić światła w niej, nie mogłem zabić radości, którą miała w sobie, dlatego z upływem czasu musiałem pogodzić się z faktem, że cokolwiek ona ma lub w cokolwiek ona wierzy, to musi być prawdziwe. To musi być prawdziwe, bo nie byłem w stanie tego pokonać, dlatego właśnie oddałem moje życie Chrystusowi. Z tej też okazji chciałem powiedzieć dziękuje Ci Sarah.”, poczym palcem wskazał ją siedzącą w ławce. Wtedy wszyscy w kościele wstali i zaczęli jej klaskać.

Ta młoda dziewczyna, nie tylko modliła się o tego chłopaka, ale również SWOIM STYLEM ŻYCIA POKAZAŁA, że jej MIŁOŚĆ jest prawdziwa, że to ŚWIATŁO, które ma w środku jest prawdziwe. Ten chłopak by mógł oddać swoje życie Jezusowi musiał nie tylko usłyszeć ewangelię, ale również zobaczyć właściwy styl życia. Dlatego dajmy światu coś, co będzie on wstanie usłyszeć i zobaczyć, coś co jest prawdziwe!

2 skrzydła ewangelii

•2009/12/08 • 5 komentarzy

Dz 4.20 „My bowiem nie możemy nie mówić o tym, co widzieliśmy i słyszeliśmy.” (BW)

Piotra i Jana zostali pojmani i oskarżeni o szerzenie nauki o Jezusie. Rada Najwyższa w Izraelu (RN z tamtych czasów można porównać z parlamentem dzisiaj) oficjalnie zakazała im mówić i nauczać o Nim. Powyższy werset jest odpowiedzią apostołów na ten zakaz.

To, co apostołowie wdzieli i słyszeli dało im odwagę by stanąć przed władzami kraju i powiedzieć „nie ważne, co nam powiecie i co myślicie na ten temat, my nie zamierzamy przestać mówić”.

Na podstawie powyższej prawdy, chciałbym pokazać, że

ŚWIAT POTRZWBUJE BY EWANGELIĘ ZAPREZENTOWANO MU W 2 CZĘŚCIACH:

1) Potrzebuje USŁYSZEĆ EWANGELIĘ
2) Potrzebuje ZOBACZYĆ EWANGELIĘ W MOIM ŻYCIU

Świat musi usłyszeć od nas najbardziej podstawowe prawdy:
- o tym jak Jezus przyszedł na świat,
- jak umarł za nasze grzechy,
- jak powstał z martwych,
- jak przez wiarę w Niego i wyznanie Go jako Pana można stać się dzieckiem Bożym.

Zazwyczaj, kiedy mówimy o ewangelizacji to automatycznie myślimy o powyższym, ale Piotr i Jan nie tylko usłyszeli, ale również zobaczyli ewangelię w życiu Jezusa. Z tego właśnie powodu świat musi zobaczyć ewangelię również w naszym życiu.

To właśnie w tym miejscu zaczynają się schody! Ponieważ każdy z nas może nauczyć się na pamięć właściwych słów i technik. Możemy w piątek wieczorem wyjść na miasto i głosić drogę zbawienia, będąc bohaterami przez 2 godziny i nie ma w tym nic złego. Powinniśmy to robić. Jednak musimy pamiętać, że zaprezentowanie ewangelii to więcej niż tylko nauczenie się odpowiedniego słownictwa, ponieważ ludzie potrzebują również coś zobaczyć.

Piotr i Jan NAJPIERW SŁYSZELI PRZESŁANIE JEZUSA Chrystusa a POTEM WIDZIELI JE W SPOSOBIE, W JAKI ŻYŁ.

Nie możemy dojść do miejsca gdzie ewangelia jest widoczna w naszym życiu, jeśli wcześniej nie przyjdziemy blisko do Jezusa. Dlatego Twoja miłość do Jezusa i Twoja osobista relacja z Nim jest bardzo ważną częścią ewangelizacji. Nie chodzi o samo przekazanie przesłania, teorii ewangelii, ale o bycie żywym dowodem jej transformującej mocy.

Jest wiele różnych pytań, które niechrześcijanie mogą zadać Ci odnośnie wiary, ale wśród nich jest jedno trudniejsze do odpowiedzenia niż jakiekolwiek inne:

„Znam kilku chrześcijan i oni robią to i tamto i żyją w taki sposób i mają takie nastawienie, dlaczego ja powinienem stać się jak oni, skoro jestem lepszą osobą bez tej wiary niż oni z nią?”

Co może być równie trudne do wytłumaczenia osobą niewierzącym?
Z tego właśnie powodu Ty i ja musimy starać się najbardziej jak tylko możemy by sposób naszego życia nie stał się przeszkodą dla osób niewierzących w przyjęciu Pana.

W tym miejscu przypomina mi się historia, którą usłyszałem kiedyś od jednego z pastorów młodzieżowych w Livets Ord.

Wychowany został w tradycji luterańskiej przez swojego ojca, który był księdzem. Został nauczony by, co niedzielne chodzić do kościoła i robić inne chrześcijańskie powinności. Jednak wszystko co robił, robił bez przekonania. Miał wrażenie, że zarówno jego własny dom jak i parafia pozbawione były prawdziwego duchowego życia. Kiedy wszedł w wiek nastoletni zaczął coraz bardziej odsuwać się od Boga i kościoła. Zaczął się buntować i przebywać w złym towarzystwie i po niedługim czasie sam stał się niewłaściwym towarzystwem dla innych ludzi. Pojawiły się imprezy, alkohol i wszystko inne, co nie szło w parze z jego chrześcijańskim dziedzictwem.

W wieku 15 lat był członkiem znanego chóru, który odbywał, tourne po Europie, co tak naprawdę było idealną przykrywką dla imprez, popijaw i „dobrej zabawy”. Pewnej nocy po jednym z koncertów w Szwajcarii, gdy razem z kolegami wychodził z bursy by imprezować i się upić, zobaczył swoją 15 letnią koleżankę z chóru, która siedziała smutna przy drzwiach bursy. Nie wiedząc czemu powiedział kumplom by szli bez niego, obiecując, że potem ich dogodni, po czym poszedł w stronę tej smutnej dziewczyny. Podszedł do niej i spytał się czy coś się stało, licząc, że odpowie „nie”, a on będzie mógł z czystym sumieniem wrócić do kumpli. Jednak tak się nie stało.

Nastolatka otworzyła się przed nim całkowicie, opowiadając, że była zaręczona (w wieku 15 lat!) i że właśnie dowiedziała się, że jej narzeczony przez ostatnie 6 miesięcy ją zdradzał, dodatkowo miała problemy w domu i w szkole. Nasz bohater nie wiedział jak ma się odnieść do tych wszystkich informacji i jedyne myśli, jakie przychodziły mu do głowy były związane z jego chrześcijańską przeszłością. Dlatego powiedział jej „módl się do Boga i On Cie wysłucha”, „On Cię nigdy nie zawiedzie, zawsze będzie, kiedy będziesz go potrzebować”, „jeśli potrzebujesz przyjaciela to zawołaj tylko imię Jezus” i inne tego typu zdania, które w dzieciństwie usłyszał na szkole niedzielnej.

Dlatego, że nie miał nic lepszego, co mógłby jej powiedzieć i pomimo tego, że żył w buncie w stosunku do Boga i nie wierzył w to co mówił, to usłyszał jak te właśnie prawdy wychodziły przez jego usta. W odpowiedzi na te wszystkie słowa, nastolatka ze zdziwieniem spytała się go czy jest chrześcijaninem. Zbył to pytanie mówiąc, że później o tym porozmawiają, ponieważ teraz koncentrują się na jej życiu. Piętnastolatka prosiła go by opowiedział jej więcej o Bogu, więc usłyszała od niego historię o synu marnotrawnym, Jezusie i wszystkie inne historie, które nasz bohater jeszcze pamiętał. Siedział opowiadając jej o życiu z Bogiem, którego sam nie miał, ale mimo to widział, że jej to naprawdę pomagało i stopniowo radość wracała na jej twarz.

Im dłużej mówił tym lepiej się czuł w tej roli, dlatego zrobił wszystko by jak najlepiej opowiedzieć jej o Jezusie, aż w końcu po upływie godziny wyczerpały mu się historie. Z tego właśnie powodu powiedział jej by poświęciła teraz czas na rozmyślanie o tym wszystkim, co usłyszała, a ona z wdzięcznością i nadzieją w głosie odpowiedziała, ze tak właśnie zrobi. W tym momencie nasz bohater poczuł się jak hipokryta i świnia, ponieważ dobrze wiedział, że samemu żył inaczej. Wychodząc z bursy usłyszał głos piętnastolatki wołającej go po imieniu i gdy się obrócił zobaczył radość na jej twarzy, kiedy powiedziała mu jak bardzo jest wdzięczna za tą rozmowę i to była dla niego jak szpilka w serce.

Odnalazł kolegów w barze, ale z jakiegoś niezrozumiałego powodu nie miał już w ogolę ochoty na picie z nimi alkoholu, ale również nie miał odwagi by powiedzieć, w jaki sposób spędził ostatnią godzinę. Dlatego postanowił, że będzie tylko udawał, że pije by się nie narazić na głupie komentarze. 3 godziny później wszyscy jego towarzysze byli upici, ale nasz bohater by się nie wyróżniać z tłumu udawał tylko pijanego. Wracając do bursy przewodził grupie pijanych nastolatków, dlatego jako pierwszy przebiegł przez jej drzwi, wykrzykując jakieś pijańskie teksty. Ku jego zaskoczeniu okazało się, że dziewczyna, którą wcześniej pocieszał dalej siedziała w tym samym miejscu, w którym ją zostawił 3 godziny wcześniej.

Prawdopodobnie przez 3 godziny rozmyślała o tym wszystkim, co usłyszała o Bogu, Jezusie, modlitwie. Być może podczas tego czasu Duch Święty dotykał jej serca, aż do momentu, gdy nagle zobaczyła tego samego chłopaka, który chwilę wcześniej dzielił się z nią ewangelią o Jezusie Chrystusie, a teraz prezentującego zupełnie inny styl życia.

Pastor, od którego słyszałem ta historię powiedział, że nigdy nie zapomni wyrazu twarzy tej dziewczyny. Wstała, spojrzała na niego z pogardą, obróciła się i bez słowa odeszła. Chciał jej coś powiedzieć, ale nie wiedział już co. Co mógłby jej więcej powiedzieć? Podzielił się z nią ewangelią, ale jednocześnie żył zupełnie innym stylem życia. Następnego dnia po całym zdarzeniu próbował z powrotem nawiązać kontakt z tą dziewczyną, ale ona na niego nie zwracała już uwagi.

Godnym zauważenia jest to, że ta piętnastolatka instynktownie wiedziała, że jeśli nasz bohater na poważnie by traktował to, czym się z nią podzielił to nie wróciłby do niej 3 godziny później pijany. Nikt jej tego nie powiedział, nikt jej tego teologicznie nie wyłożył, ona po prostu sama doszła do tego wniosku.

Niestety nie jest to historia z Happy Endem. Ta dwójka nigdy więcej się nie spotkała. Nie wiemy, co stało się z ta dziewczyną, wiemy tylko, że nasz bohater jakiś czas później się nawrócił. Podjął decyzję, że taka sytuacja nigdy więcej się nie powtórzy, że nigdy więcej nie podzieli się ewangelią o Jezusie Chrystusie a potem skasuje wszystko, co powiedział przez zaprezentowanie zupełnie innego stylu życia. Dziś ten młodzieniec jest pastorem i ewangelistą.

Zróbmy cokolwiek możemy by podzielić się z innymi ewangelią. Żyjmy najbliżej Jezusa jak się tylko da, tak by nasz styl życia nie stał się przeszkodą dla innych ludzi w przyjęciu go jako Pana i Zbawiciela. Upewnijmy się, że ludzie dookoła nas nie tylko słyszą ewangelię, ale również ją widzą w naszym życiu.

O kochaniu Jezusa

•2009/12/03 • Dodaj komentarz

Mat 26.57-58,69-74 „A ci, którzy pojmali Jezusa, przywiedli go do Kaifasza, arcykapłana, gdzie zeszli się uczeni w Piśmie i starsi. PIOTR zaś SZEDŁ ZA NIM Z DALEKA aż do pałacu arcykapłana, wszedł na dziedziniec i usiadł ze sługami, aby zobaczyć, jak to się skończy. (…) A Piotr siedział zewnątrz, na podwórzu. I przystąpiła do niego jedna służebna, mówiąc: I ty byłeś z Jezusem, Galilejczykiem. On zaś zaparł się wobec wszystkich i rzekł: Nie wiem, co mówisz. A gdy wyszedł ku bramie, ujrzała go inna i mówiła do tych, co tam byli: Ten był z Jezusem Nazarejczykiem. I znowu zaparł się pod przysięgą: Nie znam tego człowieka. A w chwilę po tym przystąpili ci, co tam stali, i rzekli Piotrowi: Prawdziwie, ty też jesteś z nich; wszak zdradza cię i twoja mowa. Wtedy począł się zaklinać i przysięgać: Nie znam tego człowieka. I zaraz kur zapiał.” (BW)

Aż do tego momentu Piotrowi mogło wydawać się, że być uczniem Pana to niesamowita frajda. Tysiące ludzi podążało za jego mistrzem, na własne oczy oglądał znaki i cuda. Gdyby ktoś wtedy spytał Piotra czy zna Jezusa to prawdopodobnie odpowiedziałby „oczywiście, że znam jestem nawet Jego uczniem”. Do tej pory Piotr dobrze się bawił, był przy kimś znanym i dzięki temu ciągle był w centrum uwagi innych ludzi. Nagle jego mistrz został aresztowany, tłumów już nie było, a podążanie za Jezusem przestało być czymś wygodnym.

W wyniku całej tej sytuacji PIOTR zaczął podążać za Jezusem z daleka. POZWOLIŁ SOBIE NA DYSTANS. Nie poszedł za kimś innym, nie zmienił wiary, ale po prostu wolał zachować bezpieczną odległość. Dalej podążał, ale z daleka, ciągle mógł powiedzieć Jezu nadal jestem z Tobą. Jednak, kiedy dystans urósł to Piotra serce stało się chłodniejsze. Nagle ludzie, którym kiedyś razem z Jezusem pomagał stali się problemem i zagrożeniem. Z tego właśnie powodu, gdy spytano się go czy zna Jezusa, był bardziej gotów bronić samego siebie, ratować swoje życie, nie stracić wygodnego położenia, dobrej twarzy niż przyznać się za kim naprawdę tam przyszedł.

Każdy z nas, chociaż raz w życiu był w podobnej sytuacji. Była okazja, w której mogliśmy jasno powiedzieć, w kogo wierzymy i stanąć po stronie Boga, ale tego nie zrobiliśmy, ponieważ bardziej woleliśmy ratować własne życie niż iść za Jezusem. Nie oznacza to, że nie kochamy Jezusa lub, że nie jesteśmy osobami wierzącymi, ale po prostu pozwoliliśmy na dystans pomiędzy nami a Jezusem. Każdy z nas był w takim położeniu. Mogliśmy chodzić do kościoła, mieć krzyż na szyi, ale z powodu dystansu pasja by widzieć innych ludzi zbawionymi była mniejsza od potrzeby zakrycia samego siebie by wypaść dobrze w oczach innych ludzi.

