Jesteście solą ziemi cz.2
W nawiązaniu do wpisu „Jesteście solą ziemi”, chciałbym dodać jeszcze kilka myśli dotyczących drugiego rowu w byciu solą. Czyli przed nami ciąg dalszy tego, co robić, gdy „sól nie wchodzi w kontakt z tym, co ma zachować od zepsucia”?. Wiem, że to, co dziś napiszę dla wielu z Was nie będzie wielkim odkryciem, ponieważ tak naprawdę to są tylko „podstawy”. Jednak zdaję sobie również sprawę z tego, że są osoby, które naprawdę mogą mieć w tej dziedzinie problem. Dlatego właśnie chce poświęcić trochę więcej czasu temu tematowi.
Julia, córka jednego z nauczycieli ze Szkoły Biblijnej w wieku 12 lat zapragnęła uczyć się hip-hopu. Tata zapisał i przywiózł ją na kurs. Dlatego, że mieszkał za miastem postanowił nie wracać do domu, ale po prostu poczekać na nią 45 min do końca zajęć. W ten oto sposób znalazł się w poczekalni z kilkoma innymi ojcami dwunastolatek, które podzielały pasję jego własnej córki.
Od samego początku było coś, co łączyło ich wszystkich, ponieważ każdy z nich znalazł się w takiej samej sytuacji. Dla taty Juli najbardziej naturalną rzeczą na świecie było po prostu odwrócić się w stronę siedzącego obok niego sąsiada i powiedzieć „…więc wydaje mi, że Ty też masz dwunastoletnią córkę którą kręci hip-hop?”. Kiedy usłyszał odpowiedz „TAK” to od razu coś między nimi zaskoczyło. Nawiązała się rozmowa i po chwili tata Juli mógł zaproponować: „Słuchaj skoro mamy jeszcze 40 minut czekania, to może pójdziemy na kawę piętro niżej widziałem fajne miejsce?”
5 minut później siedzieli razem popijając kawę i rozmawiając na różne tematy. Podczas tego czasu w całkiem naturalny sposób nauczyciel ze Szkoły Biblijnej miał okazję podzielić się ewangelią o Jezusie. A dlaczego? Ponieważ jednym z pierwszych pytań, na jakie musiał odpowiedzieć było „A Ty, czym się zajmujesz?”
Co było tym kluczem? Co było tym wielkim „duchowym” momentem? Co było tym aniołem Gabrielem otwierającym „drzwi”? Po prostu fakt tego, że TYCH DWÓCH panów COŚ ŁĄCZYŁO. Z drugiej jednak strony gdyby tata Juli zapytał przypadkowego przechodnia na ulicy czy pójdzie z nim na kawę to wszyscy wiemy, jaka byłaby odpowiedz.
JEŚLI JEST tylko punkt kontaktu COŚ, CO WAS ŁĄCZY TO bez żadnego problemu MOŻESZ PODZIELIĆ SIĘ PANEM Jezusem Z INNĄ OSOBĄ W KILKA MINUT.
To są „podstawy”, ale my chrześcijanie czasem potrafimy je strasznie skomplikować i uczynić bardzo „duchowymi”. Jeśli naprawdę chcesz być solą, która wchodzi w kontakt z tym, co ma zachować od zepsucia TO MOŻESZ NIĄ BYĆ! Nic nie stoi na przeszkodzie byś mógł poznać nawet setki nowych ludzi!
W dzisiejszych czasach mamy Internet. Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które może sobie usiąść na kanapie z laptopem i prowadzić dyskusje w czasie rzeczywistym z ludźmi z innych kontynentów. Jeśli nie wykorzystamy możliwości i okoliczności, które zostały nam dane to, co powiemy Św. Piotrowi lub Św. Pawłowi, kiedy ich spotkamy w niebie?
Możemy korzystać z Internetu, e-maili, blogów, facebook’a, twitter’a, my space’a, gadu-gadu, naszej-klasy, czatów, skype’a itp. Jeśli mamy możliwości to wykorzystajmy je na chwałę Pana!
Dziś znalezienie grupy ludzi o podobnych zainteresowaniach do Twoich nie stanowi problemu. Wystarczy, że się z nimi połączysz i ich poznasz. Dzięki temu punktowi kontaktowemu ewangelia będzie mogła trafić od jednej osoby do drugiej w bardzo prosty i efektywny sposób. O to właśnie chodzi w ewangelizacji.