Dlatego ważnym jest by pamiętać, że:
WRAZ Z DYSTANSEM POMIĘDZY MNĄ A JEZUSEM MOJE SERCE I MOJA MIŁOŚĆ DO INNYCH LUDZI OZIĘBNIE.

Dlatego za każdym razem, gdy się wahasz by podzielić się z kimś ewangelią nie myśl, że rozwiązanie leży w poznaniu technik i sposobów. To BYCIE BLISKO z tym, który powołał Cię byś podążał za nim DA CI ODWAGĘ by być Jego świadkiem. To nie technika, ale Ty, Jezus i wasza bliska relacja jest kluczem sukcesu. Jeśli pozwolisz na dystans w tej relacji to on wpłynie negatywnie na Twoje serce względem innych ludzi, ale im bliżej będziesz Jezusa tym większą miłością zaczniesz darzyć zgubionych.

Z tego właśnie powodu Jezus mówi: „Pójdźcie za mną, a ZROBIĘ WAS RYBAKAMI ludzi!” (Mat. 4:19).
Nie mówi, pójdźcie a nauczę was jak stać się, ale obiecuje, że KIEDY tylko PÓJDZIEMY ZA NIM TO ON sam ZROBI Z NAS RYBAKÓW. Kiedy będziemy szli blisko z Nim, kiedy przybliżymy się do Niego to Jego serce stanie się naszym sercem, a Jego pasja naszą pasją.

Ten sam Piotr, który usłyszał od Jezusa by poszedł za Nim i pewnym momencie swojego życia pozwolił na dystans, który negatywnie wpłyną na jego relację z innymi ludźmi, później wrócił do bliskości z Jezusem. Od razu możemy zauważyć, w jaki sposób wpłynęło to na jego relację z otaczającymi go ludźmi.

Po tym jak Jezus spędził 40 dni po zmartwychwstaniu z uczniami i po wylaniu Ducha Świętego, gdy Piotr razem z Janem szli do świątyni by się modlić, Bóg przez ich ręce uzdrowili kalekę przy bramie świątyni, zwanej Piękną. W wyniku tego zdarzenia zostali oni pojmani i oskarżeni o szerzenie nauki o Jezusie.

Dz 4.13 „A widząc odwagę Piotra i Jana i wiedząc, że to ludzie nieuczeni i prości, dziwili się; POZNALI ich też, ŻE BYLI Z JEZUSEM” (BW)

Co stało się z Piotrem i Janem, kiedy byli blisko z Jezusem? Stali się odważni, chcieli uzdrowić, pomóc, wzmocnić i uratować ludzi dookoła siebie. Ten kaleka codziennie siedział przy bramie świątyni prosząc o jałmużnę i prawdopodobnie Piotr i Jan mijali go już wcześniej wiele razy, ale tym razem z powodu czasu, jaki spędzili z Jezusem zobaczyli w nim nie tylko żebraka, ale osobę z potrzebą, zagubioną owcę. Zobaczyli go oczami Jezusa, a siebie samych widzieli, jako rozwiązanie jego problemów.

Modlę się, byście zobaczyli rodzinę, przyjaciół, sąsiadów, ludzi z kościoła lub pracy oczami Jezusa. Byście z powodu tego, że przylgnęliście do Niego widzieli ich nie jako problem lub zagrożenie, ale jako cenne osoby, które Bóg postawił na waszej drodze byście mogli im pomóc.

Dlatego ważnym jest by pamiętać, że:
KIEDY PRZYBLIŻAM SIĘ DO JEZUSA TO MOJA ODWAGA I MOJA MIŁOŚĆ DO LUDZI ROŚNIE.

Twoja relacja z Jezusem będzie odbita w Twojej relacji z innymi ludźmi. Twoja relacja z Panem jest połączona z Twoją relacją do zgubionych. Nie możemy mówić, że jesteśmy blisko z Jezusem, jeśli w ogóle nie jesteśmy zainteresowani ginącymi ludźmi dokoła nas. Im bliżej przylgniemy do Jezusa tym bliżej nasze serce przylgnie do zgubionych.

Opiszę wam historię, która idealnie ilustruje powyższą prawdę. Jest to historia czwórki nastolatek, które rozpoczęły w swoim gimnazjum niedaleko Sztokholmu grupę ewangelizacyjną New Generation.

NG to studencka organizacja chrześcijańska w skład, której wchodzą członkowie wszystkich typów chrześcijańskich kościołów i środowisk. Wizją tej organizacji jest dotarcie do młodzieży chrześcijańskiej z pomóc w zakładaniu grupy ewangelizacyjnych w szkołach, do których ta młodzież uczęszcza. NG chce by ewangelia była widoczna w środowisku szkolnym przez modlitwę, świadczenie, różnego rodzaju praktyczne akcje i pracę socjalną.

Wracając do historii, grupie przewodziła Sara lat 15 i jej młodsza siostra Ida lat 13. Te 4 dziewczyn zaczęły się modląc nie tylko o zbawienie innych, ale również o swoje własne serca. Modliły się o pasję do zdobywania dusz, o to by kochały innych tak jak Jezus i by Bóg dał im miękkie serca. Wiedziały, że same w sobie nie mają wystarczająco odwagi, ponieważ były nieśmiałymi nastolatkami, z tego właśnie powodu zaczęły się modlić: „Jezu spraw byśmy przylgnęły blisko do Ciebie, byśmy mogły być odważne”.

Przez kilku tygodni każdego poranka nastolatki te przychodziły 15 minut wcześniej do szkoły by modlić się o to by Bóg zmienił ich serca. By złamał ich samolubstwo, ich bezpieczny styl życia i pomógł mi kochać ludzi Jego miłością. Po kilku tygodniach przyszła odpowiedz na modlitwy, ale w zupełnie nieoczekiwany sposób.

Ida po całym dniu szkoły pakowała swoje książki by iść do domu i nagle podszedł do niej starszy chłopak i w bardzo, konfrontujący sposób powiedział „rozumiem, że jesteś chrześcijanką!”. W tym momencie cała mentalność Piotra podążającego za Jezusem z daleka uruchomiła się w jej głowie, ale przełknęła ślinę i odpowiedziała „jestem”. Na to zadał jej pytanie „AHA, więc może jesteś tego typu chrześcijanką, która wierzy, że Bóg może uzdrowić chorych?”. Przerażenie sięgnęło zenitu, Ida wiedziała, dokąd prowadzi to pytanie, ale musiała stanąć za tym, w co wierzyła, więc odpowiedział „TAK, wierze, że Bóg może uzdrowić chorych”. Na to chłopak odparł jej „HaHa, to dobrze się składa, bo wiesz co? Jestem chory! Mam migrenowy ból głowy, który męczy mnie już od kilku dni, więc teraz się o mnie pomodlisz i zobaczymy czy to naprawdę działa”.

13 letnia nastolatka, która nigdy w życiu nie modliła się o uzdrowienie rozejrzała się po korytarzu, ale nie było tam ani pastora, ani lidera młodzieżowego, ani grupy uwielbienia. Była zupełnie sama w niezbyt przyjaznej atmosferze swojej szkoły. Tylko ona i ten gości. Na dodatek chłopak ten zupełnie nie wierzył w Boga, ale prowokował ją tylko po to by udowodnić jej, że się myli.

Jednak ta dziewczyna bierze go za rękę i modli się desperacko do Boga „Boże PROSZĘ po prostu pokaż temu chłopakowi, kim naprawdę jesteś i co Twoja moc może uczynić, w imieniu Jezusa, Amen”.

Jak tylko Ida powiedziała „Amen” to ten gościu całkowicie zaskoczony spytał „jak tyś to zrobiła!!?”, a ona na to „ale co?” i wtedy chłopak powiedział „TO DZIAŁA, nic mnie nie boli, jak tylko powiedziałaś amen ból zniknął!”. W tym momencie poziom odwagi w Idzie wzrósł.

Od następnego dnia ten gościu stał się najlepszym ewangelistą, jakiego ta szkoła miała. Podchodził do wszystkich uczniów i opowiadał, że jest grupa dziewczyn w szkole, która wierzy w Boga i kiedy się modli to rzeczy naprawdę dzieją się. W wyniku, czego zaczęły się formować kolejki po modlitwę. Każdy chciał by te dziewczyny się o niego pomodliły. Nie muszę wam przypominać, że mówimy tu nie o ludziach, którzy chodzą do kościoła, ale po prostu o zwykłych niechrześcijańskich nastolatkach, którzy nagle zapragnęli by Bóg dotknął ich życia.

Tamtego dnia, 2 lata temu Bóg uczynił 4 udokumentowane cuda. Jeden gościu, który był piłkarzem i miał uszkodzone kolano, przez co utykał, zaraz po modlitwie mógł normalnie chodzić. Jedna dziewczyna nie potrzebowała już więcej okularów, inna została uwolniona z uczulenia na owoce i orzechy. W wyniku tych zdarzeń w przeciągu tygodnia 35 osób w tej szkole oddało swoje życie Jezusowi. Wszystko to zdarzyło się tylko dlatego, że 4 nastolatek modliła się o to by Bóg złamał ich samolubne serca i by uczynił z nich rybaków ludzi.

Dwa ważne pytania

•2009/11/28 • Dodaj komentarz

Jak już zauważyliście w temacie ewangelizacji nie piszę o różnych technikach lub sposobach ewangelizacyjnych, ponieważ to wszystko jest drugorzędne. To co jest najważniejsze to nasze serca. To właśnie one muszą znaleźć się we właściwym miejscu. W przeciwnym razie możemy użyć najwspanialszych technik ewangelizacyjnych, ale i tak na końcu okażą się one bezskutecznie, ponieważ wszystko musi zacząć się w naszym wnętrzu. Bóg zmienia nasze serca z samolubnych na pełne pasji. SERCA które są PEŁNE MIŁOŚCI DO BOGA I MIŁOŚCI DO INNYCH.

Gdybyście musieli wybrać pomiędzy zmienionym sercem a idealną techniką komunikowania ewangelii to serce byłoby bezkonkurencyjnie w tym zestawieniu. Możesz mieć umiejętności mówienia i komunikowania, ale jeśli w Twoim wnętrzu nie płonie ogień to wszystko co wyjdzie na zewnątrz z Ciebie będzie zimne i twarde. Prawda jest jednak to, że  LUDZI o wiele BARDZIEJ DOTKNIE Twoje kochające SERCE NIŻ SŁOWA z Twoich UST.

Właśnie dlatego dalej będziemy drążyć ten sam temat starając się zestawiać nasze własne życie z oryginalną wersją chrześcijaństwa. Mam nadzieje i modlę się o to, że pobudzi to wasze serca i że później weźmiecie ten temat do waszego pokoju modlitewnego, że zaczniecie wołać do Boga: „DAJ MI SERCE RYBAKA LUDZI!”, „Boże pokaż mi moje własne samolubstwo, mój własny egoizm, oczyść mnie z niego i uczyń mnie osobą, która jest pełna gorącej miłości do Ciebie i do innych ludzi”.

To nie jest coś co stanie się jednego dnia i pozostanie z nami na zawsze, ale jest to  proces i właśnie dlatego musimy o to walczyć każdego dnia. Musimy walczyć z samolubstwem i ze wszystkim co naciska na nas byśmy wycofali się do życia w bezpiecznej i egoistycznej wersji chrześcijaństwa. Dlatego zawsze musimy sobie przypominać, że prawdziwe chrześcijaństwo krąży wokół Boga i innych ludzi.

Z tego względu musimy zadać sobie 2 ważne pytania:

1) JAK BARDZO KOCHAM JEZUSA?

To nie jest pytanie czy kocham Go czy też nie. Powodem, dla którego teraz siedzicie i czytacie tego typu artykuły jest wasza miłość do Jezusa i to, że zdecydowaliście się by iść za Nim w waszym życiu. Dlatego właśnie pytanie odnosi się do tego jak bardzo go kocham? Co jestem w stanie oddać dla Niego? Ile z moich własnych planów i dróg jestem gotów zostawić jeśliby mnie o to poprosił, jeśliby to było konieczne by On mógł wypełnić Jego powołanie w moim życiu?

Tego typu pytania mogą się Wam wydawać takimi, które występują przeciwko innym nauczaniom, które mogliście słyszeć np. odnośnie zdobywania swoich marzenia. To oczywiście prawda, że Bóg umieścił wiele rzeczy w Twoim wnętrzu i że są one tam, ponieważ On sam chciał by się tam znalazły. Są to marzenia, pragnienia, wizje, pasje, które kiedy realizujesz to naprawdę wypełniasz Boże powołanie dla Twojego życia. Jednakże w Twoim życiu pojawią się również możliwości, okazje i drogi, których On dla Ciebie nie przygotował. Te właśnie nieprzygotowane przez Niego rzeczy mogą poprowadzić Cię do trochę bardziej bezpiecznego i wygodnego życia, w którym nie będzie tak wiele miejsca dla Niego i innych ludzi ile powinno być, ale za to będzie wiele miejsca dla Ciebie samego.

2) JAK BARDZO KOCHAM MOJE WŁASNE ŻYCIE?

Jeśli chcesz podążać za Jezusem to musisz zdać sobie sprawę z tego, że Twoje życie będzie wypełnione decyzjami, których część Ciebie nie będzie chciała podjąć. Decyzjami, które podejmiesz tylko dlatego, że Go kochasz bardziej niż swoje własne życie, bardziej niż wygodne życie, bardziej niż okazje wypełnienia swojego własnego marzenia.

Przypomniała mi się historia Pastora Christiana Åkerhielma i cena jaką musiał zapłacić by móc zapisać się do szkoły biblijnej. Wychował się w wielkiej posiadłości, a jego ojciec był Diukiem. Christian był najstarszym synem, dlatego miał odziedziczyć rodzinną fortunę. Jego ojcu bardzo nie spodobało się to, że jego syn stał się chrześcijaninem. Ogromna posiadłość, rodzinna fortuna i wszystko czego dusza zapragnie nie satysfakcjonowało młodego Christiana, dlatego postanowił, że zapisze się do szkoły biblijnej w Word of Life.

Kiedy ojciec Christiana usłyszał o pomyśle syna postawił mu ultimatum: szkoła biblijna albo spadek. Młodemu Åkerhielmowi podjęcie decyzji zajęło tylko 2 sekundy. Postanowił, że pójdzie do szkoły, w konsekwencji czego został wykreślony z ojcowskiego testamentu. Tamtego dnia stracił wszystko co miał. Przez kilka lat relacja pomiędzy nim a ojcem były bardzo napięta. Wszystko pogorszyło się kiedy Christian stwierdził, że Bóg powołuje go by był misjonarzem. Razem z żoną wyprowadzili się na Syberię i zostali tam 6 lub 8 lat.

Christian wyrósł będąc synem Diuka, otoczony rodzinną fortuną, mając wszystko. Nagle znalazł się jako misjonarz na Syberii gdzie zimą temperatura spada do -57 stopni Celsjusza i wiecie co? Christian Åkerhielm nigdy nie żałował podjętej decyzji. Po latach w końcu ojciec pogodził się z decyzjami Christiana i przywrócił go do pozycji syna Diuka, ale w momencie kiedy młody Åkerhielm podejmował swoje decyzje nie miał pojęcia jak się wszystko ułoży. Jedyna rzecz jaką wtedy wiedział było to, że zamierza iść za Jezusem.

W naszym życiu będziemy stali przed podobnymi wyborami. Dlatego nie możemy utknąć w samolubnej wersji chrześcijaństwa, która mówi: „wszystko co łatwe i przyjemne pochodzi od Boga, a wszystko co trudne i nieprzyjemne od diabła”.  Częścią prawdziwego chrześcijaństwa jest oddawanie swojego życia dla innych ludzi (Jan 15.13). Dlatego powinniśmy często zadawać sami sobie te 2 powyższe pytania, by móc zdiagnozować styl życia jaki prowadzimy.

RMS Empress of Ireland

•2009/11/22 • 3 komentarzy

Opiszę wam kolejna historię o statku. To co ja osobiście lubię robić to patrząc na życie bohaterów tych historii zestawiać ich postawy z moim własnym życiem by upewnić się, że żyje swoje chrześcijańskie życie w najbardziej prawdziwy i autentyczny sposób. Czasem udaję mi się żyć w taki sposób a czasem nie, ale w dzisiejszych czasach, które są bardziej samolubne niż jakiekolwiek inne jak do tej pory musimy się upewniać, że nie jesteśmy zainfekowani samolubstwem tego świata i nie tworzymy samolubnej wersji chrześcijaństwa. Musimy się upewnić, że w centrum naszego życia nie jesteśmy my sami, ale zgubione owce.

Empress of Ireland – brytyjski dwukominowy statek pasażerski. Wypłynął z Quebec do Liverpoolu 28 maja 1914 roku o godzinie 16:30. Mimo mgły, statek płynął z dużą prędkością.

Na pokładzie było 1477 pasażerów i być może byli odrobinę zaniepokojeni, ponieważ od tragedii Titanica minęły zaledwie 2 lata, zarazem mogło im się wydawać mało prawdopodobne by historia Titanica powtórzyła się. Wydawałoby się to niewiarygodne, na nieszczęście stało się najgorsze z tą małą różnicą, że więcej ludzi miało strącić swoje życie.

Następnego dnia,29 maja 1914 roku, niedaleko miasta Rimouski Empress zderzył się o drugiej nad ranem z norweskim statkiem „Storstad” i poszedł na dno. Jednak kiedy Titanicowi zatonięcie zajęło 3,5 godziny to w przypadku Empress trwało tylko 14 minut! Dziura która powstała w wyniku zderzenia była ogromna dlatego zabrakło czasu by opuścić choćby nawet jedną szalupę ratunkową. Zanim pojawiły się inne statki z pomocą minęły mniej więcej 2 godziny. Ocalałymi z katastrofy byli tylko Ci, którym udało się w jakiś sposób zdobyć kamizelki ratunkowe.

Kiedy po tragedii zebrano świadectwa ocalałych z katastrowy ludzi to wiele z nich odnosiło się do niezwykłego zachowania pewnej grupy młodych ludzi. Jak się później okazało grupą tą była młodzież z Armii Zbawienia, która płynęła do Anglii by wziąć udział w dużej chrześcijańskiej konferencji.

120 młodych ludzi płynęło do Londynu na konferencję, ale w wyniku nieoczekiwanej sytuacji znaleźli się w samym środku przerażającej tragedii. Wielu spośród nich weszło w posiadanie kamizelek ratunkowych, ale z różnych świadectw można było się dowiedzieć, że ta grupa młodych ludzi nie zachowywała się tak samo jak pozostali pasażerowie. Zamiast zachować kamizelki dla siebie samych woleli podpłynąć do tonących ludzi i oddać je innym.

Nikt nie kazał im się tak zachować, to stało się spontanicznie, po prostu wszyscy ci młodzi ludzie sami z siebie zareagowali w ten sam sposób. Zdjęli swoje kamizelki ratunkowe, zdjęli swoją jedyną nadzieję na ratunek i oddali komuś innemu.

Jedno z najbardziej dotykających serce świadectw pochodzi z ust 38-letniego mężczyzny, któremu udało się wydostać z łodzi i wskoczyć do wody, ale niestety bez kamizelki ratunkowej. Kiedy był już w wodzie zobaczył młodą dziewczynę i oszacował jej wiek na 17 lub 18 lat. Widział ją jak płynęła w jego stronę walcząc z falami i prądem morskim. Kiedy podpłynęła wystarczająco blisko zdjęła swoją kamizelkę i rzuciła mu.

Mężczyzna wziął kamizelkę i częściowo się cieszył, ponieważ pojawiła się szansa na ratunek, ale częściowo walczył sam ze sobą, ponieważ pomyślał sobie, że nie może tego jej zrobić, gdyż jest ona od niego dwa razy młodsza i w dodatku jest dziewczyną. Dlatego ostatecznie odrzucił jej tą kamizelkę. Gdy tylko to zrobił dziewczyna wpadła w furię i była tak bardzo na niego zła, że wzięła kamizelkę i mu ją z powrotem odrzuciła krzycząc słowa:

„WEŹ KAMIZELKĘ, PONIEWAŻ JA UMRĘ LEPIEJ NIŻ TY!”

Znowu widzimy, zupełnie inny sposób patrzenia na życie i śmierć. Zupełnie inną perspektywę chrześcijaństwa w sercach i czynach nastolatków, którzy zdali sobie sprawę z tego, że w chrześcijaństwo polega na oddawaniu swojego życia za innych.

Jan. 15:13 „Większej miłości nikt nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich.” (BW)

Co spowodowało, że ta grupa młodych chrześcijan samodzielnie i bez przymusu postawiła dobro innych ludzi przed własnym? Co spowodowało, że oni wszyscy instynktownie pomyśleli w ten sam sposób – „MUSZĘ URATOWAĆ INNYCH” zamiast „muszę uratować siebie”.

Wierzę, że częściowo było to zasługą tego, jakiego rodzaju chrześcijaństwo głosili ich liderzy.

Założyciel Armii Zbawienia generał William Booth umarł 2 lata wcześniej, ale jego nauczanie i sposób życia wywarły ogromny wpływ na całą armię. W roku śmierci Generała Booth’a Armia Zbawienia prężnie działała już w ponad 50 krajach.

Każdego roku generał wysyłał telegram do wszystkich jego współpracowników na świecie z instrukcjami dotyczącymi kierunku w którym organizacja miała zdążać oraz celu w nadchodzącym czasie. Telegramy z roku na rok stawały się coraz krótsze i krótsze aż w końcu ostatni telegram jaki został wysłany miał tylko jedno słowo. Słowo które podsumowywało całą organizację, jej cel i fundamentalny kierunek całego chrześcijańskiego życia:

„INNI”

Potrafię sobie wyobrazić co mógł myśleć generał Booth kiedy wysyłał to jedno słowo do swoich współpracowników. Tak naprawdę mówił im:

„Jeśli skupicie się na innych to wszystko inne znajdzie się we właściwym miejscu.
Jeśli skupicie się na innych, to Bóg się zatroszczy o was.
Jeśli skupicie się na innych, to będziecie mieli właściwą perspektywę dla swojego życia, otoczenia i tego na czym cale chrześcijańskie życie ma polegać.”

To jedno słowo i ten styl życia oznaczał dla młodych ludzi w tą zimną majową noc 1914 roku, że byli oni gotowi nawet poświęcić swoje własne życie jeśli miałoby to pomóc innym.

Wierze, że słowo „INNI” naprawdę musi być ponownie wypisane na sercach chrześcijan. W wieku który jest bardziej samolubny niż którykolwiek inny (2 Ty 3.1-2) jest ogromna potrzeba pokolenia, które będzie zmierzało w przeciwnym kierunku. Pokolenia które będzie myśleć inaczej. Pokolenia którego pierwszym pytaniem nie będzie „A co w tym jest dla mnie?” ale „W jaki sposób mogę pomóc komuś innemu?”

PODĄŻAĆ ZA JEZUSEM TO ZACZĄĆ ŻYĆ ŻYCIEM UKIERUNKOWANYM NA INNYCH

JEZUS tak żył. On zostawił komfort, miejsce, pozycje, które były najłatwiejsze i najwygodniejsze dla Niego i podoił decyzję, że zejdzie na ziemię i umrze za Ciebie i za mnie. Dlaczego? Bo MYŚLAŁ O INNYCH!

Jeśli jesteś w problemach to najlepszą duchową poradą jaką mógłbym Ci dać jest: „Pomóż komuś innemu”.

Tak robiąc, sprowadzisz swoje życie do właściwej perspektywy, zdasz sobie sprawę z tego, że są inni ludzie z większymi problemami. Największym problemem jak człowiek może mieć jest bycie na drodze na wieczne zatracenie.

KTOŚ POTRZEBUJE TWOJEJ KAMIZELKI RATUNKOWEJ!

Moim celem nie jest zmusić was byście przysięgli „Jeśli kiedykolwiek znajdę się na tonącym statku to…” Ponieważ łatwo i wygodnie jest obiecywać coś co pewno nigdy się nie stanie i czego nigdy nie będzie trzeba dotrzymać.

W oddawaniu swojego życia za przyjaciół – by żyć życiem dla innych – zawiera się o wiele więcej niż tylko by umrzeć w kogoś innego miejsce. To przede wszystkim oznacza by zacząć DAWAĆ KOMUŚ INNEMU tu na ziemi to z czego nasze życie się składa:

CZAS, MODLITWĘ, WSPARCIE, MIŁOŚĆ, POMOC, POCIESZENIE,

i wszystko inne co światu wokoło nas tak bardzo potrzeba.

RMS Titanic

•2009/11/18 • 1 komentarz

Titanic – brytyjski transatlantyk typu Olympic 14/15 kwietnia 1912 roku, podczas swojego dziewiczego rejsu na trasie Southampton-Cherbourg-Queenstown-Nowy Jork, zderzył się z górą lodową i zatonął.

Podczas rejsu Titanica miały miejsce 2 szczególne zdarzenia o których rzadko kiedy się mówi, ale które w moich oczach reprezentują 2 różne wersje chrześcijaństwa.

Titanic wypłynął z portu Southampton (Anglia) dnia 10 kwietnia 1912 roku przewożąc na pokładzie 2201 pasażerów. Pasażerom tego statku wydawało się, że są najbardziej bezpieczną grupą ludzi na świecie, ponieważ Titanic był największym stworzonym przez człowieka poruszającym się obiektem tamtych czasów. Dlatego też mówiono o nim, że jest niezatapialny i nawet podczas wodowania powiedziono, że sam Bóg nie byłby wstanie zatopić Titanica jeśliby chciał.

Z tej właśnie przyczyny ludziom wydawało się, że nic nie może pójść nie tak. Więc kiedy Titanic uderzył w gorę lodową w nocy pomiędzy 14 a 15 kwietnia wydarzyło się coś wyjątkowego. 13 minut po zderzeniu kapitan otrzymał informacje od inżynierów, że nic nie da się zrobić, ponieważ dziura w statku była zbyt duża i nie dało się jej naprawić – statek tonął. Z tego właśnie powodu kapitan włączył alarm i pomimo tego, że włączony był przez 2,5 godziny to ludziom zajęło bardzo dużo czasu obudzenie się i zrozumienie w jakiej sytuacji się znaleźli.

Skąd o tym wiemy? Ponieważ są zachowane rejestry tego kto wszedł do łodzi ratunkowych i ilu ludzi było w łodziach. Każda z łodzi ratunkowych na Titanicu miała możliwość pomieszczenia 70 ludzi. Pierwszą łódź ratunkową opuszczono godzinę po uruchomieniu alarmu. W tej łodzi znalazło się tylko 28 ludzi. Dlaczego tylko 28 skoro uratować mogła 70? Ponieważ bardzo mało ludzi zdołało się obudzić i zdać sprawę z zagrożenia w jakim się znaleźli.

Alarm rozbrzmiewał po całym statku, ale ludzi to nie interesowało. Być może też byśmy tak zareagowali siedząc w pracy w biurze gdyby nagle włączono alarm przeciwpożarowy. Można by po prostu założyć, że to tylko jakaś pomyłka i wrócić do pracy. Na Titanicu ludzie dalej zostali w kabinach zajmując się swoimi sprawami, próbując z powrotem usnąć, nie zdając sobie sprawy, że naprawdę toną.

Druga łódź ratunkowa z pojemnością 70 miejsc opuszczona została do wody z 28 osobami. Kolejna z zaledwie 12 osobami! Dopiero ostatnie łodzie ratunkowe, które trafiły do wody były pełne ludzi. To znaczyło, że jak Titanic w końcu zatonął to na morzu było dużo łodzi ratunkowych, które wciąż nie były wypełnione ludźmi.

Mniej więcej 1500 ludzi znalazło się w wodze walcząc o przeżycie i tu właśnie pojawia się druga tragedia Titanica. Pierwszą było to, że w ogóle statek zatonął. Drugą zaś to, że pomimo wolnych miejsc w szalupach ratunkowych łodzie te nie wróciły by uratować ludzi, którzy znaleźli się w wodzie, ale odpłynęły.

Możemy zastanawiać się „czy oni nie widzieli ludzi?”, „czy nie słyszeli wołania o pomoc?”, „czy nie zdawali sobie sprawy z tego, że ich szalupy były tylko do połowy wypełnione i, że mogli komuś pomóc i uratować jego życie?”. Tego nie wiem. Naprawdę nie wiemy jak Ci ludzie zareagowali, ale to jest fakt historyczny, że tylko jedna łódź ratunkowa z 20 wróciła by zabrać więcej ludzi. Byli ludzie, którzy umarli tej nocy, ale mogli żyć, gdyż były dla nich wolne miejsca w szalupach ratunkowych. UMARLI Z POWODU SAMOLUBSTWA TYCH, KTÓRZY JUŻ BYLI URATOWANI!

Ty i ja jesteśmy mniej więcej w tej samej pozycji duchowo. Byliśmy na tonącym statku, byliśmy zgubieni w naszych grzechach, ale później ktoś powiedział nam o łodzi ratunkowej. Powiedział nam, że jest wyjście z tej sytuacji, że jest droga by uratować życie, że tą łodzią jest Jezus Chrystus. Udało Ci się wejść do tej szalupy ratunkowej i pewno mógłbyś opowiedzieć cudowne świadectwo na temat tego jak Jezus uratował Cię, ale prawdą jest też fakt, że dalej jest wolne miejsce w łodzi i również to, że są tonący ludzie dalej w wodzie!

SĄ LUDZIE w Twoim mieście, KTÓRZY MOGĄ nigdy NIE USŁYSZEĆ EWANGELII o Jezusie Chrystusie, JEŚLI NIE USŁYSZĄ JEJ Z TWOICH UST!

To samolubne zachowanie z Titanica widzę jako jedną z wersji chrześcijaństwa w czasach ostatecznych. Wersja chrześcijaństwa, która będzie skupiona tylko na „MI, MNIE, JA”, która polegać będzie na wejściu do szalupy ratunkowej i zaraz po znalezieniu się w niej odpłynięciu najdalej jak się da dążąc do tego by żyć swoje życie najwygodniej jak się da!