Każdy z nas indywidualnie powinien wyjść do ludzi, którzy są dookoła nas z ewangelią. Jeśli dookoła Ciebie nie ma wystarczająco niewierzących osób to, to jest Twoja odpowiedzialność by zwiększyć tą grupę i wyjść do ludzi. Może się modlisz „Boże! Ja mam tylko chrześcijańskich znajomych ZRÓB COŚ!” i być może On patrzy z nieba na Ciebie i mówi „a czemu Ty nie chcesz nic z tym zrobić?”.
Nie mówię tu byś nie miał chrześcijańskich przyjaciół. Osobiście uważam, że tą grupą ludzi, której powinieneś pozwolić być najbliżej Twojego serca powinni być ludzie, którzy będą w stanie się za Ciebie modlić.
Naprawdę desperacko potrzebujesz mieć blisko siebie dobrą i silną grupę chrześcijańskich przyjaciół. Ludzi, którzy będą nosić Cię w modlitwie. Ludzi gotowych dla Ciebie rozmontować dach domu byś tylko mógł otrzymać swój cud od Jezusa (Mar 2.4-12). Ludzi, którzy będą nad Tobą czuwać byś nie pobłądził i którzy będą w stanie Ci powiedzieć prawdę. Ludzi, którzy Ci usłużą, pocieszą Cię w Duchu Świętym, ale również napomną i poprawią, ponieważ każdy z nas tego potrzebuje. Jeśli nie masz takiej grupy osób, to modle się dziś za Ciebie by Bóg Ci ją dał.
Prócz tej kluczowej grupy ludzi powinieneś mieć wokoło siebie DUŻO osób, które nie znają Pana, ale są Twoimi znajomymi. Dzięki temu będziesz mógł przelewać na nich ewangelie miłości. Będą mogli doświadczyć tego, jaki jest Pan przez to, że znają Ciebie, przez to, że widzą kim jesteś i jak ich traktujesz. Módl się o nich i niech Twoje życie będzie dla nich dobrym świadectwem.
Być może powiesz „ale oni nie są zainteresowani”, „są wrogo nastawieni do mnie”, „ moi sąsiedzi mnie nie lubią” to w takim wypadku zrób projekt zdobycia sąsiadów dla Pana. Spraw by Cię polubili. Zrób co w Twojej mocy by utrudnić im nie lubienie Ciebie.
Ostatnio słyszałem świetną historię na ten temat. Obok domu liderki uwielbienia z kościoła Livets Ord wprowadzili się nowi sąsiedzi. Okazało się, że ci nowi sąsiedzi są ateistami, a do tego słyszeli różne dziwne historie dotyczące kościoła, z którego była ta liderka. Maria, bo tak jej było na imię, postanowiła wraz z mężem zrobić projekt „zdobycia sąsiadów dla Jezusa”.
Upiekli jabłecznik i zanieśli go do sąsiada mówiąc „Bardzo się cieszymy, że teraz tu będziecie mieszkać i gratulujemy nowego domu! Jak się macie? Czy jest coś, w czym moglibyśmy wam pomóc?”. To co zrobiła nasza wierząca para, to po prostu starali się być najlepszymi sąsiadami. Dzięki temu obie pary miały możliwość lepiej się poznać i polubić. Pewnego razu, gdy Maria siedziała razem z sąsiadką w swojej kuchni usłyszała pytanie „Co myślisz, że stanie się z nami kiedy umrzemy?”.
Po około 6 miesiącach od przeprowadzki Ci ateiści oddali swoje życie Jezusowi. Dzięki temu jednemu pytaniu sąsiadka naszych bohaterów miała możliwość usłyszeć na temat Jezusa i nieba. Gdyby jednak Maria wraz z mężem nie podjęli decyzji o wyjściu do ludzi dookoła nich, to prawdopodobnie to pytanie by nigdy nie zostało zadane.
Dlatego właśnie nie poddawajcie się. Zróbcie to, co w waszej mocy by pomóc ludziom dookoła Was. Bądźcie dobrym świadectwem przez sposób, w jaki żyjcie i przez słowa Waszych ust wtedy właśnie sól zacznie mieć zabezpieczający efekt.