Ja nie chcę żyć w tej wersji chrześcijaństwa i nie chce jej pochwalać, ale chcę byśmy żyli wersję chrześcijaństwa, która polega na tym, że zawrócimy naszą łódkę i popłyniemy z powrotem na miejsce katastrofy by uratować ilu się tylko da!

Może to stanie się za cenę naszej wygody, ale niech tak będzie! Może to stanie się za cenę kilku naszych własnych marzeń, ale kto kiedykolwiek powiedział, że Boga głównym celem na tej ziemi jest wypełnić nasze marzenia?

Biblia mówi, że naszym celem tu na ziemi powinno być wypełnienie Bożych marzeń. Oczywiście Bóg też umieści kilka marzeń w Twoim wnętrzu, które On też chce wypełnić, ale ostatecznie w tym wszystkim nie chodzi o Ciebie i mnie, ale o Niego. Chodzi o podążanie za Jezusem a nie za nami samymi. NIE CHODZI O TO BY ŻYĆ TAK JAK NAM SAMYM SIĘ PODOBA, PROSZĄC BY JEZUS TO POBŁOGOSŁAWIŁ, ale by upaść na kolana i powiedzieć Jezu tu jest moje życie, tu jest reszta mojego życia daje je Tobie! W tym wszystkim chodzi o to by pójść za Nim tam gdzie On idzie.

Tej strasznej nocy podczas katastrofy Titanica była również zaprezentowana inna wersja chrześcijaństwa i stało się o przez pana o imieniu John Harper. Był on angielskim ewangelistą w drodze do Stanów Zjednoczonych by głosić na krucjacie ewangelizacyjnej w Chicago. Był na Titanicu razem z swoją 6-letnią córeczką, Naną.

Tej nocy John Harper był jednym z pierwszych, którzy się obudzili zdając sobie sprawę z powagi sytuacji. Wiemy to z relacji jednego z pasażerów pierwszej opuszczonej do wody łodzi ratunkowej oraz z rejestru pasażerów tej szalupy, w którym znalazła się 6-letnia córka Johna Harpera. Jak podają dokumenty, gdy tylko było wiadome, że statek utonie, John Harper umieścił swoją córeczkę w łodzi ratunkowej, pocałował swoją śliczną, maleńką dziewczynkę i patrząc jej w oczy powiedział, że pewnego dnia zobaczy go znowu. Race świetlne oświetlały łzy na jego twarzy, gdy odwrócił się i pobiegł w przeciwnym kierunku.

Jak podają dokumenty, Harper udał się na pokład waląc w drzwi kabin próbując pobudzić ludzi by uświadomić ich w jakiej sytuacji naprawdę znalazł się statek i krzycząc:

,,Kobiety, dzieci i niezbawieni do łodzi ratunkowych!”

Co to za perspektywa chrześcijaństwa? To jest perspektywa, która mów „jeśli ja dziś umrę to ja wiem dokąd idę, ale jeśli Ty dziś umrzesz i nie jesteś zbawiony to możesz zginąć na całą wieczność, dlatego właśnie muszę zdobyć dla Ciebie trochę więcej czasu”

John Harper biegał tak krzycząc, aż do zatonięcia Titanica, a przecież mógł wejść do łodzi ratunkowej razem ze swoją córeczką i nikt z nas by go za to nie winił, ale on podjął inną decyzję! Starał się by to inni ludzie zdążyli do szalup ratunkowych, chciał zdobyć trochę więcej czasu dla nich by oni mogli oddać swoje serce Jezusowi i znaleźć się w tym samym niebie w którym wiedział, że on sam się znajdzie.

Tej nocy John Harper był pomiędzy około 1500 osobami, które znalazły się w oziębłym oceanie, ale nawet wtedy nie przestał. Jak podają dokumenty pośród wszystkich wołań o pomoc, które dało się słyszeć po tym jak statek zatonął można było usłyszeć jeden głos powtarzający w kółko na okrągło jeden biblijny werset:

 „UWIERZ W PANA JEZUSA A BĘDZIESZ ZBAWIONY.”

Dla mnie on reprezentuje inną wersję chrześcijaństwa od tej którą pokazali ludzie w do połowy wypełnionych szalupach odpływając z miejsca wypadku najszybciej jak się tylko dało. Ten mężczyzna mógł wybrać by uratować swoje życie, ale zdecydował, że tego nie zrobi by uratować kogoś innego i tylko Bóg jeden wie ilu z tych, którzy usłyszeli jego głos odważyło się zawołać imienia Pana Jezus by być zbawionym i poszło do nieba tej nocy.

Wiemy o jednym świadectwie osoby, która przyjęła Jezusa, ale nie zdziwiłbym się gdyby tych osób były setki. Jednym z sześcioro uratowanych tej nocy przez tą jedyna łódź ratunkowa, która wróciła by wziąć więcej ludzi był dziewiętnastoletni mężczyzna o imieniu William. Trzymał się on jakiś szczątek wraku prawdopodobnie zdając sobie sprawę z tego, że zostały mu już tylko minuty życia, czując jak zimno wody przeszywa jego ciało.

William później na spotkaniu dla ludzi ocalałych z katastrofy Titanica opowiadał historię o tym jak inny mężczyzna, którego potem zidentyfikował jako Johna Harpera przepływając obok niego w wodzie wykrzyknął pytanie „Jesteś zbawiony?”. Młody człowiek nie wiedział co miał na to pytanie odpowiedzieć, więc Harper wykrzyczał do niego „uwierz w Pana Jezusa a będziesz zbawiony!”.

Kilka minut później prąd wody sprawił, że znowu się spotkali i Harper wykrzyczał do Williama pytanie „Czy już jesteś zbawiony?”, więc młody mężczyzna odpowiedział „nie mogę ze szczerym sercem powiedzieć, że jestem” wtedy znowu John wykrzyczał słowa „uwierz w Pana Jezusa a będziesz zbawiony!”.

Wtedy William w lodowatej wodzie oddał swoje serce Jezusowi Chrystusowi i po kilku minutach od tego zdarzenia został wyciągnięty przez tą łódź ratunkową, która wróciła po rozbitków. Cztery lata później, na spotkaniu ocalonych z katastrofy, ten sam młodzieniec wstał i z łzami w oczach powiedział „tej nocy byłem uratowany dwa razy” i opowiedział historię o tym jak John Harper przed swoją śmiercią przyprowadził go do Chrystusa.

To jest dla mnie prawdziwa wersja chrześcijaństwa. Być może to nie będzie najwygodniejsza, ponieważ będzie wymagała czasu, energii, życia, ale to jest jedyna prawdziwa wersja chrześcijaństwa, w której chodzi o podążanie za Jezusem by szukać i uratować to co zaginęło.

Łuk 19.10 „Przyszedł bowiem Syn Człowieczy, aby szukać i zbawić to, co zginęło.” (BW)

Naprawdę wątpię, że kiedykolwiek znajdziecie się w sytuacji w której będziecie biegać po tonącym statku odmawiając sobie wejścia do szalupy ratunkowej by ratować innych, ale mimo to mam nadzieję, że w jakiś sposób będziecie mogli wziąć tą historię i zastosować w swoim przyszłym życiu.

Będziecie mieć okazje, decyzje w których wybranie czegoś wydawać się będzie w porządku i być może da wam to fajne profity lub wygodę, może wypełni kilka z waszych marzeń, ale pytanie które powinniście zadawać sobie w kółko na okrągło jest „Czy ja podążam za Jezusem?”, „Czy to zaprowadzi mnie bliżej do mojego celu wgrywania ludzi dla Pana?”

Dokąd idzie Jezus? cz.2

•2009/11/11 • Dodaj komentarz

Łuk 19.10 „Przyszedł bowiem Syn Człowieczy, aby szukać i zbawić to, co zginęło.” (BW)

Musimy pogodzić się z faktem, że to jest Jezusa najważniejszy priorytet. Jego najważniejszym priorytetem nie jesteś Ty ani ja. My nie jesteśmy ulubieńcami Boga, oczywiście Bóg bardzo nas kocha, ale nie da się przeczytać tych 3 wcześniejszych podobieństw i nie dojść do konkluzji, że Bóg zostawia nas na pustyni by pójść i znaleźć zagubioną owcę. Jego uwaga jest bardziej skupiona na tych, którzy są daleko od Niego, niż na nas, którzy jesteśmy blisko.

Dlaczego tak jest? Ponieważ Ty już jesteś na swojej drodze do nieba. Mamy swoje sprawy, problemy i dziedziny w życiu gdzie naprawdę potrzebujemy Bożej pomocy, potrzebujemy cudu, uzdrowienia, siły i Bóg chce dać nam to wszystko, ale po prostu jest bardziej przejęty znalezieniem zagubioną owcę niż naszymi potrzebami.

Czasem powinniśmy przypominać sobie tą prawdę, tak by nasze życie z Panem nie poszło zupełnie w przeciwna stronę. Bym nie myślał, że Boga głównym zmartwieniem jest uzdrowienie mojego palca u nogi, danie mi ładnej żony lub podwyżki, ponieważ potrzebuje pieniędzy. Oczywiście mogę się modlić o swoje potrzeby, ale one są już zawarte w tych wszystkich innych rzeczach, które będą mi dodane, kiedy moim głównym priorytetem będzie budowanie Bożego Królestwa. W sercu Bożego Królestwa są zagubieni.

Mat 6.33 „Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane.” (BW)

Jeśli położyłbyś swoje życie by uczynić swoim głównym priorytetem to co jest Jezusa głównym priorytetem to obiecuje Ci i gwarantuje, że wszystkie pozostałe rzeczy które potrzebujesz będą Ci dodane.

Był film dokumentalny na Discovery Channel o strażakach.
Wybuchł ogień w środkowej części wieżowca w taki sposób, że górna jego część została całkowicie odcięta ogniem i ludzie będący w tej części zostali uwięzieni i potrzebowali pomocy by się wydostać. Dlatego właśnie pojawili się strażacy z drabinami, oparli te drabiny przy górnych oknach budynku i pomagali ludziom ewakuować się. Interesującą rzeczą było to, że jak tylko człowiek wcześniej uwięziony w budynku bezpiecznie dotarł na ziemię to strażacy przestawali się nim interesować, ponieważ w płonącym budynku dalej znajdowali się inni ludzie i oni byli priorytetem. Zajmowanie się ludźmi już uratowanymi też było ważne, ale to nie było priorytetem w oczach strażaków, przynajmniej do momentu, aż nie uratowali wszystkich uwięzionych w budynku.

Gdyby ktokolwiek ze strażaków pomimo tego, że są jeszcze ludzie w płonącym budynku pozostawił swoją drabinę zszedł na ziemię i przespacerował się pomiędzy uratowanymi i powiedział do jednego z nich „o masz plamkę na koszuli, to straszne, może wezmę wóz strażacki i zawiozę Cię do pralni, ponieważ nie możesz chodzić w brudnej koszuli” to na pewno by został wyrzucony z roboty, ponieważ moglibyśmy zakwestionować jego osąd w tej sytuacji. Niestety właśnie w taki sposób my jako chrześcijanie bardzo często postępujemy, przykładamy całą uwagę do szczegółów wśród tych, którzy są już uratowani zapominając o tym, że są jeszcze ludzie w płonącym budynku.

To nie chodzi o to by nie modlić się o szczegóły naszego życia, ale by zdać sobie sprawę, że są rzeczy ważniejsze niż nasze własne życie. Musimy spojrzeć na siebie nie jako na centrum świata, ale jako na ludzi uratowanych, idących do nieba. Pewnego dnia znajdziesz się w niebie! W życiu może dalej masz zmagania i bóle, ale idziesz do nieba. Patrząc z takiej perspektywy musisz przyznać, że Twoja najważniejsza potrzeba została już zaspokojona. Udało Ci się, jesteś na właściwej drodze, ale jest jeszcze cały świat uwięziony w płonącym budynku. Dlatego powinniśmy trochę dostosować nasze serca by Ci ludzie stali się naszym głównym celem.

Jeśli tego nie zrobimy to staniemy się dziwni. Staniemy się dziwną grupą ludzi żyjących według własnych reguł, podążającymi za swoim własnym systemem i rozwijającymi swój własny język. Zaczniemy wkopywać się głęboko w nasze własne prawdy, które są niezrozumiałe dla kogokolwiek z poza murów kościoła.

Podam wam przykład tego.
Kilka lat temu po konferencji młodzieżowej w Livets Ord do jednego z prowadzących ją pastorów podszedł dziwnie zachowujący się nastolatek w wieku około 16 lat i powiedział: „Pastorze, mam problem i chciałbym byś mi go rozwiązał”. Pastor pomyślał sobie „ok. to tylko 16 latek, więc pewno będę mógł mu pomóc, pracowałem sporo z młodymi ludźmi”, więc powiedział mu „usiądź i opowiedz o co chodzi”.

Młody człowiek zaczął dzielić się swoim problemem i sposób w jaki to zrobił zaniepokoił pastora, ponieważ nastolatek zaczął swoją wypowiedz od „POCHODZĘ Z BARDZOOOO PROROCZEGOOOO KOŚCIOŁAAAA”. Pastor wierzył w proroctwa, ale to co go zaniepokoiło to był sposób w jaki ten nastolatek to powiedział.

Nastolatek ciągnął dalej „Jest osoba w moim kościele, która powiedziała mi, że miała wizję dotyczącą mnie i czuję, że dopóki niedostane tłumaczenia tej wizji to jestem w martwym punkcie w mojej duchowej podróży.”

Pastor pomyślał sobie „16 latek mówi, że doszedł w swoim chrześcijaństwie do martwego punktu? Jaki 16 latek mówi takie rzeczy?” więc odpowiedział mu „ale co to wszystko ma wspólnego ze mną?”

Młody człowiek odpowiedział „Kiedy dziś głosiłeś to poczułem jakby Bóg powiedział mi, ŻĘ TO TY MASZ INTERPRETACJĘ!”

W tym momencie pastor już coraz bardziej chciał zniknąć z tamtego miejsca, ale w końcu powiedział „opowiedz mi co ten człowiek widział w tej wizji związanej z Tobą”

Nastolatek powiedział „Widział anioła stojącego po mojej prawej stronie, ale żadnego anioła nie było po mojej lewej stronie. Potem widział świecę zapaloną po mojej lewej stronie i świecę, która nie była jeszcze zapalona po mojej prawej stronie. Potem zobaczył konie galopujące nad moją głową. Co to oznacza?”

Pastor był bardzo zasmucony w duchu  tym co usłyszał ponieważ pomyślał sobie „tak nie powinien wyglądać 16 latek, nie powinien mieć mętnego spojrzenia i dziwnego sposobu bycia oraz opowiadać o jakiś dziwnych wizjach, ale powinien być pełen życia, pasji i miłości do Jezusa, tak jak tysiące innych nastolatków na tej konferencji”.

Wizje, świece, konie, mętne spojrzenie, brak ekscytacji z życia, zupełnie jak równoległy wszechświat. Co to jest? Jakiego rodzaju chrześcijaństwo stworzyliśmy? Chrześcijaństwo, w którym mamy 16 latków zamkniętych w jakiejś głupiej wizji, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością? To jak równoległy chrześcijański wszechświat, który został stworzony po to byśmy nie musieli wyjść z budynków kościoła i spotkać się ze światem dookoła nas, ale mogli stać i gadać o wizjach, ciarkach, świecach i koniach.

Pastor pomyślał sobie „Co mam teraz zrobić z tą całą sytuacją?” i wtedy do głowy wpadł mu pomysł i nie wydawało mu się, że Bóg miał cos przeciwko temu, więc powiedział „hyyyyyy, wiem co to OZNACZAAAA, MAM INTERPRETACJĘĘĘĘĘĘ! Ta wizja oznacza, że powinieneś z kimś podzielić się ewangelią o Jezusie”. Na twarzy nastolatka pojawiło się zaszokowanie i spytał się „Co? A co z końmi świecami i aniołem?”, więc pastor mu odpowiedział „WIESZZZ JA PO PROSTU CZUJĘĘĘĘ, że to jest właściwa interpretacja”.

16 latek powiedział „Ale ja nie jestem ewangelistą!” a pastor odpowiedział „Ja nie mówiłem, że jesteś, ale że powinieneś podzielić się ewangelią z kimś innym. Pomyśl o ludziach dookoła Ciebie w Twoim życiu i umieść małe nasionko ewangelii w ich sercach. Co lubisz? Czym się interesujesz?”

Nastolatek odpowiedział „Większość czasu spędzam przed komputerem, buduje i projektuje strony internetowe.”, na to odpowiedział pastor „Super, użyj tego, użyj języka (środka komunikacji) który jest naturalny dla Ciebie i zrób stronę internetową o ewangelii i Jezusie Chrystusie”.

Celem pastora było to by młody wrócił do rzeczywistości w swoim chrześcijaństwie. By wrócił do centrum podążanie za Jezusem, czyli pójść za Nim po zgubioną owcę. Wiedział, że taka rada wniesie duchowe zdrowie do jego życia.

Szesnastolatkowi po raz pierwszy od początku rozmowy zaświeciły się oczy i powiedział „Mogę to zrobić!”

Po 2 tygodniach pastor dostał e-mila od tego młodego człowieka, w którym napisane było, że nastolatek zrobił dokładnie to co mu pastor zasugerował i teraz ludzie zasypują go pytaniami na temat Boga, ma szanse na nie odpowiadać, życie jest piękne i ekscytujące. Po samej formie i treści e-maila można było już widać, że coś stało się z tym gościem. Więc pastor odpisał na e-maila „a co stało się z końmi, świecami i aniołem?” i 10 min potem od razu dostał odpowiedz „zapomniałem o nich”.

Powyższa historia ilustruje tą myśl, którą chciałem przekazać.
Kiedy próbujemy stworzyć chrześcijaństwo bez wychodzeniem do ludzi i bez dzieleniem się ewangelią z tymi, którzy są wokoło nas to rozwijamy coś co jest całkowicie nienormalne i niezdrowe. To zupełnie jakbyśmy tworzyli równoległy chrześcijański dziwny wszechświat. Byśmy byli zdrowymi chrześcijanami, byśmy byli zmotywowanymi i żyjącymi w pasji ludźmi, jakimi powinniśmy być, potrzebujemy mieć połączenie ze światem dookoła nas i potrzebujemy podążać za Jezusem do zgubionych!

Dokąd idzie Jezus?

•2009/11/07 • 1 komentarz

Mat. 4:18-19 „A [Jezus] idąc wzdłuż wybrzeża Morza Galilejskiego, ujrzał dwu braci: Szymona, zwanego Piotrem, i Andrzeja, brata jego, którzy zarzucali sieć w morze, byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: Pójdźcie za mną, a zrobię was rybakami ludzi!” (BW)

Widzimy jak Jezus przechodzi obok 2 młodych ludzi, którzy byli rybakami zajmującymi się swoimi sprawami i mówi „Pójdźcie za mną” a oni odkładają wszystko i idą za nim. Ta historia wydaje się dość dziwna, ponieważ nikt normalny by tak nie zrobił. Nie poszedłbyś za nieznajomym zostawiając wszystko. Ale gdybyśmy porównali to zdarzenie z Ewangelią Jana rozdział 1 zobaczylibyśmy ze Andrzej i Szymon byli uczniami Jana Chrzciciela i spotkali się z Jezusem na długo przed tym zdarzeniem opisanym w 4 rozdziale Ewangelii Mateusza. Powodem dla którego z powrotem znaleźli się w Galilei było to, że wcześniej już poszli za Jezusem w to miejsce.

To co Jezus powiedział Andrzejowi i Szymonowi nie jest zaproszeniem do wykonania pierwszego kroku w podążaniu za Jezusem, ale jest zaproszeniem by wykonali kolejny krok. Nowy krok w podążaniu za Chrystusem.

Każdy z nas może się do tego odnieść. Każdego z nas osobiste świadectwo to nie tylko to, że jednego dnia zdecydowaliśmy się zrobić krok by być zbawionymi, ale również obok nas Jezus przeszedł wiele razy i pytał się: „Czy podążysz za mną troszeczkę bliżej niż do tej pory?”, „Czy podążysz za mną dalej?”, „Czy zrobisz kolejny krok wiary?”. Za każdym razem kiedy odpowiadaliśmy na wezwanie Jezusa to nasze podążanie za Nim stawało się coraz bliższe i bliższe.

Przez całą Twoją przyszłość Jezus będzie przechodził obok Ciebie i pytał czy jesteś gotowy na wykonanie nowego kroku.

Skoro Jezus jest tak sam wczoraj, dziś i na wieki to oznacza, że nie powie „podążaj za mną” tylko do swoich uczniów 2000 lat temu, ale powie również „podążaj za mną” do mnie i do Ciebie dziś. Jeśli ktoś pyta się czy pójdziesz za nim do końca swojego życia to pojawia się inne pytanie, które powinieneś sobie zadać „Dokąd Ty idziesz?”. Zdarza się jednak, że jak chodzi o podążanie za Jezusem to nie zadajemy sobie tego pytania.

DOKĄD PODĄŻA JEZUS?
Gdzie się znajdziesz, jeśli myślisz na poważnie o podążaniu za nim?

Dużo jest na ten temat opisane w Biblii, ale jest jeden szczególny rozdział, który odpowiada na pytanie „dokąd podąża Jezus?” lepiej niż jakikolwiek inny kawałek pisma i jest nim 15 rozdział Ewangelii Łukasza. Ten rozdział pokazuje kierunek w którym idzie Jezus, wiec również kierunek w którym Ty pójdziesz idąc za Nim.

Łuk 15 zawiera 3 podobieństwa
1) o zgubionej owcy (w 4-7)
2) o zgubionej monecie (w 8-10)
3) o synu marnotrawnym (zagubionym synu) (w 11-32)

1) Łuk. 15:4-7 „Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie pozostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustkowiu i nie idzie za zgubioną, aż ją odnajdzie? A odnalazłszy, kładzie ją na ramiona swoje i raduje się, I przyszedłszy do domu, zwołuje przyjaciół i sąsiadów, mówiąc do nich: Weselcie się ze mną, gdyż odnalazłem moją zgubioną owcę! Powiadam wam: Większa będzie radość w niebie z jednego grzesznika, który się upamięta, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują upamiętania.” (BW)

2) Łuk. 15:8-10 „Albo, która niewiasta, mając dziesięć drachm, gdy zgubi jedną drachmę, nie bierze światła, nie wymiata domu i nie szuka gorliwie, aż znajdzie? A znalazłszy, zwołuje przyjaciółki oraz sąsiadki i mówi: Weselcie się ze mną, gdyż znalazłam drachmę, którą zgubiłam. Taka, mówię wam, jest radość wśród aniołów Bożych nad jednym grzesznikiem, który się upamięta.” (BW)

3) Łuk. 15:11-24 „Potem rzekł: Pewien człowiek miał dwóch synów. I rzekł młodszy z nich ojcu: Ojcze, daj mi część majętności, która na mnie przypada. Wtedy ten rozdzielił im majętność. A po niewielu dniach młodszy syn zabrał wszystko i odjechał do dalekiego kraju, i tam roztrwonił swój majątek, prowadząc rozwiązłe życie. A gdy wydał wszystko, nastał wielki głód w owym kraju i on zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł więc i przystał do jednego z obywateli owego kraju, a ten wysłał go do swej posiadłości wiejskiej, aby pasł świnie. I pragnął napełnić brzuch swój omłotem, którym karmiły się świnie, lecz nikt mu nie dawał. A wejrzawszy w siebie, rzekł: Iluż to najemników ojca mojego ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Wstanę i pójdę do ojca mego i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i przeciwko tobie, Już nie jestem godzien nazywać się synem twoim, uczyń ze mnie jednego z najemników swoich. Wstał i poszedł do ojca swego. A gdy jeszcze był daleko, ujrzał go jego ojciec, użalił się i pobiegłszy rzucił mu się na szyję, i pocałował go. Syn zaś rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i przeciwko tobie, już nie jestem godzien nazywać się synem twoim. Ojciec zaś rzekł do sług swoich: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie też pierścień na jego rękę i sandały na nogi, I przyprowadźcie tuczne cielę, zabijcie je, a jedzmy i weselmy się, Dlatego że ten syn mój był umarły, a ożył, zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się weselić.” (BW)

Trzy powyższe podobieństwa zawierają tą samą główną prawdę. By pomóc nam zobaczyć tą prawdę Jezus używając nie jednego podobieństwa, ale trzech z rzędu. Wszyscy wiemy, że cokolwiek Jezus mówi jest ważne, jednak czasem w ewangeliach widzimy jak coś powtarzał dwukrotnie by podkreślić znaczenie tego, o czym mówi, ale w Łuk 15 ta sama prawdę Jezus przedstawia 3 razy!

W każdym z tych podobieństw mamy jedną osobę reprezentującą Boga:
1) Pasterz
2) Kobieta
3) Ojciec

W każdym z tych podobieństw coś znajduje się we właściwym miejscu a coś w niewłaściwym

Właściwe miejsce       Nie właściwe miejsce
1) 99 owiec                 1 owca
2) 9 monet                  1 moneta
3) 1 syn                       1 syn

Na której z tych 2 kategorii Bóg jest szczególnie skupiony?

1) Pasterz zostawia 99 owiec na pustyni i szuka jednej zagubionej owcy aż ją znajdzie.
Serce tego pasterza nie może żyć ze świadomością, że nawet jedna pojedyncza owca, która jest jego własnością, która była kupiona przez niego zginęła. Ta myśl że coś co naprawdę należy do niego zaginęło sprawia, że zostawia on 99 owiec (czyli Ciebie i mnie) i szuka zagubionej owcy aż ją znajdzie.
2) Kobieta całkowicie skupiona na zagubionej monecie zamiast na 9 monetach, które są w jej posiadaniu.
3) Widzimy Ojca, który pomimo tego, że nie mógł powstrzymać swojego syna przed odejściem, ponieważ syn miał wolną wolę to nadal napisane jest w wersecie 20 podczas gdy syn wracał, że „gdy jeszcze był daleko, ujrzał go jego ojciec”. Co to nam mówi? Ojciec wypatrywał za swoim synem. Widzę tego ojca stojącego wpatrzonego w horyzont czekającego na ten dzień, kiedy jego zagubiony syn powróci. Dlatego, że czekał tam mógł zobaczyć swojego syna, który był jeszcze daleko i wybiec by go przywitać. Dlaczego tak zrobił? Ponieważ był zatroskany o swojego syna. Ojciec tak bardzo uczcił swojego syna, okazał mu tyle miłości, że drugi syn, który był we właściwym miejscu stał się zazdrosny.

Takiego rodzaju uwagę Bóg chce okazać zgubionym!

JEZUS W DRODZE BY ODNALEŹĆ ZAGUBIONĄ OWCĘ spogląda przez ramię, Jego oczy spotkają Twoje oczy i mówi „pójdź za mną”.

„Czy podążysz za mną tam gdzie ja idę? Ponieważ idę znaleźć zagubioną owce.”
Jeśli na poważnie chcemy podążać za Jezusem to właśnie tam za nim pójdziemy – do zgubionych.
Prawdziwym znakiem, że naprawdę idziesz za Jezusem jest to, że główna pasją Twojego życia stanie się znajdowanie zgubionych ludzi (nie ograniczaj tego do pracy ewangelisty).

Może myślisz sobie „ja naprawdę nie mam takiej miłości do zgubionych”, całe szczęście dopiero zaczynamy ten temat. Modle się, że jak będziemy przechodzić przez niego to Bóg ukształtuje i powiększy Twoje serce dla zgubionych. 

Łuk 19.10 „Przyszedł bowiem Syn Człowieczy, aby szukać i zbawić to, co zginęło.” (BW)

PODĄŻANIE ZA JEZUSEM OZNACZA SZUKAĆ, ZNALEŹĆ I URATOWAĆ TO, CO ZGINĘŁO.

Dlaczego mówimy innym o Jezusie cz.2

•2009/10/26 • Dodaj komentarz

W Dziejach Apostolskich jak Duch Święty został wylany to uczniowie nie zostali tam gdzie byli, ale wybiegli na ulice! Nie zostali w zamkniętym pokoju ciesząc się cudowną i piękną obecnością Ducha Świętego, ale wybiegli do zwykłych ludzi!

Uczniowie nie siedzieli w pokoju mówiąc: „Oooo czuje coś”, „Ooo Boże daj mi kolejną dawkę siebie”, „To jest lepsze niż narkotyki”, „Potrzebuje więcej tego, większą dawkę Boże”. W dzisiejszych czasach wielu chrześcijan tak się właśnie się zachowuje.

Zachowując się w taki sposób robimy się dziwnymi ludźmi, odizolowanymi całkowicie od społeczeństwa, żyjąc nasze życie według naszych własnych zasad i robiąc się całkowicie niemożliwi do zrozumienia przez każdego z poza murów kościoła. Bóg nigdy nie chciałby to wyglądało w taki sposób.

Bóg zamierzył, że wyleje swojego Ducha na swój raczkujący kościół i tej samej sekundzie, kiedy uczniowie zostaną uderzeni tą mocą wybiegną na ulice i zaczną mówić językiem zwykłych ludzi.

Ja wierze w mówienie innymi językami, ale jestem przekonany, że w Dziejach Apostolskich chodziło o coś więcej niż tylko o dar mówienia językami. Celem nie było to by uczniowie w Bożej obecności mogli się pomodlić językami, ale to co stało gdy wybiegli z miejsca w którym byli.

Gdy kościół wybiegł na ulicę okazało się, że dostał dar komunikowania ewangelii każdej poszczególnej osobie dookoła. Ludzie na ulicach byli zaskoczeni, ponieważ pomimo tego, że byli z rożnych narodów i środowisk to słyszeli jak uczniowie w ich własnym języku chwalili Boga opowiadając o tym czego On dokonał.

Kiedy Duch Święty przyjdzie na Ciebie otrzymasz umiejętność i moc by komunikować ewangelię Jezusa Chrystusa do grupy ludzi, do której Jezus pośle Cie w przyszłości!

Może będziesz pracował z dziećmi, dlatego potrzebujesz obecności Ducha Świętego i umiejętności by komunikować ewangelię dzieciom. W Duchu Świętym Ty już masz tą umiejętność! Jeśli jesteś powołany do pracy z młodymi ludźmi to będziesz potrzebował namaszczenia by komunikować ewangelię do tej grupy ludzi. Może jesteś powołany by być misjonarzem, by wyjeżdżać albo przeprowadzić się poza granice własnego kraju i do tego potrzebujesz mocy i namaszczenia Ducha Świętego by komunikować ewangelię do tej grupy ludzi.

W dzień pięćdziesiątnicy (Zielonych Świąt) Bóg pokazał, że właśnie to chce zrobić z każdym wierzącym. Chce dać każdemu wierzącemu umiejętność komunikowania ewangelii.

Bóg w Biblii powtarza 5 razy: Idź, uczyń siebie dostępnym by komunikować ewangelię Jezusa Chrystusa a jak będziesz to robił to Ja dam Ci moc byś mógł efektywnie ją komunikować do tej grupy ludzi do której Cię posłałem.

Kościoły są bardzo dobre w ogłaszaniu „Zdobędziemy miasto dla Jezusa!” i wszyscy na to mówią „Amen”, ale jeśli ktoś spytał by się „w jaki sposób tego dokonamy?” to przeciętna odpowiedz mogłaby brzmieć „nie mamy pojęcia, więc po prostu ogłaszajmy, że je zdobędziemy”.

Są tysiące ludzi, których ja nigdy nie spotkam, ale wy ich spotkacie! Jeśli tylko spojrzycie na siebie i na waszą przyszłość z tej właśnie perspektywy to wtedy tysiące ludzi może być dotkniętych ewangelią, której w innym wypadku mogliby nigdy nie usłyszeć.

Jak mogę uwielbić Boga? Jak mogę wyrazić wdzięczność za to wszystko co mi dał? Za to, że odpuścił mi wszystkie moje grzechy, że uczynił mnie swoim dzieckiem. Aż chce się upaść na kolana i powiedzieć „Boże, w jaki sposób mogę Ci pokazać moją wdzięczność i miłość?” i wszystko, co mogę usłyszeń w głębi mojego serca jest:

„Idź na cały świat, a jak pójdziesz to Ja będę z Tobą”.

Dziś Bóg mówi dokładnie to samo do Ciebie!

Będzie namaszczenie nad Twoim życiem by zdobywać ludzi.

Jeśli jeszcze nie żyjesz lub jeśli jeszcze nie patrzyłeś na siebie w taki sposób, to przegapisz przygodę swojego życia, jeśli przeżyjesz swoje chrześcijańskie życie w zamknięciu i ukrywaniu swojej wiary przed innymi ludźmi. Dość szybko zaczniesz zadawać pytania:

„Boże, czemu czuje się w tym nieswojo?”,
„Czemu to chrześcijaństwo wydaje się takie płytkie?”,
„Boże, czemu ciągle czuje się nieusatysfakcjonowany?”,
„Boże, dlaczego czuje się sfrustrowany w moim chodzeniu z Tobą?”

a odpowiedz będzie jedna:
„Nie żyjesz tym czym żyje Jezus, nie podążasz za Nim tam gdzie On idzie”.

Całe szczęście, my nie będziemy takimi ludźmi, ale będziecie z tych, w których sercach płonąć będzie Boży ogień miłości do innych ludzi!

Dlaczego mówimy innym o Jezusie

•2009/10/24 • 2 komentarzy

Głównym celem Twojego życia z Bogiem powinni być inni ludzie…
Ty zetkniesz się z ludźmi, z którymi ja nigdy się nie zetknę, być może nikt inny po za Tobą nie będzie miał okazji poznać ich z Jezusem. Właśnie, dlatego Bóg zaplanował Ciebie byś był Jego naczyniem, przez które inni ludzie będą mogli poznać go.

Być może dla Ciebie to nie jest problemem, ponieważ przyprowadziłeś już kilku ludzi do Jezusa.
Być może nigdy w życiu tego nie robiłeś, ponieważ myślisz o sobie ze jesteś zbyt nieśmiały i nie masz odpowiedniej do tego osobowości lub, że nie jesteś ewangelistą.
No cóż w życiu z Bogiem przeważnie chodzi o zmianę swojej osobowości by być bardziej podobnym do Niego. Chodzi o to byś był takim jak Bóg stworzył Cie w środku byś był, nawet jeśli Twoja osobowość lub doświadczenie mogą podnosić się przeciwko temu.

Jezus po zmartwychwstaniu przebywał z uczniami przez 40 dni nauczając ich o Królestwie Bożym. Czy nie jest to dziwne, że z całego tego nauczania w Biblii znalazło się raptem kilka zdań? Prawdopodobnie te kilka linijek będzie najważniejszymi myślami z tych 40 dni z Jezusem.

Spojrzymy teraz na wielkie posłannictwo w 4 Ewangeliach i w Dziejach Apostolskich. Zauważcie proszę, że wszystkie te fragmenty pisma mają 2 cechy wspólne:
1) Przykazanie: By iść do ludzi z Ewangelią
2) Obietnicę: Pomocy Ducha Świętego kiedy pójdziemy

Mat 28.18-20 „A Jezus przystąpiwszy, rzekł do nich te słowa: Dana mi jest wszelka moc na niebie i na ziemi. IDŹCIE tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego Ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. A oto JA JESTEM Z WAMI po wszystkie dni aż do skończenia świata.” (BW)

Mar 16.15-20 „I rzekł im: IDĄC na cały świat, GŁOŚCIE EWANGELIĘ wszystkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony. A takie znaki będą towarzyszyły tym, którzy uwierzyli: w imieniu moim demony wyganiać będą, nowymi językami mówić będą, Węże brać będą, a choćby coś trującego wypili, nie zaszkodzi im. Na chorych ręce kłaść będą, a ci wyzdrowieją. A gdy Pan Jezus to do nich powiedział, został wzięty w górę do nieba i usiadł po prawicy Boga. ONI zaś POSZLI i wszędzie kazali, A PAN IM POMAGAŁ i potwierdzał ich słowo znakami, które mu towarzyszyły.” (BW)

Łuk 24.46-49 „I rzekł im: Jest napisane, że Chrystus miał cierpieć i trzeciego dnia zmartwychwstać I że, począwszy od Jerozolimy, w imię jego MA BYĆ GŁOSZONE wszystkim narodom upamiętanie dla odpuszczenia grzechów. WY JESTEŚCIE ŚWIADKAMI tego. A oto Ja zsyłam na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż zostaniecie PRZYOBLECZENI MOCĄ Z WYSOKOŚCI.” (BW)

Jan 20.21-23 „I znowu rzekł do nich Jezus: Pokój wam! Jak Ojciec mnie posłał, tak i JA WAS POSYŁAM. A to rzekłszy, tchnął na nich i powiedział im: WEŹMIJSCIE DUCHA ŚWIĘTEGO. Którymkolwiek grzechy odpuścicie, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są zatrzymane.” (BW)

Dz.Ap. 1.8 „Ale WEŹMIECIE MOC Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was, I BĘDZIECIE MI ŚWIADKAMI w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi.” (BW)

To były słowa Jezusa do ludzi, którzy podążali za Nim. Dlatego, że Jezus się nie zmienia to te słowa są również przykazaniem dla Jego naśladowców i uczniów we wszystkich wiekach.

Nie możemy śmiało przywłaszczyć sobie obecności Ducha Świętego i pomocy Jezusa Chrystusa jeśli w ogóle nie jesteśmy zainteresowani wychodzeniem do ludzi i dzieleniu się z nimi dobrą nowiną. Obietnica Bożej obecności jest połączona z przykazaniem wyjścia do ludzi z ewangelią. Jeśli to robimy to możemy odważnie trzymać się obietnicy Bożej obecności i pomocy Ducha Świętego.

Nie jestem przekonany, że możemy śmiało trzymać się obietnicy pomocy Ducha Świętego, modlić się by Bóg był z nami, nad nami i by namaszczał nas, jeśli w ogóle nie jesteśmy zainteresowani by dzielić się Jezusem Chrystusem ze światem dookoła nas. Po prostu nie spełniamy wymagań! „Idźcie a Ja będę z wami”, „Głoście ewangelię a ja będę ją potwierdzał”, „Jesteście świadkami, dlatego dam wam moc z wysokości”.

Moc nie jest Ci dana tylko byś mogli doświadczyć cudownego Bożego dotyku i byś miał ciarki na całym ciele, to nie celem mocy i namaszczenia Ducha Świętego. Celem mocy Bożej nad Twoim życiem jest zrobienie z Ciebie efektywnego świadka ewangelii Jezusa Chrystusa.

To wyjście do ludzi, to wygrywanie ludzi dla Boga nie jest ograniczone tylko do ewangelistów. To jest powołanie każdego wierzącego. Nie ważne co będziesz robił w swoim życiu, ale zawsze powinno to być związane z wygrywaniem ludzi dla Boga.

Może Bóg powołał Cie do muzyki, polityki, sztuki, nauki, pełnoetatowej służby dla Niego, bycia nauczycielem, doktorem, dziennikarzem do czegokolwiek, ale ostatecznie NAJWAŻNIEJSZYM CELEM TWOJEGO ŻYCIA POWINNO BYĆ KOMUNIKOWANIE EWANGELII ludziom, którzy jeszcze jej nie słyszeli.

Możesz to zrobić na tysiąc różnych sposobów, używając do tego różnych metod i środków przekazu, ale to powinna być Twoja najważniejsza pasja w życiu. Głoszenie ewangelii jest powodem, dla którego Bóg powierzył Ci moc i obecność Ducha Świętego.

Dlaczego czytamy Biblię cz.5

•2009/10/14 • 1 komentarz

5) Słowo Boże jest lekarstwem

Przp 4.20-24 „Synu mój, zwróć uwagę na MOJE SŁOWA; nakłoń ucha do moich mów! Nie spuszczaj ich z oczu, zachowaj je w głębi serca, Bo SĄ życiem dla tych, którzy je znajdują, i LEKARSTWEM DLA całego ich CIAŁA. Czujniej niż wszystkiego innego strzeż swego serca, bo z niego tryska źródło życia! Czujniej niż wszystkiego innego strzeż swego serca, bo z niego tryska źródło życia!” (BW)

- Uważnie Słuchaj Słowa -> Kiedy jesteś na spotkaniu kościoła i słuchasz głoszonego Słowa bądź zainteresowany i aktywny. Nie ważne ile razy wcześniej już słyszałeś to kazanie, po prostu pamiętaj, że Bóg zawsze ma dla Ciebie świeży pokarm. Łuk 8.18 „Baczcie więc, jak słuchacie; albowiem temu, który ma, będzie dodane, a temu, który nie ma, i to, co sądzi, że ma, zostanie odebrane.” (BW)

- Nie spuszczaj Słowa z oczu -> Przynoś Biblię na spotkania kościoła! Nie ważne ile razy przeczytałeś dany werset, ale za każdym razem kiedy go czytasz możesz znaleźć w nim coś, coś czego nigdy wcześniej w nim nie widziałeś. Niech to co mówi Słowo na Twój temat stanie się dla Ciebie bardziej prawdziwe niż to co możesz zobaczyć fizycznymi oczyma.

- Zachowuj Słowo w swoim sercu -> Strzeż Słowa! Broń i pielęgnuj zasiane Słowo w Twoim sercu, podlewaj je. Podlewaj to Słowo modlitwą i wyznawaniem go na głos.

Wtedy to Słowo stanie się życiem i lekarstwem dla Ciebie!

Życie Boże wypływa z Twojego serce, kiedy Ty umieszczasz w nim Słowo Boże.

Jan 7.38 „Kto wierzy we mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej.” (BW)

Nie z zewnątrz, ale z Twojego ducha (z wewnątrz Ciebie) popłynie Boże życie. Ludziom czasem się wydaje, że Boże życie jest gdzieś daleko, ale ono zostało umieszczone w duchu każdego wierzącego.

Słowo Boże objawia to co już zostało dane każdemu wierzącemu w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa i uwalnia z jego serca błogosławieństwo którym jest uzdrowienie. Życie i Zdrowie zostały Ci dane i wypływają z Twojego ducha.

Kiedy rozumiesz, że Jezus tak bardzo Cie kochał, że zabrał Twoje grzechy byś mógł otrzymać przebaczenie wtedy widzisz, że Ty sam z siebie nie musisz się spinać by to przebaczenie było rzeczywistością w Twoim życiu. Ono zostało Ci dane za darmo i Ty po prostu je przyjmujesz jako dar do swojego życia i dokładnie tak samo jest z uzdrowieniem! Jezus już raz na zawsze poniósł choroby na krzyż, dlatego Ty nie musisz ich już nosić. Jego ranami zostaliśmy uzdrowieni ponad 2000 lat temu!

Iz 53.4 „Lecz on nasze choroby nosił, nasze cierpienia wziął na siebie (…)” (BW)
Iz 53.5  „(…) jego ranami jesteśmy uleczeni.” (BW)
Mat 8.17 „On niemoce nasze wziął na siebie i choroby nasze poniósł.” (BW)
1 Pio 2.24 „jego sińce uleczyły was.” (BW)

Może mówisz „Tak trudno mi zobaczyć siebie uzdrowionym”. Właśnie dlatego potrzebujesz Słowa, ono Ci pomoże! Ono objawi Ci prawdę i zobaczysz siebie uzdrowionym Jego ranami. Nie będziesz się wtedy starał być uzdrowionym po prostu zobaczysz, że już jesteś uzdrowiony i wtedy zaczniesz chodzić w tej prawdzie, ponieważ jesteś uzdrowiony.

Kiedy czytasz Iz 53 możesz zobaczyć jak Jezus poniósł nasze grzechy i choroby, dlatego tak samo jak otrzymałeś zbawienie możesz otrzymać uzdrowienie. Słowo Boże objawi Ci tą prawdę, kiedy wiara będzie zasiewana w Twoim sercu.

Ps. 107:20 „Posłał słowo swoje, aby ich uleczyć I wyratować ich od zagłady.”

W jaki sposób Bóg Cie uzdrawia? Przez posłanie swojego Słowa! Nie będziesz uzdrowiony tylko przez moc Ducha Świętego, Słowo jest potrzebne by Duch Święty mógł coś wykonać. Duch Święty działa w zgodzie ze Słowem i kiedy Ty nie znasz Słowa to nie wiesz co Duch Święty robi. Tak samo w stworzeniu Duch Święty unosił się nad powierzchnią wód i Bóg powiedział „niech się stanie światłość” i stała się. Dziś Bóg mówi „niech się stanie uzdrowienie!” i Słowo Boże jest uzdrowieniem dla Ciebie.

My nie potrzebujemy więcej Ducha Świętego, ale więcej Słowa, więcej wiary w Słowo. Ponieważ kiedy jest wiara w Słowo to nie ma żadnej przeszkody dla Ducha Świętego by mógł coś zrobić.

Łuk 6.17-19 „I zstąpił z nimi w dół, i zatrzymał się na równinie, również liczne rzesze uczniów jego i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i Jerozolimy, i znad morza, z Tyru i Sydonu, którzy PRZYBYLI, ABY go SŁUCHAĆ I DAĆ SIĘ WYLECZYĆ ze swych chorób; A także dręczeni przez duchy nieczyste byli uzdrawiani. A cała rzesza pragnęła się go dotknąć, dlatego że MOC wychodziła z niego i UZDRAWIAŁA WSZYSTKICH.” (BW)

Dlaczego moc uzdrowiła wszystkich? Ponieważ oni przyszli słuchać Słów Jezusa, przyszli usłyszeć ewangelie.

Rzym. 1:16 „nie wstydzę się ewangelii Chrystusowej, jest ona bowiem mocą Bożą ku zbawieniu każdego, kto wierzy” (BW)

Jeśli masz problemy z chorobą lub jakąś słabością w swoim ciele to zastosuj Słowo Boże jak lekarstwo. Dokładnie tam samo jak każdą inną tabletkę. Od tabletki nie oczekujesz natychmiastowego cudu, ale stopniowej poprawy kondycji Twojego ciała.

Kiedy bierzesz antybiotyki musisz je brać przez kilka dni o konkretnych porach. Niewolno Ci przestać zażywać ich w połowie kuracji i stwierdzić „to nie działa”. Zrób to samo ze Słowem. Jedz je kilka razy dziennie, rozmyślaj nad nim i nie poddawaj się. W taki sposób będziesz żył resztę swojego życia, ponieważ zawsze znajdzie się coś, co będzie próbowało zaatakować Twoje ciało, dlatego poświęć czas by przygotować się, by Słowo głęboko zapadło w Twoim duchu.

Dlaczego czytamy Biblię cz.4

•2009/10/11 • Dodaj komentarz

4) Słowo Boże czyni z Ciebie osobę, która ma powodzenie w tym co robi (dobre prosperowanie)

To jest prawda, że Słowo Boże czyni z Ciebie dobrze prosperującą osobę, ale nie zawsze ta prawda jest nauczana we właściwy sposób.

Joz 1.8 „Niechaj nie oddala się księga tego zakonu od twoich ust, ale rozmyślaj o niej we dnie i w nocy, aby ściśle czynić wszystko, co w niej jest napisane, bo wtedy poszczęści się twojej drodze i wtedy będzie ci się powodziło.” (BW)

W ang. “(…) bo wtedy ty sprawisz, że na twojej drodze będzie powodzenie i wtedy będziesz miał sukces.” (NKJV)

Kiedy czytasz o księdze zakonu to nie myśl tylko o księgach Mojżeszowych (hebr. Tora). Zazwyczaj Tora było tłumaczone, jako prawo, ale naprawdę Tora oznacza nauczanie (w skład tego nauczania mogą wchodzić przykazania). Czyli naszą księgą zakonu dziś jest Biblia.

Większość ludzi uważa, że kiedy czytasz Słowo to Bóg automatycznie daje Ci powodzenie, ale w tym wersecie napisane jest coś innego:

1. Jeśli Ty zachowasz słowa tej księgi w swoich ustach:
a) Wyznawaj Słowo Boże na głos. Powinieneś nauczyć się na pamięć wersetów, które mają duże znaczenie dla Ciebie byś mógł je później mówić na głos, wyznawać w wierze, modlić się nimi,
b) Wszystko co wychodzi z Twoich ust powinno być w zgodzie z Biblią (np. nie przeklinasz, nie mówisz źle o innych ludziach itp.).

2. Jeśli Ty będziesz rozmyślał o słowach tej księgi.
Kiedy Słowo Boże staje się ważną częścią Twojego życia to zaczniesz myśleć o nim, będziesz mógł siedzieć przed Słowem i rozmyślać o nim. Będziesz zadawać sobie potania:
- Jak wygląda moje życie w odniesieniu do tego Słowa?
- Jak mogę zmienić moje życie?
Zaczniesz myślisz o sobie samym z perspektywy tego co napisane jest w Biblii o Tobie.

Kiedy zachowujesz Słowo Boże w swoich ustach i rozmyślasz o nim to wtedy będziesz wstanie:
3. Ściśle czynić to co jest napisane w Słowie (będzie w Tobie moc byś mógł być posłuszny Słowu).

Kiedy będziesz ściśle czynić to co jest napisane w Słowie wtedy:
4. Ty sprawisz, że na Twojej drodze będzie powodzenie i wtedy będziesz miał sukces
Bóg mówi w swoim Słowie, że Słowo Boże przyniesie Ci powodzenie dlatego, że Ty uczyniłeś Twoje życie powodzeniem.

Bóg daje Ci powodzenie przez to, że wypowiada swoje twórcze Słowo do Ciebie. Tym samym Słowem stworzył cały wszechświat! Twoim zadaniem jest przyjąć to Słowo i działać na jego podstawie. Dostałeś coś w prezencie, ale Ty musisz to wziąć, ugryźć, pogryźć i połknąć.

Bóg daje Ci nasienie, pokarm który masz zjeść. Otrzymasz to o czym mówi Słowo, ale Ty sam musisz to wziąć i przyjąć. To właśnie nazywa się wiara. W wyniku przyjętego Słowa Ty zmienisz swój sposób życia. Twoje życie zmienia się z katastrofy w danej dziedzinie w życie pełne powodzenia i sukcesu.

Dlatego w liście do Jakuba czytamy „wiara bez uczynków jest martwa” (Jak 2.20). Martwa to znaczy nie użyteczna. Ty masz wiarę, ale ona nie działa, nie ma żadnego efektu Twej wiary.

Joz 1.8 „Niechaj nie oddala się księga tego zakonu od twoich ust, ale rozmyślaj o niej we dnie i w nocy, aby ściśle czynić wszystko, co w niej jest napisane, bo wtedy ty sprawisz, że na twojej drodze będzie powodzenie i wtedy będziesz miał sukces.” (NKJV)

Te werset nie mówi o wygraniu 2.000.000 zł w lotto, ale mówi o zmienieniu sposobu w jaki żyjesz tak byś mógł cieszyć się Bożym błogosławieństwem.

1. Mów
2. Rozmyślaj
3. Bądź posłuszny
1+2+3 = Ty sprawisz, że na Twojej drodze będzie powodzenie (zmieniasz sposób życia)

BŁOGOSŁAWIEŃSTWO nie JEST wygraną na loterii, ale jest EFEKTEM ZMIENIONEGO ŻYCIA.

PS 1.1-3 „Szczęśliwy mąż, który nie idzie za radą bezbożnych Ani nie stoi na drodze grzeszników, Ani nie zasiada w gronie szyderców, Lecz ma upodobanie w zakonie Pana I zakon jego rozważa dniem i nocą. Będzie on jak drzewo zasadzone nad strumieniami wód, Wydające swój owoc we właściwym czasie, Którego liść nie więdnie, A wszystko, co uczyni, powiedzie się. (BW)

Rozkoszuj się Słowem Bożym i trzymaj się daleko od grzechu wtedy będziesz jak drzewo zasadzone nad strumieniami wód. Strumień życia Bożego przepływa przez Twoje życie i Ty wydajesz owoc. Nie zmuszasz się i wysilasz by wydać owoc, po prostu owoc rośnie na Tobie i jeśli tylko zostaniesz przy wodzie (Słowie) to wydasz go, ale bez Słowa stracisz kolor i zwiędniesz.

To nie jest prawdą, że jeśli tylko wierzysz w Jezusa to wszystko co dobre automatycznie spadnie z nieba na Ciebie. Bóg ze swojej strony w Jezusie na krzyżu zapewnił Ci już wszystko czego potrzebujesz. Teraz Ty musisz coś zrobić ze swojej strony by te rzeczy, które Bóg już Ci dał zmaterializowały się w Twoim życiu.

Słuchaj Słowa, strzeż go, działaj na podstawie niego i bądź błogosławiony!

Osobiste życie z Bogiem (Ulf Ekman)

•2009/10/05 • 8 komentarzy

Wielu ludzi prowadzi aktywne, wymagające i stresujące życie, dlatego trudno jest im rozwinąć swoje codzienne życie z Bogiem. Wielu chciałoby wyjechać na obóz chrześcijański i oddać się w ciszy modlitwie i czytaniu Biblii, ale trudno jest im chodzić z Panem w codziennym życiu. Zamiast próbować, poddają się i żyją w ciągłym poczuciu porażki, dodatkowo czują jak ich duchowe życie staje się coraz bardziej rozmydlone. Może znalazłeś się właśnie w takiej sytuacji i zadajesz sobie pytanie co powinieneś zrobić?

Każdy z nas ma różne nawyki, swój własny temperament oraz sposoby wyrażania siebie samego, dlatego jeśli chcesz by Twoje życie z Panem na długą metę było udane to musi ono odpowiadać Twojej własnej osobowości. Zarazem nie możesz żyć w oparciu o emocje i uczucia, ale powinieneś wyrobić w sobie „święte nawyki”. Możesz, żyć zdyscyplinowanym życiem i nie wpaść w legalizm (czyli uczynkowość w której Twoje serce nie jest zaangażowane w to co robisz).

Legalizm jest pierwszym zabójcą radości w życiu, dlatego ważnym jest byś wiedział, że Twoje codzienne życie z Panem nie jest duchowym ćwiczeniem albo duchową dietą w której powinieneś żyć, ale jest relacją z osobą. To sam Jezus każdego poranka przychodzi do Ciebie i pragnie spędzić z Tobą czas. Jezus chce byście w kochający sposób spędzili kilka wspaniałych minut w społeczności razem.

Oto kilka praktycznych rad dla tych z was, którzy nie mają możliwości z samego rana spędzić godziny z Panem lub nie są wstanie wygospodarować większej ilości czasu popołudniu:

Kiedy się obudzisz powiedz: JEZU i kiedy będziesz wstawał z łóżka po prostu powoli powtarzaj Jego imię.

Potem wyciągnij rękę w kierunku Biblii (zaraz po tym jak wyłączysz budzik) i przeczytaj jeden lub dwa wersety nie więcej.

Potem po cichu módl się na językach w drodze pod prysznic. To sprawia, że Twój wewnętrzny człowiek zaczyna uwielbiać, zamiast rozmyślać na temat zmartwień dnia dzisiejszego.

Zawsze módl się przed jedzeniem i w krótki sposób powierz Bogu tematy, które dzisiaj są przed Tobą i cały Twój dzień.

Postaraj się znaleźć przynajmniej 10 min modlitwy i czytania Słowa zanim wybiegniesz do pracy.

Miej przy sobie zawsze kieszonkowy Nowy Testament i czytaj go w autobusie, toalecie, przerwach w pracy.

Zainstaluj sobie Biblię na komputerze byś od czasu do czasu w ciągu dnia mógł przeczytać sobie wersecik.

Postaraj się o ile jest to możliwe byś przynajmniej co każdy drugi rok przeczytał całą Biblię. Nawet jeśli Ci się to nie uda to i tak przeczytasz dużo.

Ulf Ekman stara się przeczytać Biblię od deski do deski w co drugim roku swojego życia. W latach pomiędzy zajmuje się głębokim studiowaniem jednej z ksiąg Nowego Testamentu (2 Lata temu studiował Ewangelię Jana, a w tym roku studiuje List do Efezjan).

Postaraj się byś zawsze modlił się i dziękował Bogu przed jedzeniem. Nie jesteśmy zwierzętami by bezmyślnie rzucać się na jedzenie, ale powinniśmy dziękować Bogu za każdy dar, który nam daje.

Módl się krótkimi i bardzo konkretnymi modlitwami, często po cichu. W specjalnych sytuacjach w pracy lub za szczególnych ludzi módl się bardzo konkretnie i nie czekaj (nie trać okazji) by się pomodlić, może to być kilka słów.

Postaraj się chodzić na spotkania modlitewne w Twoim kościele i czynnie spotykaj się w grupach domowych lub modlitewnych.

Postaraj się wygospodarować trochę czasu na wieczorną modlitwę. Dobrze jest, jeśli zrobisz to wczesnym wieczorem razem z członkami Twojej rodziny, ponieważ „RODZINA KTÓRA MODLI SIĘ RAZEM ZOSTAJE RAZEM”

Jeśli lubisz czytać w łóżku przed spaniem to zakończ to czytanie czytaniem Biblii, byś zasypiał z wersetami w swojej głowie a nie jakąś powieścią lub artykułem.

Potem powoli powtarzaj imię JEZUS… aż zaśniesz.

Nie staraj się wprowadzić tych wszystkich rad na raz do swojego życia. Weź kilka z nich, wypróbuj i nie zniechęcaj się jeśli nie zadziałają od razu. Z upływem czasu zobaczysz, że Twój dzień będzie coraz bardziej i bardziej wypełniony obecnością Pana.

Modlitwa jest rozmową z Bogiem, a On jest zawsze przy Tobie ponieważ chce spędzać czas z Tobą. Modlitwa jest czymś wspaniałym tylko dlatego, że Jezus jest tak bardzo wspaniały.

Jak umieszczać Słowo Boże w swoim sercu

•2009/10/01 • 1 komentarz

Jan 15.7 „Jeśli żyjecie we mnie [trwacie podłączeni do mnie] i moje słowa przebywają w was i stale są żywe w waszych sercach. Proście o cokolwiek byście chcieli a stanie się wam.” (AMP)

Wspaniała obietnica! Jeśli tylko jesteś w bliskiej relacji z Jezusem i Jego Słowo przebywa w Twoim sercu to nie ma dla Ciebie ograniczeń! Prosisz i otrzymujesz.

W takim razie odpowiedzmy sobie na pytanie w jaki sposób można umieszczać Boże Słowo w swoim sercu:

a) SŁUCHASZ

Łuk 8.15 „A to, które padło na dobrą ziemię, oznacza tych, którzy szczerym i dobrym sercem usłyszawszy słowo, zachowują je i w wytrwałości wydają owoc.” (BW)

Słuchanie związane jest również z Twoim nastawieniem. Powinieneś słuchać z szczerym i dobrym sercem, czyli pozwalasz by te Słowa pracowały w Tobie i zmieniały Ciebie. Słuchasz jak uczeń, który chce się czegoś nauczyć.

Łuk 11.28 „Błogosławieni są raczej ci, którzy słuchają Słowa Bożego i strzegą go.” (BW)

Błogosławieni czyli szczęśliwi są wszyscy Ci którzy słuchając Słowa i również go strzegą (są mu posłuszni i je wykonują)

Rz 10.17 „Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa.” (BT)

Jeśli chce by moja wiara rosła w jakiejś konkretnej dziedzinie (np. uzdrowienia) to pierwszym krokiem jest słuchanie Słowa Bożego związanego z tą właśnie dziedziną mojego życia. To Słowo Boże produkuje wiarę w moim życiu.

b) CZYTASZ

5 Moj. 17:18-19 „A gdy zasiądzie na swoim królewskim tronie, niech sporządzi sobie na zwoju odpis tego prawa od kapłanów, Lewitów. I będzie go miał u siebie, i będzie go czytał przez wszystkie dni swojego życia, aby nauczyć się bojaźni Pańskiej, przestrzegania wszystkich słów tego Prawa i spełniania tych wszystkich przepisów,” (BW)

Król miał czytać Słowo by być przykładem dla całego ludu! Codzienny plan czytania Biblii może być użytecznym narzędziem by pomóc Ci czytać całe Słowo. Czytanie pomaga Ci wyrobić pogląd na całą Biblię, poszczególne księgi i różne tematy.

Obj 1.3 „Błogosławiony ten, który czyta, i ci, którzy słuchają słów proroctwa i zachowują to, co w nim jest napisane” (BW)

Powyższy werset nie dotyczy tylko księgi Objawienia, ale również całej Biblii.

c) STUDIUJESZ

Przyp 2.1-5 „Synu mój! Jeżeli przyjmiesz moje słowa i zachowasz dla siebie moje wskazania, Nadstawiając ucha na mądrość i zwracając serce do rozumu, Jeżeli przywołasz rozsądek i donośnie wezwiesz roztropność, Jeżeli szukać jej będziesz jak srebra i poszukiwać jej jak skarbów ukrytych, Wtedy zrozumiesz bojaźń Pana i uzyskasz poznanie Boga” (BW)

Kiedy spełnisz wszystkie „jeżeli” wtedy zrozumiesz bojaźń Pana i uzyskasz poznanie Boga! Studiowanie to coś więcej niż tylko uważne czytanie. Studiowanie to kopanie głęboko by dokopać się do ukrytych w Słowie skarbów. Kiedy pobieżnie czytasz Słowo to czasem wpadniesz na małą bryłkę złota, ale prawdziwy skarb jest ukryty głęboko. Masz obietnice do Pana, że jeśli szukasz to znajdziesz, dlatego bądź jak Indiana Jones, który jest gotowy przejść przez wszystko by tylko zdobyć skarb!

Weź jedną księgę albo werset, lub jedno słowo np. „łaska” i zacznij szukać co to słowo znaczy (może ma więcej niż jedno znaczenie) sprawdź w jakich miejscach w Biblii jest to słowo używane i w jakim kontekście. Możesz skorzystać z słowników biblijnych, komentarzy, konkordancji. Możesz przeczytać książkę dotyczącą tego tematu. Módl się i wołaj do Pana o zrozumienie, przyglądaj się tematowi z różnych stron i kątów. Po prostu szukaj, kop a znajdziesz!

Jezus studiował Słowo! W Łuk 2.39-52 możemy przeczytać jak Jezus już w wieku 12 letni siedział z nauczycielami w świątyni i dyskutował na temat Słowa.

d) UCZYSZ SIĘ NA PAMIĘĆ

5 Moj 11:18 „Przyjmijcie zatem te moje słowa do swego serca i do swojej duszy i przywiążcie je jako znak do swojej ręki, i niech będą jako opaska między waszymi oczyma;” (BW)

Przyp 7.1-3 „Synu mój! Strzeż moich słów i zachowuj moje przykazania u siebie! Strzeż moich przykazań, a będziesz żył, strzeż mojego wskazania jak swej źrenicy! Przywiąż je do swoich palców i wypisz je na tablicy swojego serca!” (BW)

W Mat 4.1-10 czytamy o tym jak Jezus jest kuszony na pustyni przez diabła. Na każde pokuszenie odpowiada cytatem z Biblii! Jezus znał wersety na pamięć, dlatego umiał sobie poradzić w trudnej sytuacji!

e) ROZMYŚLASZ NAD SŁOWEM

PS 1.1-3 „Szczęśliwy mąż, który (…) ma upodobanie w zakonie Pana I zakon jego rozważa dniem i nocą. Będzie on jak drzewo zasadzone nad strumieniami wód, Wydające swój owoc we właściwym czasie, Którego liść nie więdnie, A wszystko, co uczyni, powiedzie się.” (BW)

Joz 1.8 „Niechaj nie oddala się księga tego zakonu od twoich ust, ale rozmyślaj o niej we dnie i w nocy, aby ściśle czynić wszystko, co w niej jest napisane, bo wtedy poszczęści się twojej drodze i wtedy będzie ci się powodziło.” (BW)

Po śmierci Mojżesza Jozue ma wprowadzić naród wybrany do Ziemi Obiecanej by ją zdobyć. Dlatego we wcześniejszych wersetach Bóg bardzo mocno zachęca Jozuego, ponieważ wie, że przed Jozuem trudny czas i aby miał siłę i był wstanie sprostać zadaniu Bóg daje mu wskazówkę: ROZMYŚLAJ! Potrzebujemy rozmyślać nad Bożym Słowem by być wstanie żyć zgodnie z nim.

Flp 4:8 „Wreszcie, bracia, myślcie tylko o tym, co prawdziwe, co poczciwe, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne, co jest cnotą i godne pochwały.” (BW)

 

Możesz w domu mieć całą lodówkę pełną jedzenia, ale nie przyniesie Ci ono korzyści dopóki go nie zjesz. Dlatego bierzesz talerz z jedzeniem i sztućce. Jesz powoli dobrze przeżuwając pokarm a następnie połykasz go i dopiero wtedy ten pokarm przynosi korzyść Twojemu ciału.

Słowo jest pokarmem dla Twojego ducha i działa dokładnie tam samo jak naturalne jedzenie dla Twojego ciała. Dlatego właśnie musisz je jeść każdego dnia.

Możesz wziąć jeden talerz (rozdział), ale nie połykasz całego talerza na raz. Czytasz rozdział by mieć ogólny pogląd na niego a następnie bierzesz sztućce i wykrawasz jeden werset, który przeżuwasz (studiujesz, myślisz, mówisz nagłos) tak długo aż będziesz wstanie go spokojnie połknąć. W pewnym momencie jedzenie to będzie wewnątrz Ciebie i wzmocni Twego ducha.

Tajemnica Królestwa Bożego

•2009/09/27 • Dodaj komentarz

Mar. 4:10-32 „10. A gdy był na osobności, pytali go ci, którzy z nim byli razem z dwunastoma, o te podobieństwa. 11. I odpowiedział im: POWIERZONO WAM TAJEMNICĘ KRÓLESTWA BOŻEGO; tym zaś, którzy są zewnątrz, wszystko podaje się w podobieństwach, 12. Aby patrząc, widzieli, a nie ujrzeli; i słuchając słyszeli, a nie rozumieli, żeby się czasem nie nawrócili i nie dostąpili odpuszczenia.
13. I rzekł im: Nie rozumiecie tego podobieństwa? Jakże więc zrozumiecie wszystkie inne podobieństwa? 14. SIEWCA ROZSIEWA SŁOWO. 15. Tymi na drodze, gdzie jest rozsiane słowo, są ci, do których, gdy je usłyszeli, zaraz przychodzi szatan i wybiera słowo, zasiane w nich. 16. Podobnie, zasianymi na gruncie skalistym są ci, którzy, skoro usłyszą słowo, zaraz je przyjmują z radością, 17. Ale nie mają w sobie korzenia, lecz są niestali i gdy przychodzi ucisk lub prześladowanie dla słowa, wnet się gorszą. 18. A innymi, zasianymi między ciernie, są ci, którzy usłyszeli słowo, 19. Ale troski tego wieku i ułuda bogactw i pożądanie innych rzeczy owładają nimi i zaduszają słowo, tak iż plonu nie wydaje, 20. Owymi zaś, którzy są ZASIANI NA DOBREJ ZIEMI, są ci, którzy SŁUCHAJĄ SŁOWA, PRZYJMUJĄ JE i WYDAJĄ OWOC trzydziestokrotny i sześćdziesięciokrotny, i stokrotny,
21. I mówił im: Czyż przynoszą światło po to, aby je postawić pod korcem albo pod łóżkiem? Czyż nie po to, aby je postawić na świeczniku? 22. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione i nic nie pozostało utajone, co by nie wyszło na jaw. 23. Jeśli kto ma uszy ku słuchaniu, niechaj słucha! 24. I rzekł do nich: Baczcie na to, co słyszycie! Jaką miarą mierzycie, taką wam odmierzą, a nawet wam przydadzą. 25. Albowiem temu, który ma, będzie dodane, a temu, który nie ma, zostanie i to, co ma, odebrane.
26. I mówił: Tak jest z Królestwem Bożym, jak z nasieniem, które człowiek rzuca w ziemię. 27. A czy on śpi, czy wstaje w nocy i we dnie, nasienie kiełkuje i wzrasta; on zaś nie wie jak. 28. Bo ziemia sama z siebie owoc wydaje, najpierw trawę, potem kłos, potem pełne zboże w kłosie. 29. A gdy owoc dojrzeje, wnet się zapuszcza sierp, bo nadeszło żniwo.
30. I mówił: Do czego przyrównamy Królestwo Boże albo jakim podobieństwem je wyrazimy? 31. Jest jak ziarno gorczyczne, które, gdy zostanie zasiane do ziemi, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. 32. Ale gdy zostaje zasiane, wyrasta i staje się większe od wszystkich jarzyn, i wypuszcza tak wielkie gałęzie, że w jego cieniu mogą się gnieździć ptaki niebieskie.”(BW)

Uczniowie nie zrozumieli przypowieści o siewcy z Mar 4.1-9 więc spytali Jezusa o jej znaczenie. Odpowiadając powiedział, że powierzył im tajemnice Królestwa Bożego (werset 11) innymi słowy powiedział „powiedziałem wam dokładnie, w jaki sposób Królestwo Boże działa” lub „dałem wam klucz, dzięki któremu macie dostęp do całej mocy, mądrości, zaopatrzenia Królestwa Bożego”.

Czy chciałbyś znać TAJEMNICĘ Królestwa Bożego?
Czy chciałbyś mieć KLUCZ UDOSTĘPNIAJĄCY Ci wszystkie ZASOBY Królestwa Bożego?
Jezus mówi, że klucz ukrył w tej przypowieści.

Wyraźnie widzimy, że siewca nie miał różnego gatunku nasion, więc tym co zdeterminowało zbiory był stan w jakim znajdowała się gleba. Glebą w tej przypowieści jest nasze serce a nasieniem Słowo Boże. Nasze nastawienie do i nasz głód dla Słowa Bożego determinują, w której grupie gleby się znajdziemy, więc również, jaki rodzaj zbiorów mieć będziemy.

Jezus naucza cały rozdział o tym samym … mówi o sianiu Bożego Słowa w naszym sercu tak by zobaczyć Królestwo Boże manifestujące się (stające się rzeczywistością) w naszym życiu i różnych sytuacjach, które nas dotykają. Jezus uczy o tym JAK możemy DOŚWIADCZAĆ CUDÓW, jak możemy widzieć UZDROWIENIA, jak możemy zobaczyć MOC Królestwa Bożego UWALNIANĄ nad różnymi dziedzinami naszego życia.

Jezus w wersecie 13 mówił „Jeśli nie zrozumiecie znaczenia tej przypowieści (tego co teraz staram się wam wytłumaczyć) to niezrozumienie żadnego nauczania związanego z tym tematem”.

W wersetach 26-29 Jezus dokładnie tłumaczy zasady, według których funkcjonuje Królestwo Boże. Gdy posiejesz ziarno Słowa to z upływem czas wyrośnie plon.

W Królestwie Bożym rzeczy żeby się wydarzyć potrzebują czasu. Jednak dziś wielu chrześcijan uważa, że jeśli coś jest faktycznie od Boga to wydarzy się od razu, pstryk i już jest. Myślą że cuda będą się dzieją jak gdyby za dotknięciem magicznej różdżki, ale ten pogląd jest w sprzeczności z tym co Jezus naucza na temat Królestwa Bożego.

Jezus mówi, że „tak jest z Królestwem Bożym, jak z nasieniem, które człowiek rzuca w ziemię” to potrzebuje czasu by wzrosnąć. Bardzo rzadko zdarza się, że Twoja potrzeba materializuje się od razu po modlitwie, w większości przypadków to wymaga czasu! Dlatego właśnie powołani jesteśmy by żyć w wierze.

Może krzyczysz „JEZU ale ja potrzebuje cudu TERAZ!”
a Jezus na to odpowiada: „tak jest z Królestwem Bożym, jak z nasieniem, które człowiek rzuca w ziemię to wymaga czasu”

Może mówisz „Ale ja mam raka potrzebuje byś mnie uzdrowił!”
a Jezus na to odpowiada: „tak widzę Twój problem i chcę Ci pomóc, ale tak jest z Królestwem Bożym, jak z nasieniem, które człowiek rzuca w ziemię to wymaga czasu”

Co mam zrobić by zobaczyć żniwo (doświadczyć cudów) w swoim życiu?
Musisz siać ziarno (Słowo Boże).

Jeśli nie sieje ziarna to czy naprawdę mogę spodziewać się plonów? Wielu ludzi nic nie sieje, ale kiedy pojawia się potrzeba oczekują cudów w swoim życiu. Wyobraź sobie rolnika, który nic nie posiał na roli, ale liczy, że może będzie miał obfite zbiory.

Twoje zbiory zależą od tego co siejesz. Jeśli chcesz np. uzdrowienia to musisz siać w siebie wersety o uzdrowieniu, obietnice ze Słowa dotyczące tego tematu. Twoja Biblia jest workiem nasion z którego bierzesz nasiona i siejesz je w swoim sercu aż z upływem czasu one rosną i wydają plon.

To nie znaczy, że Bóg nigdy nie uczyni natychmiastowego cudu. Możesz np. modlić się o osobę niewierzącą lub świeżo nawróconego chrześcijanina i Bóg może dokonać natychmiastowego cudu, ale z czasem, jeśli oni będą chodzić z Bogiem to będzie On chciał by nauczyli się siać Słowo. Ponieważ to jest normalna (standardowa) droga do tego by Jego obietnice manifestowały się w naszym życiu.

Pamiętając o tym, że kontekstem rozdziału jest sianie Słowa spójrz na werset 24
„Baczcie na to, co słyszycie!” – to co słyszeli było Słowem Bożym
„Jaką miarą mierzycie, taką wam odmierzą, a nawet wam przydadzą.”
Taką samą miarą, jaka siejesz Słowo i słuchasz Słowa będzie Ci oddane. Czyli jeśli skąpo siejesz skąpo też zbierzesz, ale jeśli hojnie siejesz to też hojnie zbierzesz.

„ Albowiem temu, który ma, będzie dodane, a temu, który nie ma, zostanie i to, co ma, odebrane.” (w 25)
Ktokolwiek ma Słowo Boże zasiane i zasadzone w swoim sercu temu będzie więcej dane, ale kto nie ma Słowa Bożego zasadzonego w swoim sercu temu to co ma zostanie zabrane. Bóg nie zabiera nic od nas, ponieważ jest kochającym Ojcem, to diabeł jest złodziejem.

Jeśli nie mam Słowa Bożego zasadzonego w swoim sercu to również nie mam właściwej ochrony, której tak bardzo potrzebuje. Jeśli nie mam ochrony to diabeł może przyjść by zabijać, kraść i niszczyć (Jan 10.10), ale na szczęście Jezus przyszedł po to byśmy mieli cudowne życie w obfitości! Dlatego właśnie Bóg chce byś miał taką samą wiarę w nasiona Słowa jak farmer ma w zwykłe nasiona. Bóg chce byś hojnie obsiewał swoje serce Słowem Bożym by Ci się we wszystkim dobrze powodziło.

Ps 1:1-3 „Szczęśliwy mąż, który nie idzie za radą występnych, nie wchodzi na drogę grzeszników i nie siada w kole szyderców, lecz ma upodobanie w Prawie Pana, nad Jego Prawem rozmyśla dniem i nocą. Jest on jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą, które wydaje owoc w swoim czasie, a liście jego nie więdną: co uczyni, pomyślnie wypada.” (BT)

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.